poniedziałek, stycznia 14, 2008

Dyson, ostatni heretyk naukowy, o globalnym ociepleniu

Freeman Dyson lubi mówić o sobie jako o jednym z ostatnich heretyków naukowych.


Heretyk to ktoś kto stawia pod znakiem zapytania ortodoksję. Heretyk neguje powszechnie obowiązujące reguły i wyznaje tezy absolutnie niezgodne z aktualną doktryną. Heretycy są powszechnym zagrożeniem dla wszelkich ortodoksyjnych teorii i ideologii. Ortodoksje - zarówno religijne, ideologiczne jak i naukowe - zagrożone przez bałwochwalcze teorie heretyków zwalczają ich bezwzględnie.


Czy nauka potrzebuje heretyków? Dyson twierdzi, że tak. To heretycy są w stanie wyprowadzić naukę ze ślepych zaułków w które zagoniła się ona zaślepiona swą ortodoksją. Heretycy są często naukowcami z innych dziedzin nauki, którzy w niekonwencjonalny sposób analizują dogmaty naukowe i często proponują całkiem nowe, przełomowe rozwiązania.

Heretycy są w każdej sytuacji przydatni, nawet wtedy gdy nie mają racji. Dyskusja z nimi i ugruntowane odrzucenie ich poglądów jest bardzo przydatna do potwierdzenia aktualnie obowiązujących doktryn naukowych.


Freeman Dyson to wybitny fizyk teoretyczny i matematyk angielskiego pochodzenia. Duża sławę zyskały również jego rozważania na temat życia pozaziemskiego i futurystki.


Ostatnia herezja Dysona dotyczy problem globalnego ocieplenia. Otóż Dyson twierdzi, że aktualnie propagowana teoria globalnego ocieplenia jest fałszywa, bo jest oparta na niekompletnych
modelach klimatycznych. Te modele klimatyczne po prostu nie uwzględniają wszystkich czynników odgrywających w zmianach klimatycznych pewną rolę. Jak każdy kto już dłużej żyje na tej ziemi (a Dyson ma już 85 lat) również i on zauważył duże zmiany klimatyczne i tego i nie neguje. Jego zdaniem jednak to ocieplenie wcale nie jest globalne. Ocieplać będą się przede wszystkim zimne miejsca. W ciepłych okolicach o radiacji ciepła do atmosfery decyduje i tak w olbrzymiej mierze ilość pary wodnej w atmosferze, a nie ilość dwutlenku węgla.

Inny ciekawy aspekt herezji Dysona to temat skutecznego zapobiegania ociepleniu. Przyczyną ocieplenia jest nadmiar dwutlenku węgla w atmosferze. Aktualnie polityka próbuje znaleźć sposób redukcji wydzielanego dwutlenku węgla. To fałszywa droga, twierdzi Dyson. Wskazuje przy tym na inne rozwiązanie, a mianowicie związanie tego dwutlenku węgla w biomasie. Olbrzymia ilość dwutlenku węgla jest wiązana poprzez rośliny w trakcie wzrostu. Gdyby tak te procesy przyśpieszyć, gdyby tą biomasę zatrzymać w ziemi to mielibyśmy problem rozwiązany. A to tego jeszcze mielibyśmy strasznie żyzną ziemię!

Dyson prezentuje tu następującą wizję. Chiny potrzebują dla dalszego wzrostu olbrzymie ilości energii. Wydobywają węgiel i spalają go. Amerykanie przyśpieszają tworzenie się biomasy i zatrzymują ją w ziemi, wiążąc w ten sposób dwutlenek węgla wydzielany w Chinach. Niejako przy okazji następuje transport węgla tą drogą z chińskich kopalni do amerykańskiej ziemi. Transport całkowicie darmowy!

