O wszystkim i o niczym. Piszę o sprawach dla mnie ważnych, o tym co mnie zainteresowało - wspomnienia z podróży, reakcje na aktualne wydarzenia polityczne, krótkie recenzje książek, które właśnie przeczytałem, no i refleksje na tematy różne.
niedziela, marca 27, 2011
Drenaż talentów
Kryzys ostatnich lat pokazał, że w sektorze finasowym rynek nie funktionuje jako automatyczny regulator. Tak więc czas najwyższy zabrać się za regulację tych spekulantów zanim zniszczą naszą gospodarkę do reszty.
Na forum europejskim może dojść do pewnej regulacji sektora finasowego już niedługo. Państwa europejskie chą wprowadzić podatek od transakcji i jest to bardzo słuszne. Wszystko już jest opodatkowane, najbardziej praca, a tylko spekulanci nie muszą płacić. Czas z tym skończyć.
Nawet w USA jest coraz więcej głosów, aby dla dobra całej gospodarki wziąć sektor finasowy w ryzy.
Okazuje się, że sektor finasowy nie tylko szkodzi gospodarce wysysając z niej swymi spekulacjami pieniądze. Banki i instytuty finasowe zagarniają również gro najlepszych absolwentów amerykańskich uniwersytetów jak pisze Vivek Wadhwa w swym poście w Techcruch "Friends Don’t Let Friends Get Into Finance""
Sektor finansowy generuje tak wielkie zyski, że płacą absolwentom pensje kilka razy wyższe niż w innych branżach. Ten drenaż talentów to jeszcze jeden argument aby zahamować ten niekontrolowany wzrost setora finansowego.
http://techcrunch.com/2011/03/26/friends-don%E2%80%99t-let-friends-get-into-finance/
środa, czerwca 09, 2010
Dominacja Zachodu, która trwała 500 lat, się kończy!
Brzeziński mówił, że:
Świat się zmienia. Dominacja Zachodu, która trwała 500 lat, się kończy. W ciągu ostatniego półwiecza Azja, Afryka i Ameryka Południowa stały się politycznie świadome. W Chinach dokonały się wielkie zmiany, podobne będą miały miejsce w Indiach, Indonezji, Brazylii. Nadchodzi nowa era.
... najgorszy scenariusz dla świata spełni się wtedy, gdy USA stracą przywódczą rolę. - Kryzys Ameryki stanie się kryzysem całego świata. Zrobi się bałagan, nadejdzie głęboki kryzys gospodarczy, światem będą wstrząsać regionalne konflikty, waśnie religijne.
W ogóle coraz więcej podobnych głosów ostrzegających zachód przed jego rychłym upadkiem. I tak również w tych dniach Nail Ferguson w bardzo ciekawym wywiadzie dla BBC mówi o ekonomicznym upadku zachodu.
Michael Arrington w swym poście na Techcrunch z kolei ubolewa nad złą polityką rządu, który zwalcza startupy, próbując zagwarantować dotychczasowe przywileje firmom multimedialnym. Jest to typowa walka przeszłości z przyszłością, której i tak wygrać nie można. A stawką w tej grze jest innowacyjny prymat Ameryki, który i bez tego jest już poważnie zagrożony. Rząd zamiast popierać masywnie rozwój internetu i nowych mediów tylko zniechęca zagranicznych przedsiębiorców od osiedlania się w Silicon Valley. A za kilka lat jak tak dalej pójdzie ci energiczni przedsiębiorcy będą woleli wcielać w życie swe twórcze idee w innowacyjnych centrach gdzieś w Chinach czy Indiach, czy jeszcze gdzieś indziej. Arrington pisze:
I would have said let in any highly educated person in the world that wants to live here, but I know that isn’t going to happen. We will continue to shun the next generation of brilliant foreign entrepreneurs because of some absurd fear that they’re going to take away our jobs. In a few years those entrepreneurs will no longer want to live here anyway.Tak niestety, taka polityka jest bardzo krótkowzroczna i tylko przyśpieszy upadek.
piątek, maja 14, 2010
Biedniejąca Europa "dojrzała" do mikro kredytów znanych dotychczas jedynie w krajach trzeciego świata
W wywiadzie dla austriackiej gazety "Die Presse" Yunus mówi, że w szkołach w Bangladesz wychowuje się młodych ludzi w duchu przedsiębiorczości. Hasłem przewodnim nie jest znalezienie pracy dla siebie, a stworzenie miejsc pracy dla innych. To jest według Yunusa właściwa droga do wyjścia z ubóstwa.
