środa, maja 01, 2019

Nie ma kreatywności bez tolerancji i różnorodności!

Jeszcze jeden poważny głos za różnorodnością. Marek Abramowicz, profesor fizyki teoretycznej, w artykule zatytułowanym "Bez multi-kulti sczeźniemy w czarnej dziurze" podkreśla jak ważna dla nas, ludzi, jest różnorodność. Głównym przekazem profesora jest stwierdzenie, że 


"Intelektualna wolność, równość i braterstwo uczonych, niezależnie od kraju pochodzenia, od płci, wiary lub jej braku i od prywatnych preferencji stanowią aksjologiczny rdzeń nauki."

Jako podstawę swojego wywodu profesor opisuje sukces zespołu naukowców, którzy "sfotografowali" czarną dziurę. Ten zespół składał się z przeszło 200 naukowców z 20 krajów. Pracowali oni wspólnie nad jednym zagadnieniem, wzbogacając ten projekt swoimi różnorodnymi doświadczeniami.

Profesor Abramowicz nie koncentruje się tylko na nauce. Daje on wiele przykładów z innych dziedzin życia, w których różnorodność jest ważnym elementem osiągania wspólnego sukcesu. Nie brak w tekście profesora nawet biblijnych cytatów, jak na przykład ten:


"Jasno i bezkompromisowo pisał o nakazie multi-kulti święty Paweł apostoł w liście do Galatów (Gal:3.28): "Nie masz Żyda, ani Greka; nie masz niewolnika ani wolnego; nie masz mężczyzny ani niewiasty; albowiem wy wszyscy jednym jesteście"."

Zależnością między wolnością, tolerancją i różnorodnością , a kreatywnością i innowacją zajmuje się Richard Florida. Swoje rozważania na ten temat przedstawił on w książce pod tytułem "The rise of creative class". Richard Florida twierdzi, że aby kreatywność, która jest podstawą bogactwa społeczeństw, się rozwijała, konieczny jest specyficzny klimat społeczny. Ludzie kreatywni, ludzie tworzący coś nowego potrzebują otoczenia wolnego, sprawiedliwego, tolerancyjnego i różnorodnego. Według Floridy:


"Creativity requires diversity: it is the great leveler, annihilating the social categories we have imposed on ourselves, from gender to race and sexual orientation. This is why the places that are the most open-minded gain the deepest economic advantages. The key is not to limit or reverse the gains that the Creative Class has made but to extend them across the board, to build a more open, more diverse, more inclusive Creative Society that can more fully harness its members’—all of its members’—capacities."

Tylko takie miejsca na świecie, które zapewnią wszelakie wolności, są tolerancyjne wobec innych mogą skupiać ludzi kreatywnych, którzy swoją innowacyjnością pomnażają szybko bogactwo takich miast albo państw. Jest oczywiście sporo faktów historycznych, potwierdzających tę tezę. Rozkwit handlu i sztuki we Florencji w czasach renesansu, Paryż i wolny uniwersytet Sorbona, czy aktualnie Silicon Valley. 

Teza jest więc oczywista. Różnorodność wzbogaca, a społeczeństwo monokulturowe zuboża. Takie monokulturowe społeczeństwo nie jest zdolne do generowania oryginalnych idei. Kreatywność wśród ludzi myślących tak samo zamiera. Takie społeczeństwa są zdolne jedynie powielać wiedzę, ale nie mają potencjału do tworzenia nowej wiedzy. 

Jak wygląda logika społeczeństwa monokulturowego dobrze pokazał Amir Alexander w swojej książce "Infinitesimal, how a dangerous theory shaped the modern world". Otóż Alexander opisuje próbę zamknięcia wiedzy przez jezuitów, w kanonie ówcześnie akceptowalnym. Celem jezuitów było wspieranie prawdy absolutnej zawartej w Piśmie i naukach kościoła. Jezuici zwalczali pluralizm idei, widząc w min zagrożenie dla głoszonej prawdy. Celem ich edukacji nie był rozwój nauki czy wolna wymiana idei. Oni chcieli tylko wpajać wszystkim swoją religijnie ugruntowaną prawdę. Tak ukształtowane i wykształcone społeczeństwo może tylko powielać znane i akceptowane idee, stosować znane już technologie. Nie jest one zdolne do innowacji, do dużych zmian i rozwoju. To społeczeństwo bardzo statyczne, a poprzez to kompletnie niedostosowane to szybko zmieniającego się świata. 

