wtorek, stycznia 01, 2008

Bieganie w zimie

Chyba tylko bieganie po wilgotnym piaseczku na skraju plaży tam gdzie jeszcze docierają fale można porównać do biegu po świeżym, puszystym śniegu. Ta specyficzna miękkość i sprężystość podłoża, to skrzypienie przy każdym kroku to jest właśnie to!

Dzięki małemu kaprysowi pogody, który w noc sylwestrową sypnął nam trochę śniegu rozpocząłem tegoroczny sezon biegowy na śniegu. Przebiegliśmy dzisiaj z Gino - to mój wspaniały part
ner do biegania, nigdy się nie męczy, zawsze gotów i zawsze ma ochotę na więcej - te nasze 14 kilometrów wzdłuż rzeczki płynącej koło naszego domu, płosząc przy tym niezliczone ilości kaczek, bażantów, kuropatw i zajęcy. Puszysty nieskazitelnie biały śnieg, jeszcze nie dotknięty ludzką stopą ani psią łapą chrupał miło przy każdym kroku i zapraszał swą świeżością do dalszego biegu.

Pomimo lekkiego mrozu nie było mi zimno
. Bieganie w zimie wbrew powszechnemu mniemaniu to nic nadzwyczajnego. Można biegać przy mocno minusowych temperaturach bez obawy, że zaraz będziemy chorzy. Trzeba się tylko stosownie do tej temperatury ubrać. Nie za lekko, ale też nie za ciepło. W dobrym ubraniu można nawet biegać na biegunie północnym. ;o)

Nie, nie, z tym biegunem północnym to wcale nie jest żart.

Takie polarne maratony są organizowane od kilku lat. Następny maraton na biegunie północnym (North Pole Marathon) odbędzie się w marcu, więc zainteresowanym ekstremalnym bieganiem w zimowych warunkach polecam go gorąco - jest jeszcze troszkę czasu na przygotowanie, no i zebranie wpisowego (11.900€). ;o)

W zeszłym ( no bo 2007 t
o już zeszły rok ;-) ) przy minus 25 stopni wzięło w nim udział 43 biegaczy, a najszybszy z nich przebiegł te lodowe 42 kilometry w nieco ponad trzy i pół godziny!

Maraton na biegunie północnym to rzecz bardzo ważna dla każdego kto chce należeć do niesłychanie elitarnego klubu "The Marathon Grand Slam Club". Aby znaleźć się w tym doborowym towarzystwie trzeba zaliczyć ekstremalnie trudne maratony na wszystkich siedmiu kontynentach ( jak na przykład Everest maraton w Azji czy Olympus maraton w Europie) no i ten na biegunie północnym - a tam biega się nad wodą, a nie po lądzie jak gdzie indziej. Aktualnie do tego klubu należy 23 biegaczy, większość Brytyjczyków i Amerykanów.

Nie dla wszystkich maraton na biegunie północnym jest wystarczająco ekstremalny. Ci szukający czegoś więcej startują w biegu na 100 kilometrów na drogim końcu świata, na Antarktydzie. Bieg ten organizowany jest w ramach Lodowego maratonu ( Antarctic Ice Marathon & 100k ). W grudniu poprzedniego roku ruszyło na tę szalenie trudną trasę w ekstremalnych warunkach pogodowych tylko 2 biegaczy - Austriak Christian Schiester i Susan Holliday z Wielkiej Brytanii. Schiester potrzebował na pokonanie tej lodowej setki prawie dwadzieścia godzin! Susan to pierwsza kobieta, która przebiegła taki dystans na Antarktydzie!

Tak, taki lodowy maratonek to chyba zupełnie niezły cel na przyszły rok - może bez dokładniejszego precyzowania który to przyszły mamy na myśli! ;o)

9 komentarzy:

froasia pisze...

U nas coś próbowało padać, ale nic w sumie nie spadło. Prosimy o zdjęcie Gino na świeżym śniegu. Miłego noworocznego biegania! :)

wildrose pisze...

He he, Krzysiu! Juz mnie ubawiles, tym pisaniem o tym biegu "... zainteresowanym ekstremalnym bieganiem w zimowych warunkach polecam go gorąco..." i jeszcze ta suma?
Matko Boska, toz to mi sie z jakas kara boska kojarzy takie bieganie, a tu nie koniec tych kar, to jeszcze druga kara boska ta suma 11.900 euro!
Chyba powinni zaplacic tym ludziom za takie bieganie w mrozie i zimnie :)
Ja jestem człowiek z północy i lubię śnieg, zimę i w ogóle nie znoszę upałów, wiec mogę sobie bałwanka postawić na śniegu, ale żebym miała pokonywać ileś tam km... :)
Krzysiu, błagam, napisz, ze żartowałeś!

Krzysztof pisze...

Froasia, niestety nie mialem aparatu ze soba, a snieg w miedzy czasie sie stopil. ,-(

@Wildrose, Ja zartowalem, ale tych czterdziestu odwaznych to nie. Oni tam w tych lodach naprawde biegaja!

wildrose pisze...

No to mogę spać spokojnie :)

Anonimowy pisze...

a ja dzisiaj nie mam motywacji nawet do pisania, ech:( -dew

jazzowa pisze...

Wstrząsasz mym istnieniem całym takim pisaniem...
Istnienie mi się skuliło i czem prędzej czmychnęło po kubek gorącej herbaty...
Zawołam rozpaczliwe - czy Cię Krzysztof Stwórca opuścił??
Po śniegu? biegać? 14 km?
przerażające...

Swoją drogą to różne pasje ludzie mają... w sumie nawet można podziw z siebie wykrzesać dla tychże... No i wykrzsywam z siebie podziw ów...
I na tym poprzestanę..

Acz - zaświtała mi pewna myśl - że biegając tak po śniegu.. to chyba mięśnie ud ma się niebywałej wręcz twardości...
hmm... tu się zadumała...

Krzysztof pisze...

@Jazzowa, kubek gorącej herbaty to zaiste świetne wyjście. Wpływ biegania po śniegu na twardość mięśni ogólnie, a udowych szczególe nie jest mi bliżej znany. Ale nie przeczę, że może istnieć związek takowy. ;-)

Robert Sołkiewicz pisze...

A ja Ci po prostu zazdroszczę. Też uwielbiam(łem) biegać. Biegałem onegdaj podobne dystanse. To jest niesamowite - przyznaję.
Zaintrygowałeś mnie tym biegiem w zimę. Może kiedyś ... kto wie :)
Dzięki za inspirację.

Krzysztof pisze...

@Robert, nie ma co zazdroscic. Jezeli biegasz to buty na nogi i dobra kurtka na pelcy i w droge. ;)