Jakże olbrzymia różnica w porównaniu z Europą. U nas celem młodych ludzi jest ciepła państwowa posadka i jak najwcześniejsza emerytura!
Nie dziwny się więc kiedy za lat najpóźniej kilkanaście ci energiczni azjatyccy biedacy przejmą całkowicie kontrolę nad bogatymi, ale biernymi i zbyt wygodnymi europejczykami.
piątek, stycznia 22, 2010
Przemyśl, przekonstruuj, przebuduj
Tegoroczne spotkanie jest spotkaniem jubileuszowym, bo już 4o-tym. Ponad 2500 wybitnych osobistości ze świata businessu i polityki z 90 krajów będzie przez kilka dni rozmawiać o tym jak zapewnić światu trwały wzrost i uniknąć kryzysu jaki przeżyliśmy w ostatnich latach. Klaus Schwab nie ukrywa, że globalny system polityczny, finansowy i gospodarczy nie funkcjonuje dobrze. Trzeba znaleźć nowe rozwiązania zapewniające trwały rozwój.
poniedziałek, czerwca 08, 2009
Czy nasze zachowanie jest racjonalne?
Czytam właśnie książkę "logika życia" ("the logic of life") Tima Harforda. Harford, dziennikarz z "The Financial Times", znany jest z serii artykułów "The Undercover Economist". Zarówno w tych artykułach jak i w wyżej wspomnianej książce Harford pokazuje, że nawet najbardziej irracjonalne decyzje i zachowania są rezultatem racjonalnej analizy sytuacji i wyboru optymalnej alternatywy. Przy tym ta racjonalność wyboru często nie jest aktem świadomym. Podejmujemy niejako intuicyjnie racjonalny wybór nawet w sytuacjach emocjonalnych jak miłość, przyjaźń czy seks. Harford rozumie system ekonomiczny jako rezultat ludzkich zachowań. Te z kolei wynikają z racjonalnego rozważenia zysków i strat, a bazą dla tych decyzji jest obowiązujący w danym systemie czy w danej sytuacji system nagród (co mogę uzyskać czy wygrać) i kar (jaką cenę muszę "zapłacić" za zachowanie niezgodne z normami czy podjęte ryzyko). Harford właśnie uważa, że ludzie - i nie tylko bo i zwierzęta zachowują się racjonalnie - podejmują racjonalne decyzje, które wynikają z możliwych nagród i kar w danej sytuacji. Analizujemy, nie zawsze świadomie, ryzyko i możliwe zyski zanim zrobimy dany wybór.
Harford pisze w prosty i przekonywujący sposób. Jego przykłady i opisy różnych eksperymentów są niezmiernie plastyczne i barwne. Już po jakiś 50 stronach Harford praktycznie całkiem przekonał mnie do swojej teorii. I tak pozostałoby pewnie gdyby nie wczorajszy wieczór. Otóż wczoraj przypadkowo obejrzałem wykład Dan Ariely na Portalu TED i popadłem w bezgraniczne zdumienie.
Oto Ariely w równie przekonywujący - a może nawet jeszcze bardziej przekonywujący - sposób udowadnia, że chociaż pozornie ludzie zachowują się racjonalnie, to jednak większość naszych decyzji nie jest racjonalna. Ariely, człowiek bard
zo wszechstronnie wykształcony i uznany za jednego z wybitnych ekonomistów behawioralnych, zebrał swoje idee w książce "Przewidywalnie irracjonalne. Ukryte siły, które kształtują nasze decyzje" ("Predicably Irrational. Hiden forces which shapes our decisions."). Jego zdaniem ludzie podejmując decyzję ulegają często pewnym złudzeniom i mylą się w racjonalnej ocenie sytuacji. To trochę tak jak z tymi złudzeniami optycznymi. W zależności od otoczenia pewne obiekty wydają się być większymi, w innym kolorze itd. niż są w rzeczywistości. Ciekawe, że nawet po dokonaniu dokładnych pomiarów i rozpoznaniu obiektywnej sytuacji ulegamy nadal temu optycznemu złudzeniu. Tutaj wyraźnie zawodzi nasza zdolność do uczenia się. Podobnie jest z podejmowaniem decyzji. Pewne wybory mogą mam się wydawać bardziej atrakcyjne niż są w rzeczywistości. Często dzieje się tak, gdy pewne alternatywy zostaną niejako przesłonięte lub uwypuklone przez inne. Jak to więc jest naprawdę? Czy postępujemy racjonalnie? Czy może jednak nie i łatwo ulegamy złudzeniom? I komu tu wierzyć?
wtorek, maja 12, 2009
Idee pokonają kryzys
Wręcz przeciwnie. Alex dostrzega w swych analizach ekonomicznych mnóstwo wskazówek na to, że sytuacja gospodarcza wnet znacznie poprawi się.