Popierajmy więc wolność, demokrację, tolerancję i różnorodność mówiąc stanowcze "nie" tym wszystkim którzy manią nas rzekomą siłą monokultury i powrotu do starych dobrych tradycji i wartości.


http://wyborcza.pl/7,75400,24710888,prof-abramowicz-bez-multi-kulti-sczezniemy-w-czarnej-dziurze.html#S.srodkowaNajwieksza-K.C-P.-B.14-L.1.duzy

Demokracja i państwo inkluzywne z niskim poziomem nierówności są gwarantem szybkiego wzrostu gospodarczego i bogactwa

Bardzo ciekawy wywiad z profesorem ekonomii Piątkowskim można wysłuchać na TOKFM - https://audycje.tokfm.pl/podcast/75067,Co-jest-niezbedne-do-rozwoju-gospodarek-Na-przykladzie-Polski. Otóż profesor Piątkowski twierdzi, że Polska transformacja po 1989 była olbrzymim sukcesem. Największym polskim sukcesem od co najmniej 500 lat. Szybkie powstanie demokratycznego państwa prawa z niedużym poziomem nierówności, a przede wszystkim brak systemu oligarchicznego, zapewniły Polsce dynamiczny, trwający nieprzerwanie przez 25 lat rozwój gospodarczy i powstanie bogatego społeczeństwa. 

Profesor opiera swoje tezy na analizie 44 najbogatszych krajów świata. Otóż wszystkie te kraje są liberalnymi demokracjami i oferują swoim obywatelom dosyć równy dostęp do edukacji, systemu prawnego i awansu społecznego. Wszystkie te 44 kraje cechuje też stosunkowo niski poziom nierówności dochodowych i majątkowych. Ta inkluzywność społeczna generuje kreatywność i innowację i jest motorem rozwoju gospodarczego, a co za tym idzie również bogactwa. Ta teza jest zbliżona do poglądów Richarda Floridy, które przedstawił on w swojej książce pod tytułem "The rise of creative class". Richard Florida twierdzi, że aby kreatywność, która jest podstawą bogactwa społeczeństw, się rozwijała, konieczny jest specyficzny klimat społeczny. Ludzie kreatywni, ludzie tworzący coś nowego potrzebują otoczenia wolnego, sprawiedliwego,  tolerancyjnego i różnorodnego. Miasta lub rejony, które stworzą takie otoczenie będą, albo już są jak na przykład Silicon Valley, liderami postępu technologicznego i będą kumulować bogactwo dużo szybciej niż miasta nietolerancyjne i mało różnorodne. 

Polska przez długie wieki rządzona była przez oligarchiczne grupy, arystokrację i bogatą szlachtę, które rygorystycznie strzegły swojego monopolu władzy i poniekąd prawa do bogacenia się. Polityczny system pierwszej rzeczpospolitej uniemożliwiał powstanie bogatego mieszczaństwa i wykluczył chłopstwo niemal kompletnie, zamieniając ich praktycznie w niewolników. Nawet ta druga rzeczpospolita, której obraz jest dla wielu z nas bardzo pozytywny, była rządzona przez oligarchiczną grupę ludzi niedopuszczającą innych do władzy. Również nierówności dochodowe i majątkowe były przed 1939 bardzo duże. System polityczny drugiej rzeczpospolitej nie stwarzał więc warunków do szybkiego wzrostu gospodarczego.