Dyson zapytuje też czy ocieplenie to naprawdę coś tak bardzo złego. Otóż podobno przed około sześciu tysięcy lat temu świat, a przynajmniej Europa i północna Afryka, był w jednym ze swych najcieplejszych i najwilgotniejszych faz. W tamtych czasach Sahara nie było pustynią. Padało tam wystarczająco dużo deszczu, aby utrzymała się roślinność.

Słuchając narzekań na blogu na zimę sądzę, że wielu z Was byłoby całkiem zadowolonych z dalszego ocieplenia, nieprawdaż?

12 komentarzy:

froasia pisze...

Prawdaż, tylko chyba zaleje Holandię wtedy ;)

A co do heretyków - oczywiście, że sa potrzebni. To jak w burzy mózgów, nie ocenia się pomysłów, nawet najbardziej absurdalnych, żeby mogły zainspirować kogoś do pomysłów mniej absurdalnych. Zawsze to można twórczo wykorzystać.

Anonimowy pisze...

kiedy patrzę na rachunek za ogrzewanie gazowe, jestem całym sercem za ociepleniem, bo o cudzie zmniejszenia ceny tego towaru, nie ma co myśleć!( aż takich cudów nie ma!)a heretycy, którym nie grozi już spalenie na stosie, niech tworzą swoje teorie, bo każda kontrowersja pobudza :)- dew

Krzysztof pisze...

@Froasia, ha, ha. O Holendrów to ja był się nie martwił. To bardzo zmyślny narów. W ostateczności podwyższą tamy!

@Dew, Oj to chyba mało zbadany aspekt sprawy - wpływ ocieplenia na ekonomię domową. A może być decydujący dla całościowej oceny sytuacji. ;)

wildrose pisze...

A ja kocham zimę, śnieg i... lepiej niech sie nie ociepla...
Ale coś by trzeba na tych Chińczyków wymyslec, na samo wspomnienie dostaje gęsiej skorki, coś sie rozpanoszyli wszędzie, pchają sie wszędzie i jeszcze nam atmosferę niszczą...

marga pisze...

nie wiem czy zauwazyles, ale Twoje ostatnie otki sa przerazliwie pelne przemyslen o bycie czlowieka, w tej chwili ogladam domukemnt o Stalinie i wniosek na te chwile mam taki, ze naukowcy lata cale poswiecaja swoim badaniom, wystarczy taki Stalin i nagle nie wazne jest co mowi genetyka, co glosza heretycy i czy idzie globalne ocieplenie, trzeba zyc chwila tak aby cieszyc sie swiatem bez wojny i dydktatorow paranoikow, dbajac o to, aby przyszle pokolenie tez taki komfor zycia mialo...a Dyson kojarzy mnie sie z jednym, to naprawde doskonaly odkurzacz :)))

Krzysztof pisze...

@Wildrose, Ty lubisz zimę, bo jesteś szczęściara i mieszkasz w kraju bez zimy.

Oj Chińczyków zatrzymać nie będzie łatwo. Ja nie mam pomysłu na to.

@Marga, ten refleksyjny nastrój wynika zapewne z zimowego braku słońca. ;) Pewnie, że trzeba cieszyć się tym co mamy, ale przy tym kapkę myśleć o przyszłości. Aby ona nas nie zaskoczyła.

PS. Zrób coś aby można było wpisywać komentarze u Ciebie na blogu!

palcopstryk pisze...

AFAIR już sowiecka nauka głosiła, że ocieplenie jest cacy, bo dzięki niemu północne obszary Syberii zmienią się w ziemie uprawne... Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia - niewiele się w tym temacie zmieniło :)

Krzysztof pisze...

qPalcopstrryku, Nauka radziecka to znała odpowiedź na każdy problem tej ziemi, a i niejeden pozaziemski. ;) Słynne było ich zawracanie rzek syberyjskich kijem, czego pewnym może nie całkiem zaplanowanym i pożądanym efektem było prawie całkowite wysuszenie morza Aralskiego. No cóż, nawet im nie wszystko udawało się. ;)

Myślisz, że czas znowu wrócić do zdobyczy tej nauki?

palcopstryk pisze...