Głównym motorem poprawy jest nieustanny wzrost jakości życia na świecie i z nim związany zdecydowany wzrost poziomu wykształcenia. Im więcej wykształconych ludzi na tej ziemi tym więcej inżynierów, techników i naukowców. A to oznacza więcej wynalazków, innowacji i dalszy gwałtowny wzrost technologiczny.
Alex nie widzi problemu w tym, że w przyszłości Amerykanie nie będą dominować nad nauką tak jak to jest teraz. Uważa on, że i tak wszyscy będą profitować z rozwoju nauki, niezależnie od tego w jakim kraju powstają wynalazki. Całkiem odmiennego zdania jest Thomas Friedman, który apeluje do amerykanów aby przedsięwzięli wszystko co możliwe, aby zachować dominację w zakresie nauki i innowacji technologicznej. W jakimś sensie obaj panowie mają rację. Friedman ma rację, bo jeżeli Amerykanom nie uda się przodować w wyścigu nauki i innowacji to wyprzedzą ich inne kraje i przejmą ich rolę światowego hegemona. Dla nas żyjących w innych krajach niż USA argumenty Alexa są też przekonywujące. Nasze kraje nie dominują przecież na polu naukowym, a pomimo to korzystamy z innowacji innych.
Technologia to drugi potężny motor wzrostu gospodarczego. Jej nieustanny rozwój, ulepszanie i poszerzanie się polepsza nie tylko nasz standard życia, ale także wpływa szalenie pozytywnie na gospodarkę.
Ja też sądzę, że poprawa już puka do naszych drzwi, a kryzys jest wyolbrzymiony tym nieustannym negatywnym gadaniem, tym medialnym przerabianiem złych wiadomości. To tak jak ze świńską grypą - mnóstwo krzyku i paniki o nic.
Do roboty trzeba się wiec zabrać, spekulantów w ryzach trzymać, a poprawa przyjdzie sama.
Linki:
- Alex Tabarrok
- Idee pokonają kryzys
- Marginal Revolution
- Alex Tabbarok - radykalny optymista
środa, lutego 04, 2009
Kryzys na światowym forum ekonomicznym
Image via Wikipedia
Zaskoczeni wykazali się jednak doskonałym refleksem Natychmiast zaprosili kryzys na salony i podejmują go hojnie nie zważając na koszta. A kryzys grubieje z dnia na dzień i panoszy się bezczelnie. Siedzi sobie w samym środku obrad i przysłuchuje się z zadowoleniem niezliczonym dyskusjom na swój temat. Chętnie też przyjmuje składane mu w darze datki, zwane fachowo planami pomocy czy pobudzenia gospodarki.
Wychwalaniu kryzysu teraz już nie ma końca. Jaki on wielki, chyba w ogóle największy. Wszechogarniający rozlewa się po całym świecie i ogarnia praktycznie wszystkie sfery naszego życia. A jak szybko zapanował i to tak zupełnie niespodziewanie. Jeszcze wczoraj był dobrobyt powszechny, a już dziś kryzys totalny.
Tylko nieliczni w tych tak niedawnych czasach mlekiem i miodem płynących przebąkiwali coś o latach chudych, o gwałtownej zmianie, o możliwym kryzysie. Ale kto wtedy chciał ich słuchać, tych niepoprawnych pesymistów.
Teraz jednak pesymiści są górą. Podnieśli głowy dumnie i mówią z nieukrywaną satysfakcją - "a nie mówiłem!". Jeden z nich - Nouriel Roubini, professor ekonomii na uniwersytecie w Nowym Jorku - zagościł na dobre w centrum światowego forum ekonomicznego. Rozsiadł się wygodnie tuż obok samego kryzysu i przyjmuje pielgrzymki ciekawskich dziennikarzy i licznych tuzów polityki i gospodarki. "Skąd wiedziałeś o kryzysie?" - pytają go. A on, ten spełniony wróżbita, ten prorok kryzysu - zawistni koledzy tytułują go nawet jako Dr. Doom czyli Zagłada - opowiada im o podobieństwie aktualnej sytuacji do tej z poprzednich kryzysów. Jak to tylko podobieństwa dziwują się wszyscy. Bo oni, naiwni, myśleli że Roubini zbudował fenomenalny model gospodarczy umiejący bezbłędnie przewidzieć wszelkie zmiany kierunku i zachwiania gospodarki światowej.