Może najbardziej niespodziewaną tezą profesora Piątkowskiego jest twierdzenie, że podstawą tego niespotykanego sukcesu trzeciej rzeczpospolitej był PRL. To znaczy dokładnie, to zlikwidowanie poprzednio w Polsce rządzącej oligarchii. PRL zniwelował te nierówności i zrównał szanse wszystkich na starcie w 1989. Bez PRL takie wzbogacenie się Polski byłoby niemożliwe.



czwartek, marca 30, 2017

Duma narodowa

Amerykanie to dumny naród. Są dumni z osiągnięć swojego kraju i jego wiodącej pozycji w świecie. Rosjanie to dumny naród. Dumny z posiadania rosyjskiej duszy, co dla Rosjan jest czymś szczególnym. Rosjanie są przecież inni, mają to coś bardzo specyficznego, czego innym narodom brak. Polacy to dumny naród. Jesteśmy dumni, bo kiedyś byliśmy europejską potęgą, potem tak pięknie walczyliśmy o naszą wolność, no i do tego obaliliśmy komunizm.
Zapewne każdy naród ma coś szczególnego i jakiś powód do dumy. To tak trochę tak jak z ludźmi. Każdy z nas jest niepowtarzalnym unikatem, czymś szczególnym. Ziemię zaludnia przeszło 7 miliardów ludzi i każdy jest na swój sposób wyjątkowy. 
Problem z ludźmi i też z narodami zaczyna się wtedy, kiedy tę swoją wyjątkowość zaczynają postrzegać jako bycie czymś lepszym od innych i to absolutnie, niezależnie od rzeczywistych osiągnięć i uczynków. Niejako z samego faktu istnienia. Oczywiście nikt inny na świecie nie jest taki jak ja, więc ja jestem czymś lepszym niż wszyscy inni. To niebezpieczny moment, gdy mniemanie o sobie zaczyna oddalać się od realiów.
Te cechy, które większość uznaje za ważne cechy narodowe są specjalnie kultywowane i podkreślane. Każdy sukces potwierdza naszą wiarę w wyjątkowość naszego narodu. Jesteśmy osobiście dumni z każdego wybitnego naukowca, artysty, sportowca czy przedsiębiorcy, a ich sukcesy są świętowane tak jakby to były nasze osobiste sukcesy. Utożsamiamy się z tymi najlepszymi i czujemy się dzięki temu też trochę lepsi. Chętnie zapominamy przy tym, że obok tych ludzi sukcesu są też inni, przegrani, nieudolni, źli i obrzydliwi. Z tymi nie identyfikujemy się tak chętnie, nie bierzemy ich za wzór i nie chwalimy się nimi. Gdy Stoch leci najdalej jesteśmy dumni i mówimy, no proszę Polak jest najlepszy. Gdy widzimy polskiego pijaka, umazanego błotem, bo ciągle się przewracającego do rowu z którego próbuje się niezdarnie i bezskutecznie wygrzebać, rzadko mówimy z dumą, no proszę kto tak potrafi się zapić na śmierć jak nie Polak.
To pierwszy i bardzo niebezpieczny moment, kiedy nasze wyobrażenie o narodzie jest budowane jedynie na pozytywnych przykładach. Nie chcemy widzieć tego co złe w naszym narodzie i tracimy poczucie realizmu. Wszystkie nasze złe uczynki skrupulatnie zamiatamy pod dywan, staramy się o nich zapomnieć, zwalić winę na innych, lub w najlepszym przypadku powołać się na okoliczności łagodzące. Nasze sukcesy są naszą zasługą, bo przecież jesteśmy tacy wspaniali. Nasze porażki to wynik zmowy innych przeciwko nam. Wszyscy inni są winni, jeśli coś się nam nie uda, tylko nie my.
A ci inni zamiast nas podziwiać na dodatek nas krytykują, bo oni nas widzą trochę bardziej realnie i dostrzegają też te negatywne przykłady. Owszem dociera do nich, że Stoch świetnie skacze, ale codziennie na dworcu mijają zapitych i ich niekiedy zaczepiających Polaków ze wstrętem. Dla nich Polak kojarzy się z tym pijanym, brudnym pijakiem leżącym na dworcowej ławce, a nie ze Stochem. Więc nie lubimy tych innych którzy z dla nas niezrozumiałych powodów nie chcą potwierdzić naszej wspaniałości i wyjątkowości.
A prawda jest taka, że w każdym narodzie są ludzie wybitni i miernoty, są ludzie dobrzy i źli, są ludzie rozsądni i fanatycy. W przekroju społecznym wcale się tak bardzo nie różnimy od siebie, chociaż każda nacja postrzega siebie jako coś wyjątkowego, a co za tym idzie dużo lepszego niż jest tak naprawdę. Na dzisiaj potrzeba nam dużo więcej realizmu w ocenie własnego narodu.