No właśnie radziecka nauka, w porównaniu z resztą świata, ocierała się często o herezję. Dlatego jestem sceptycznie nastawiony do takich obrazoburców, bo często sprzeciw wobec oficjalnie przyjętym kanonom, czy doktrynom staje się dla nich wartością samą w sobie. A jeśli do tego trafią na podatny grunt, to swoje przemyślenia mogą sprzedawać jako rewolucyjne teorie przeczące zgniłej, burżuazyjnej pseudonauce. Hodują potem tacy pomarańcze za kołem podbiegunowym, czy krzewy truskawek wielkości jabłoni... Cóż, heretyk heretykowi nierówny - tyle, że na jednego Kopernika, czy Galileusza przypada pewnie ze stu Miczurinów. Pytanie, do kogo Dysonowi (w jego przemyśleniach na temat globalnego ocieplenia) bliżej? :)

Krzysztof pisze...

@Palcopstryku, nauka radziecka to bardzo specyficzny okres w dziejach nauki. Nie stawiałbym Dysona w jednym szeregu z radieckimi naukowcami.

Globalne ocieplenie to trudny temat i nauka dopiero całkiem niedawno zaakceptowała tę teorię. Wielość poglądów jest tutaj nadal pożądana. A idea usuwania dwutlenku węgla z atmosfery poprzez wiązanie go w biomasie jest przynajmniej teoretycznie interesująca.

palcopstryk pisze...

Specyficzny o tyle, że w tamtym przypadku ton dyskusji nadawała partia, a dzisiaj korporacje... Wiem, że trąci to trochę spiskową teorią dziejów, ale niestety mam obawę, że w przypadku ocieplenia klimatu to właśnie ich interes ma pośrednio duży wpływ na kształtowanie się opinii. Ciekawym jest na przykład kładzenie nacisku na emisję dwutlenku węgla, a przecież to nie jedyny gaz cieplarniany. Jeszcze nie tak dawno trąbiono tylko o freonach... A co z metanem, którego emisja rośnie na potęgę?

Natomiast co do wiązania dwutlenku węgla w biomasie - kuszący pomysł, ale czy nie uważasz, że czas potrzebny na jego związanie jest nieporównywalnie dłuższy od czasu w jakim zostaje on wyemitowany? Drzewa rosną dziesiątki lat; węgiel, czy ropa to pewnie całe miliony. Wszystkie te materiały spalamy w mgnieniu oka. Cała ta koncepcja związania w biomasie pachnie mi trochę ideami kompensacji, które na naszym gruncie głosił jeszcze niedawno minister Szyszko... W obu przypadkach zgadzałby się rachunek matematyczny, ale nie ekologiczny. Dyson jest matematykiem, nie dziwię się zatem, że z jego perspektywy takie rozumowanie jest poprawne.

Krzysztof pisze...

@Palcopstryku, Dyson to człowiek mocno starszy, bo przeszło 80 letni. Sądzę, że to już wiek w którym głosi się raczej własne poglądy.

O innych gazach faktycznie mówi się niedużo. Sam nie wiem dlaczego?

A co do biomasy to Dyson prezentuje tutaj dwa rachunki. Jego zdaniem związanie całej ilości rocznie emitowanego węgla do atmosfery "pogrubiłoby" ziemię o jedną setną cala rocznie.

Rośliny zużywają olbrzymią ilość dwutlenku węgla w fazie wzrostu. Pole zboża zużywa cały nad nim w powietrzu zawarty dwutlenek węgla do wysokości jednego metra w ciągu pięciu minut!

Czy jest to teoria realistyczna nie wiem. Mnie zainteresowała jej inność, bo prawdziwe rozwiązanie to w większości nie te, które wszyscy oczekują.