W tylnych rzędach zgromadziła się grupka zawistnych kolegów, którzy zbyt długo stawiali na postęp i wzrost. Ci przegrani złośliwcy porównuja Roubiniego do stającego zegara. Roubini, zdeklarowany pesymistą głoszący kryzys od lat wielu kiedyś przecież musiał trafić w rozwój wydarzeń. To tak jak stojący zegar, który dwa razy na dzień pokazuje właściwą godzinę.
Wczorajsi optymiści szybko smarują sobie twarze na czarno i prześcigają się w coraz posępniejszych przepowiedniach. To nic, ze zaprzeczają przy tym temu co sami głosili jeszcze nie tak dawno. Przecież tego już i tak nikt nie pamięta. A dzisiaj ważne jest aby nie wypaść z trendu.
W tej sytuacji chyba na próżno czekać nam na śmiałka, który stawi czoła temu kryzysowi. śmiałka który przekłuje kryzys piką rozsądku aby stwierdzić, że to tylko bańka mydlana nadmuchana naszym strachem i owczym pędem ku masowej histerii pogłębiającej - jeżeli go nie tworzącej - dramatyzm sytuacji. Jeżeli wszyscy uwierzymy że jest źle to na pewno tak będzie i to całkiem niezależnie od rzeczywistej sytuacji gospodarczej.
wtorek, stycznia 27, 2009
Entrepreneurship
Entrepreneur to znaczy przedsiębiorca. Ale nie taki całkiem normalny przedsiębiorca, który działa w dobrze już rozpoznanych sektorach gospodarki. To śmiałek, który tworzy coś całkiem nowego, który kreuje całkiem innowacyjne produkty i usługi. Ta właśnie oni otwierają dla nas nowe perspektywy i przyczyniają się znacznie do rozwoju gospodarczego. Bez takich ludzi grozi nam stagnacja.
W naszym wspólnym społecznym interesie jest popieranie przedsiębiorczych ludzi gotowych podjąć wyjątkowe ryzyko. Szczególnie w Ameryce, gdzie przedsiębiorca jest bardzo ceniony i jest integralną częścią amerykańskiego mitu, istnieje wiele programów popierania przedsiębiorczości. Jak na przykład fundacja Kauffmana. Jej celem jest społeczeństwo ekonomicznie niezależnych osób, które swą działalnością polepszają sytuację lokalnych społeczności. Założyciel fundacji, Ewing Kaufman, to typowy amerykański self-made man. Założył on firmę farmaceutyczną w piwnicy swego domu i był na początku jej jedynym pracownikiem. Po 40 latach sprzedał swój business, w którym zatrudniał już 3400 ludzi, za miliard dolarów.
Aktualnie szefem fundacji Kauffmana jest Carl Schramm, uznany przedsiębiorca i filantrop, którego The Economist nazywa "ewangelistą przedsiębiorczości".
Fundacja Kauffmana organizuje w ostatnich latach światowy tydzień przedsiębiorczości. Jego celem jest zapoznanie młodych ludzi, przede wszystkim uczniów i studentów, z ideą przedsiębiorczości i zachęcanie ich do podejmowania takiej działalności. W zeszłym roku wzięło w nim udział 78 państw, w tym również Polska. W ramach tego światowego tygodnia przedsiębiorczości w Polsce zorganizowano 1500 imprez w których wzięło udział 85 tysięcy uczniów i studentów z całego kraju. Największym projektem była "otwarta firma", w ramach którego młodzież odwiedzała firmy, aby zapoznać się z ich działalnością.
Ciekawe ilu z nich, zamiast szukać ciepłych państwowych posadek, wybierze trudną drogę przedsiębiorczości.
Linki:
- Przedsiębiorczość
- Entrepreneurship
- Carl Schramm
- Fundacja Kauffmana
- światowy tydzień przedsiębiorczości
- Self-made man
wtorek, listopada 04, 2008
Jak spędzamy nasz wolny czas?
Clay Shirky, badacz socjalnych i ekonomicznych skutków internetowych technologi, porównywał czas jaki spędzamy przeciętnie przed telewizją do nakładu pracy potrzebnego na stworzenie wikipedii. Szacuje się, że stworzenie wikipedii zajęło około 100 milionów godzin. 100 milionów godzin to olbrzymia ilość czasu. To 163 żyć! Niektórzy dziwią się skąd twórcy wikipedii mieli tyle czasu. Od telewizji odpowiada Shirky! To znaczy zamiast oglądać telewizję pracowali i nadal pracują nad tym wspaniałym projektem.