sobota, grudnia 03, 2016

Prawo do zgromadzeń tylko dla uprzywilejowanych

Ze smutkiem obserwuję szybko postępujący demontaż polskiej demokracji i instalowanie dyktatury w kraju. Po zablokowaniu trybunału konstytucyjnego, zamienieniu telewizji i radia publicznego w tubę propagandową rządu z mocnymi elementami narodowo-katolickimi, po przejęciu prokuratury przez Ziobrę i w trakcie wprowadzania ideologicznej indoktrynacji zakłamywania historii w szkołach pod płaszczykiem reformy edukacji mamy następny cios przeciw demokracji, jakim jest poważne ograniczenie prawa do demonstracji. To absurdalne prawo stanowi, że organizacje rządowe i kościelne są w organizowaniu zgromadzeń uprzywilejowane wobec wszystkich innych. Takie prawo dzieli obywateli państwa na dwie kategorie i łamie przy tym podstawową zasadę demokracji i polskiego konstytucyjnego prawa, jaką jest równość wszystkich obywateli. To znaczy, żę wszyscy mają równe prawa, w tym oczywiście również równe prawo do zgromadzeń i wypowiadania swoich przekonań i poglądów. Również w sensie wyznaniowym polska konstytucja stanowi, że ludzie moją wolny wybór swych religijnych poglądów i żadna religia nie jest lepsza, ważniejsza czy w jakikolwiek inny sposób uprzywilejowana. 

Nowe prawo spowoduje, że za każdym razem, gdy jakaś organizacja rządowa, czy grupa obywateli, będzie chciała protestować pojawi się grupa kiboli czy innych faszystów - bo kościół ostatnio tak bardzo ich polubił jako "prawdziwych" patriotów i katolików - i pod płaszczykiem organizacji kościelnej przejmie miejsce tej planowanej przez opozycję.

Zmiany w prawie o zgromadzeniach są oczywiście sprzeczne z polską konstytucją. W normalnie funkcjonującej demokracji po zaskarżeniu tego prawa przed trybunałem konstytucyjnym byłoby ono z pewnością odrzucone jako niezgodne z podstawowymi zasadami konstytucji. W państwie rządzącym przez osobę prywatną i partię wykonującą bezwzględnie jego polecenia, partię która wprawdzie ma odniesienie do prawa w swojej nazwie, ale depcze to prawo nieustannie od roku, szanse na zablokowanie tego prawa są znikome.

Po roku pisowskiego rządzenia widać już bardzo wyraźnie zarys tej narodowo-katolickiej Polski, jaką próbują zbudować. Aby mieć władzę absolutną, a to jest oczywistym celem, eliminują wszystkie elementy państwa niezależne wedle prawa od rządu - trybunał konstytucyjny, niezależną prokuraturę, niezależne sądy-, przejmują kontrolę nad mediami i ograniczają wolność wypowiedzi. Na naszych oczach powstaje państwo totalitarne na wzór tego rosyjskiego, które stworzył Putin. On szedł dokładnie tą samą drogą. Następne etapy to powolna eliminacja opozycyjnych partii i likwidacja wszelkich niezależnych mediów i organizacji pozarządowych. Obym się mylił.

sobota, listopada 05, 2016

Polskie średniowiecze

Masowe egzorcyzmy w 21 wieku. Zbiorowe wypędzanie duchów. Takie imprezy powoli stają się codzienne w Polsce. Ze zgrozą patrzę jak aktualny rząd, wsparty z jednej strony na narodowych faszystach, a z drugiej na całej hierarchii kościoła katolickiego prowadzi Polskę z powrotem w średniowiecze. Na naszych oczach marnowany jest dorobek 300 lat pracy ludzi oświecenia, którzy często z narażeniem życia wprowadzili nas na drogę nauki i obiektywnego poznania świata. I jak sądziłem uwolnili nas od zabobonu i przesądów. Na nic setki lat budowania świeckich państw, gdzie religia jest prywatną sprawą obywateli, a państwo jest wolne od jej wpływu. Zamiast zajmować się dzisiaj tym co ważne w 21 wieku, a problemów jest wiele i wielkie zmiany przed nami, trzeba niestety znowu zająć się pracą u podstaw i jeszcze raz stanąć do walki przeciw dalszemu ogłupianiu ludzi.


Rację ma Fabjański pisząc: "W Polsce odbywa się wielka ofensywa teologii katolickiej na sfery dotąd od niej wolne. Religijne dogmaty wtłaczane są w życie publiczne przez krwiobieg instytucji państwowych i utrwalane przez telewizyjne widowiska, jak to na Jasnej Górze. Ma obowiązywać jedynie słuszna metafizyka. Nieśmiało, jakby jeszcze nie wierząc w swoje szczęście, odzywają się kreacjoniści z żądaniem zakazu nauki teorii ewolucji w szkole jako herezji. Dowiadujemy się, że państwo będzie wspierać rodzenie dzieci, o których wiadomo, że zaraz umrą, tylko po to, by można było je ochrzcić."

sobota, października 29, 2016

Folwarczny sposób myślenia, myślenia ukształtowanego przez feudalnestruktury późnego średniowiecza w Polsce, nadal dominuje w Polsce

W Polsce brak chęci do krytycznej analizy przyczyn upadku pierwszej Rzeczpospolitej, czy ogólnie do krytycznej analizy polskiej historii. Jak pisze profesor Burschta - "Dysponujemy potencjałem krytycznym, który pozwoliłby nam zweryfikować powtarzane przez wielu hasło: „byliśmy potęgą”. Skoro tak było, co się stało, że taka potęga jest katolickim karłem? Ciągle przechowujemy mit tożsamości narodowej, który bezpośrednio nawiązuje jeszcze do szlacheckiej koncepcji narodu i wyobrażeń o narodzie wybranym." Zamiast podjąć rzetelną analizę przyczyn upadku pierwszej Rzeczpospolitej kultywowany jest mit walki o niepodległość i bajka o złych sąsiadach, którzy zabrali nam wolność. A przyczyną upadku była tak naprawdę katastrofalna polityka rządzącej oligarchii arystokratycznej, która realizowała tylko i wyłącznie swoje własne interesy. Przez to zaniechała koniecznych reform, utrzymała 80% społeczeństwa w niewolnictwie, nie rozwijała, a wręcz zakazała, handlu i manufaktur. A co najgorsze polskie elity zamknęły kraj przed zachodnimi trendami i ideami, jakby bojąc się, że mogą one zachwiać w posadach ten zacofany system folwarczny, którego beneficjentami byli bardzo nieliczni. Polska gospodarka karłowaciała w szybkim tempie i równie szybko upadał kraj. Utrata niepodległości, którą Rzeczpospolita utraciła de facto na długo przed rozbiorami, było tylko smutną konsekwencją tych zaniechań i polityczno-gospodarczych błędów.