Te kolosalne 100 milionów godzin sami tylko amerykanie spędzają w każdy weekend oglądając reklamy. Tak tak tylko i wyłącznie reklamy!
A czas spędzany przez Amerykanów przed telewizją w ciągu całego roku można by wykorzystać na stworzenie co co najmniej kilkuset tysięcy takich projektów jak wikipedia! A jakie to wspaniałe projekty można by zrealizować gdyby wykorzystać światową konsumpcję programów telewizyjnych!
Tak więc drogie Panie i Panowie zamiast gapić się wieczorem w telewizję dołączmy do tych wielu fascynujących socjalnych projektów! Nie trzeba całkiem rezygnować z telewizji. Wystarczy już jeden procent światowej konsumpcji telewizyjnej aby stworzyć kilka czy kilkanaście nowych wikipedi!
sobota, listopada 01, 2008
Szkodliwy wzrost - Kapitalizm czy Ruleta?
Aktualnie wszyscy próbują znaleźć rozsądne wyjaśnienie przyczyn tego poważnego kryzysu. Jak mogło do tego dojść? Kto zawinił? Sporo słyszy się o chciwych spekulantach i ich niezdrowej pogoni za coraz większym zyskiem. Wielu widzi przyczynę w braku kontroli. Jak widać rynek sam nie potrafi się regulować właściwie.
Dokładne wyjaśnienie przyczyn kryzysu jest niezmiernie ważne, aby wprowadzić rozsądne metody regulacji i w przyszłości uniknąć podobnych sytuacji. Muhammad Yunus - Laureat nagrody nobla i założyciel Grameen Bank, który udziela tak zwane mikrokredyty - jest zdania, że główną przyczyną kryzysu jest nadmierny wzrost. Ten pęd do nieustannego powiększania zysków prowadzi do spekulacji, zbytniego ryzyka i w konsekwencji do kryzysu. Yunus uważa, że nadmierny wzrost jest szkodliwy zarówno gospodarczo jak i społecznie. Celem rynku musi być możliwie duży pożytek dla ludzi, a nie tylko możliwie wysoki zysk. Zarabianie pieniędzy to przecież tylko środek do celu, a nie cel sam w sobie. Zarobione pieniądze powinny być użyte na coś sensownego, na przykład na poprawienie warunków życia wszystkich ludzi.
Yunus mówi w wywiadzie dla Der Spiegel, że rynek w przyszłości musi wprowadzić reguły, które uniemożliwią ten szkodliwy wzrost i skłonią firmy do rozsądniejszego gospodarowania w interesie ludzi. Na przykład poprzez opodatkowanie ryzykownych transakcji, czy nadmiernych zysków. Albo poprzez stworzenie obowiązkowych funduszy, które to mogłyby wykupywać ryzykowne papiery wartościowe.
Mam nadzieję, że jakże konieczna reforma światowego systemu finansowego uwzględni rozsądne rady bankiera Yunusa.
środa, września 24, 2008
Old Economy, New Economy, czy może Ilusion Economy?
Ileż to różnych proroctw finansowych przeżyliśmy w ostatnich latach. Regularnie pojawiają się specjaliści, którzy twierdzą, że stare reguły gospodarcze już nie obowiązują. Pamiętam przecież jeszcze dobrze tych, którzy nie dalej jak kilka lat temu wmawiali nam, że firmy wcale nie muszą robić zysku, tylko muszą osiągnąć wysoką wartość giełdową (New Economy w początkach tego stulecia). Cała armia tak zwanych ekspertów gospodarczych i finansowych uzupełnia tę iluzję swymi wspaniałymi prognozami wzrostu, które są tylko linearną kontynuacją aktualnej sytuacji. Głównym zajęciem tych ekspertów jest niewątpliwie nieustanna korektura własnych prognoz, bo rzeczywistość jakoś nie bardzo chce ich słuchać i ciągle nas - no i ekspertów też - zaskakuje dużymi zmianami. Trochę w tle, ale nie mniej niebezpieczni, działają specjaliści generujący coraz to nowe tak zwane produkty finansowe, których jedynym celem jest sprytne ukrycie przed kupującymi ich prawdziwej (marnej) wartości i z ich zakupem połączonego sporego ryzyka.