niedziela, sierpnia 07, 2016

Dobra i zła pamięć

Papież Franciszek w swoim niedawnym przemówieniu na Wawelu opowiadał o złej i dobrej pamięci. Wprawdzie nie słyszałem tego przemówienia, ale Ks. Grzegorz Michalczyk w wywiadzie z Dominiką Wielowiejską bardzo ładnie o tych papieskich słowach opowiadał. Otóż Papież mówił, że pamięć zarówno dla ludzi jak i narodów jest bardzo ważna. Równie ważne jest przy tym co i jak pamiętamy. I tu Papież rozróżnił dobrą pamięć od złej. Dobra pamięć to pamięć o wdzięczności, czyli o tym co dobrego zrobili inni dla nas, albo o tym co dobrego zrobiliśmy my sami dla innych. Zła pamięć to pamięć o tym co było złe, a przede wszystkim taka nienaturalna koncentracja na tym złym. Taka zła pamięć właśnie często objawia się tym, że człowiek obsesyjnie koncentruje się na złu, i to szczególnie na tym złu, które zrobili inni. Taka zła pamięć w konsekwencji prowadzi do dalszego zła, tym razem zła, które wyrządzamy my sami. 
To ważne rozróżnienie i dobrze, że Papież o tym wspomniał. Ta zła pamięć to przecież zaprzeczenie podstawowych zasad chrześcijańskich, którymi są współczucie i wybaczenie.
Ciekawe, że niedawno ukazała się książka pod tytułem “Dobra pamięć, zła pamięć”, której autorka też rozróżnia dobrą i złą pamięć i podkreśla negatywny wpływ tej złej na naszą psychikę. Autorka, psycholożka Ewa Woydyłło (wywiad z nią przeprowadził w Tokfm Wiktor Osiatyński) pisze o wpływie tego co pamiętamy na nas. Otóż jej zdaniem, to co zapamiętujemy kształtuje nas w dużym stopniu i ma olbrzymi wpływ na nasze zadowolenie z życia. Można nawet powiedzieć, że jesteśmy tym co pamiętamy. Z reguły nie jest tak, że przydarzają się nam tylko złe lub tylko dobre rzeczy. Jeżeli jednak zapamiętamy tylko to co było złe lub nieprzyjemne, to ma to bardzo negatywny wpływ na nasz sposób myślenia i nasze szczęście. Czujemy się wtedy bardzo nieszczęśliwi i to poczucie wpływa dalej negatywnie na to co zapamiętujemy i jak widzimy nasze życie.
Więc chyba trzeba posłuchać Papieża i lepiej kultywować dobrą pamięć, żyć pogodnie i nie koncentrować się obsesyjnie na złu. 

poniedziałek, maja 16, 2016

Rewolucja przeciwko fałszywemu wrogowi

Timothy Snyder, znany amerykański historyk, przestrzega Europejczyków, a przede wszystkim Polaków, przed niebezpieczeństwem jakie niesie ze sobą iluzja o narodowej niezależności. Odwrócenie się od Europy i szukanie rozwiązań w ramach nacjonalnych granic doprowadzi nas szybko do sytuacji z lat 30-tych. Prędzej czy później dojdzie wtedy do poważnych konfliktów między państwami kierującymi się swoimi krótkowzrocznymi narodowymi interesami  i na pewno żadne z tych europejskich państw na tym nie skorzysta. Snyder podkreśla też, że całkowita suwerenność narodowa to fikcja. Praktycznie zawsze państwa były zależne bardziej lub mniej od potężniejszych od siebie. Wyjście Polski z Europy nie jest więc drogą do pełnej suwerenności tylko do pełnego uzależnienia się od Rosji. Nie przypadkiem Putin robi wszystko aby osłabić spójność Europy popierając wszelkie nurty sceptyczne wobec Europy. Polityka PIS to dla niego wspaniały prezent. Snyder ubolewa, że nasza wiedza historyczna jest słaba i przez to wielu ludzi idealizuje przeszłość nie wiedząc, jak to było naprawdę - "Europejczycy nie mogą dalej myśleć, że można mieć korzyści z Europy i zachować odrębność narodową. Tak się nie da."

Również w Ameryce nie wszystko toczy się jego zdaniem tak jak powinno. Liberalna demokracja jest i tam mocno zagrożona - "Ameryka do niedawna była demokracją z elementami oligarchii. Dziś jesteśmy oligarchią z elementami demokracji. To nie retoryka, lecz rzeczywistość. Od dekady komuś, kto staje do wyborów, można dać tyle pieniędzy, ile się chce. Już wcześniej było wiadomo, że tylko ludzie bardzo bogaci mogą kandydować w wyborach, ale teraz nie tylko tak jest, ale ludzie wierzą, że tak jest, a to jest różnica jakościowa."