Przysłuchuję się więc tym "specjalistom" i wiem z całą pewnością, że im głośniej mówią o nowych regułach gospodarczych, o nieustannym wzroście itp. tym bliżej jesteśmy nowego kryzysu. Wiem, bo praw ekonomicznych nie da się tak łatwo obejść. Wiem, bo mam niezłą pamięć i nie zapomniałem tej sztucznie napędzanej euforii sprzed poprzedniego kryzysu. Wiem, bo znam historię jednego z pierwszych kryzysów giełdowych (chociaż giełda wtedy jeszcze nie istniała), a mianowicie kryzysu tulipanowego w Holandii z początków 17 wieku. Otóż wtedy za jedną cebulkę tulipana można było kupić bardzo porządny dom i jeszcze sporo pieniędzy zostało. Ponieważ nikt normalny nie kupuje kwiatka za takie pieniądze tylko po to, aby go wsadzić do ziemi, zakupy były wyłącznie spekulacyjne. Cała impreza działała tak długo, dopóki pojawiali się nowi kupcy zapewniający dopływ świeżej gotówki. W pewnym momencie, gdy ryzyko było tak duże, że nawet najbardziej naiwni je dostrzegli, nowych kupujących zabrakło i bańka mydlana pękła.
Nie inaczej było w czasach tak zwanej New Economy. Firmy ".com" kupowano tylko po to, aby je zaraz z zyskiem sprzedać. W pewnym momencie ceny osiągnęły tak zawrotną wartość, że kupujących zabrakło, no i był kryzys.
Podobnie wygląda sytuacja i teraz, chociaż rozmiar aktualnego kryzysu jest dużo bardziej dramatyczny. Spekulanci w pogoni za zyskiem przekroczyli wszelkie granice rozsądku i mamy największy kryzys od lat trzydziestych.
To smutne, ale niestety prawdziwe. światowy rynek finansowy trudno określić mianem poważnego businessu. Jest on dużo bardziej podobny do wielkiej piramidy finansowej (znanej też pod nazwą listy łańcuszki). Kilku zarabia, a bardzo wielu traci i płaci. Piramidy finansowe są jednak, w przeciwieństwie do wielu uznanych produktów finansowych, w wielu krajach zabronione.
Nie mniej zdziwiony jestem amerykańskim sposobem na rozwiązanie tego kryzysu. Amerykanie, konkretnie FED i rząd, chcą po prostu dodrukować 700 miliardów dolarów (!) i przejąć od spekulantów te ich "zatrute" papiery wartościowe. A kto za to wszystko zapłaci? A no my wszyscy, bo inflacja na całym świecie z pewnością mocno wzrośnie. A za banki wykupione przez państwo zapłaci podatnik amerykański.
Po drugie zdumiewające jest, że to akurat w Ameryce, kraju rzekomo absolutnej wolności gospodarczej, część banków bankrutów już upaństwowiono, a być może nawet cały ten sektor wnet przejmie państwo! I nikt już nie krzyczy, że państwo nie ma się wtrącać do rynku, bo on potrafi się sam regulować, a ingerencje państwowe tylko zakłócają jego właściwe funkcjonowanie. Wolny rynek finansowy udowodnił niestety - na dodatek boleśnie dla nas wszystkich -, że nie potrafi regulować się sam i nawet najwięksi wrogowie państwowej ingerencji przybiegli natychmiast do państwa po pomoc. Ot proszę, jak szybko można zmienić zdanie.
A ilu spekulantów - zwanych w kręgach finansowych bankierami - poniesie konsekwencje swej chciwości? Ja jeszcze nie słyszałem o żadnym!
czwartek, lipca 10, 2008
Decentralizacja i zdolność do komunikowania to najszybsza droga wyjścia z ubóstwa
Czy decyduje o tym położenie geograficzne, czy może klimat? Czy też może inteligencja obywateli, jak niektórzy z nas sądzą?
Dobrobyt danego krajów to z pewnością wynik długiego procesu rozwoju, a za aktualną sytuację jest odpowiedzialny z cały szereg różnych czynników. Iqbal Quadir uważa, że wśród nich decydującą rolę odgrywają decentralizacja i zdolność do komunikowania (connectivity). Otóż jego zdaniem oba te czynniki charakteryzują wszystkie bogate państwa zachodnie. Natomiast w państwach biednych większość ważnych decyzji jest podejmowana centralnie. Centralnie skumulowane są też wszelkie inne ogniska społecznego rozwoju, jak na przykład centra przemysłowe, usługowe, ale równie i nauki i sztuki.
Iqbal Quadir wie co to znaczy żyć w biednym państwie gdzieś na jego peryferiach. Pochodzi on z Bangladeszu, ale już jako młody człowiek wyemigrował do USA. Quadir nauczał lat kilka na uniwersytecie w Harvard i jest również założycielem i dyrektorem Legatum Center for Development and Entrepreneurship przy Massachusetts Institute of Technology (MIT). Celem tej organizacji jest wspomaganie oddolnej przedsiębiorczości w krajach rozwijających się, co z kolei prowadzi do poprawy ekonomicznych i politycznych warunków w tych krajach. Legatum głosi "postęp poprzez innowację". Quadir jest przekonany, że udostępnienie technologii biednym ludziom w krajach rozwijających umożliwi rozwój lokalnych struktur przedsiębiorczości. Jedną z bardzo ważnych, a dotkliwie brakujących technologii w krajach biednych jest telekomunikacja. Szybki dostęp do informacji umożliwia lokalną przedsiębiorczość i zwiększa zdecydowanie produktywność ludzi.
Quadir jest zdania, że kraje rozwijające nie potrzebują pomocy w formie dóbr, ale tylko i wyłącznie technologii. Jego zdaniem darmowe rozdzielanie żywności czy innych produktów wśród biednych działa negatywnie na rozwój tych społeczeństw i jest wręcz kontra produktywne.
Quadir to nie tylko teoretyk, ale też człowiek gotów podejmować praktyczne ryzyko. W latach 90-tych przekonał on wielu inwestorów do swoich idei i założył firmę telekomunikacyjną GrameenPhone. Model businessowy tej firmy jest bardzo podobny do tego Grameen Bank. Grameen Bank (po bengalsku Grameen znaczy tyle co wiejski) to bank dla biedaków, którym normalne banki nie dadzą kredytu. Grameen Bank daje chłopom nie posiadającym absolutnie nic malutkie kredyty już w wysokości 50, które to starczają na zakup na przykład krowy. Na sprzedaży mleka zarabiają oni nieco i spłacają też kredyt. Twórca Grameen Bank, Muhammad Yunus, jak i sama organizacja, zastali wyróżnieni w roku 2006 pokojową nagrodą Nobla.
GrameenPhone zbudowała infrastrukturę sieci komórkowej w biednych rolniczych rejonach Bangladeszu. Ludzie z odległych wsi otrzymywali pożyczkę na zakup komórki i mogą nieco zarobić użyczając komórkę innym mieszkańcom wsi. W między czasie GrameenPhone to największy mobilny provider w Bangladeszu, ma już przeszło 20 milionów klientów. Dzięki tej sieci w 60.000 wiosek działa już przeszło 250.000 tysięcy mikro-przedsiębiorców.
Iqbal Quadir potrafił przekonać inwestorów i wyciągnąć od nich miliardy na realizację swych pomysłów. A czy przekona również Was? Ano zobaczcie sami!
Linki:
- Iqbal Quadir
- Legatum Center for Development and Entrepreneurship
- “Technology Empowers the Poorest” - Wywiad z Iqbal Quadir w Longnow
- TED Talks - Iqbal Quadir: The power of the mobile phone to end poverty
- GrammenPhone
- Muhammad Yunus
- Grameen Bank
czwartek, lutego 28, 2008
Wikinomia - Czy powszechna współpraca rzeczywiście zmieni wszystko?
Idee Tapscotta chociaż niekiedy nieco naciągane dla potrzeb jego tez są jednak naprawdę warte uwagi. Kilka aktualnie opublikowanych obszernych recenzji pozwala zapoznać się z głównymi ideami Tapscotta.
I tak Ed Gottsman na blogu "Beetwen the Lines" komentuje ją dosyć krytycznie.
Jest też polska recenzja! Agnieszka Koszowska obszernie opisała tę książkę na jej blogu Bibliowizjoner.
wtorek, lutego 26, 2008
Za darmo
Na temat "Czy darmowe informacje i serwisy to tylko przejściowa moda czy trwały model businessowy?" i "Co jest motorem tej darmochy?" toczy się gorąca dyskusja między sceptykami, a zwolennikami tego nowego modelu.
Większość firm oferujących darmowe serwisy finansuje się z reklam (jak na przykład Google), albo traktuje darmową część serwisu jako zachętę dla innych przez nie oferowanych usług.
Alex Iskold w ReadWriteWeb twierdzi, że darmowe serwisy są wręcz niebezpieczne. Jego logika jest nieco pokrętna, bo akceptuje tę darmochę, ale tylko do pewnego stopnia. Według niego bardzo bogate firmy mogą poprzez darmowe oferty zrujnować normalnie funkcjonujące firmy. Sądzę jednak, że ten przykład Iskolda to typowy i znany od dawna dumping, czyli sztuczne (poniżej kosztów własnych) obniżanie cen, tak aby zniszczyć konkurencję.