Jednym z tych bardzo bogatych ludzi jest Donald Trump, miliarder który w kampanii prezydenckiej pociąga za sobę tłumy biedaków. Jak to możliwe, że ten człowiek, który reprezentuje klasę społeczną miliarderów bogacących kosztem reszty społeczeństwa, klasę odpowiedzialną za wszelkie problemy amerykańskiej klasy średniej jest idolem tej biedniejącej i zagrożonej w swej pozycji klasy?

Po gospodarczym kryzysie z roku 2008 pojawiło się wiele głosów pokazujących wyraźnie, w jaki sposób banki i globalne korporacje do niego doprowadziły. Chyba wszyscy laureaci Nobla w dziedzinie ekonomii mówili o tym, że szybko rosnąca różnica w przyroście dochodów najbardziej bogatych i klasy średniej jest niebezpieczna dla dobrego funkcjonowania społeczeństw. Branża finansowa, nie produkując absolutnie nic wartościowego dla społeczeństwa wysysa z niego coraz więcej pieniędzy, globalne korporacje i milionerzy płacą w najlepszym przypadku znikome podatki. Ten proces zapoczątkowany w latach 80-tych przez Reagana i przejęty niestety przez większość krajów europejskich doprowadził do niespotykanej kumulacji bogactwa w rękach bardzo nielicznych. W tym samym czasie dochody klasy średniej nie wzrosły w ogóle, a w wielu przypadkach zmalały. Klasa średnio jest mocno zagrożona w swej ekonomicznej pozycji. 

Po kryzysie z roku 2008 wielu komentatorów politycznych i ekonomicznych było zdania, że w związku z tą sytuacją musi dojść do masowych protestów czy nawet wręcz rewolucji. W Ameryce przez jakiś czas młodzi zbuntowani protestowali w ramach ruchu "Occupy Wallstreet", ale protest ten nie rozprzestrzenił się i szybko zanikł. Wśród komentatorów sporo było zdumienia, że ludzie godzą się z tą sytuacją. Zgody na pogarszanie się warunków ekonomicznych na pewno nie ma. Jednak dotkniętych tym problemem jest bardo trudno przekonać, że winni za ich sytuacje są miliarderzy i sektor finansowy. Wszelkie dyskusje o opodatkowaniu miliarderów (muszę tu przypomnieć, że po wojnie w Ameryce wysokie dochody były opodatkowane aż do 90% ! ) i ukróceniu brutalnych praktyk sektora finansowego i wielkich korporacji nie zyskują aprobaty społecznej. Ludzie chyba, nawet jak sami są biedni, akceptują bezkrytycznie prawo innych do absolutnego bogacenia się.

W tej sytuacji, w której klasa średnia widziała wyraźnie swoją pogarszającą się sytuację społeczną i jednocześnie nie chciała zaakceptować jej rzeczywistych przyczyn, to była tylko kwestia czasu, aż pojawią się populiści, którzy wskażą ludziom wrogów zastępczych. Jak zwykle w historii takim wrogiem są inni, obcy, emigranci, którzy rzekomo zabierają nam miejsca pracy i dobrobyt. O tym, że wielki kapitał bardzo chętnie przyjmuje tych emigrantów, bo dzięki nim może szantażować pracowników i płacić im głodowe płace Trump milczy. O tym że wielki kapitał ze swej natury dąży do osiągnięcia zysku za wszelką cenę, nawet za cenę społecznego dobrobytu i spokoju Trump milczy. 

Jest to więc ironią losu, że Donald Trump prowadzi jednych biedaków przeciw innym biedakom będąc sam (wraz z innymi miliarderami) przyczyną ich biedy. To dramat nie tylko naszych czasów, że nadal ludzie tak łatwo dają się oszukiwać i wmawiać sobie, że ich wrogiem jest ktoś inny niż ten wróg rzeczywisty. 

http://wyborcza.pl/magazyn/1,152470,20071536,timothy-snyder-sami-nie-rozumiecie-co-tracicie-czlowiek-roku.html