Szalenie ciekawy wywiad z Chrisem Andersonen można posłuchać w IT Conversations. Chris Anderson, wydawca magazynu Wired,wymyślił pojęcie "long tail" i napisał książkę na ten temat, o której pisałem w tej notce. Anderson przedstawia całą gamę aspektów związanych ze sprzedażą informacji i serwisów za darmo. Nie jest to jednak strategia jednostronna. Pewne formy informacji można oferować za darmo, inne za darmo w powiązaniu z reklamą. Są też sytuacje, w których klasyczna sprzedaż jest najlepszym rozwiązaniem. Anderson daje tu jako przykład swoją nową książkę. Jej wersja mp3 ma być darmowa. W wydaniu audio będzie przeplatana reklamami. No i ukaże się w wersji drukowanej z całkiem normalną ceną.
Anderson wyjaśnia też mechanizmy prowadzące do darmochy. Trzy główne czynniki są motorem w kierunku gospodarki "darmowej":
- Digitalizacja informacji. Informacja dzięki postępującej dygitalizacji "uwolniła się" od fizycznych nośników. Możemy słuchać muzyki bez płyt, oglądać filmy bez taśm, czytać gazety i książki online bez wersji drukowanej. Również Software jest formą informacji. Digitalna informacja ma jedną podstawową cechę diametralnie różną od obiektów fizycznych. Można tworzyć kopie tej informacji praktycznie bez żadnych dodatkowych kosztów.
- Malejące koszty komputeryzacji. Wydajność naszych komputerów rośnie nieustannie w tempie eksponencjalnym (zgodnie z empirycznym prawem Moore'a), a koszta tego sprzętu spadają w pobliże zera. Jeżeli więc dany serwis sprzedaje informację, a koszta obsługi dodatkowych klientów są zbliżone do zera, to lepiej oferować tę usługę za darmo i szukać innego przynoszącego zysk produktu.
- Woluntariat. Gotowość ludzi do niepłatnej pracy istnieje też poza internetem. Internet stworzył jednak wspaniałą platformę do dużo lepszej współpracy, dzięki której takie projekty jak Wikipedia, Linux, czy inne produkty z kuźni Open Source stały się możliwe.
wtorek, stycznia 29, 2008
światowe forum ekonomiczne w Davos
Prasa światowa donosiła na ten temat w bardzo obszernych artykułach. Sążniste artykuły i komentarze znaleźć można w BBC, Forbes, Wall Street Journal, a również w niemiecko-języcznych ich gazetach jak Die Welt czy Der Standard. Oczywiście na YouTube można znaleźć obszerny materiał video. Nawet Times of India donosił z Davos.
Chyba tylko w Polsce wydarzenie to praktycznie przeszło bez echa. Znalazłem tylko dwie króciutkie wzmianki z gazecie (tutaj i tu). Jak widać Polska zajmuje się zupełnie innymi tematami, a te światowe jakoś nas omijają.
Pozwólcie więc, że w tej sytuacji ja spróbuję zapełnić tę lukę na mym skromniutkim blogu - już w zeszłym roku napisałem tutaj notkę o tym forum). Sądzę, że takie wydarzenia warte są zauważenia choćby tylko ze względu na ludzi, którzy na to forum przybyli. Uczestnicy tego forum to nie są ludzie pospolici. To decydenci i tęgie głowy, które widzą już dzisiaj, co wydarzy się za lat kilka. Chyba warto posłuchać co oni mają do powiedzenia. Przez te kilka dni w Davos dyskutowano o
- sytuacji ekonomicznej i gospodarczej świata,
- nowych technologiach - The Future of Mobile Technology
- pozycji religii w sekularnych państw - Open Forum - Welcome & The Comeback of Religion: A Potential Danger for the Secular State?
- problemach przyszłych generacji - Future Shifts: The Voice of the Next Generation
- współpracy niezależnych firm - The Power of Collaborative Innovation
- second life i wirtualnej rzeczywiści - Open Forum - Virtual Worlds -- Fiction or Reality?
- wpływie globalnych korporacji na jakość naszego życia - Corporate Global Citizenship in the 21st Century
A na zakończenie polecam Bill Gatesa w nowej roli. W Davos przedstawił on koncept kapitalizmu 21 wieku. Ten jego kapitalizm ma też osiągać zyski, ale niejako przy okazji ma przejąć odpowiedzialność za dobrobyt na świecie i równy podział dochodów. Ma on być zrównoważony i brać wzgląd na szczególną sytuację krajów rozwijających. Czyli taka mieszanina znanego nam kapitalizmu i filantropii.
Ale najlepiej oddajmy głos samemu pomysłodawcy:
A New Approach to Capitalism in the 21st Century
poniedziałek, września 03, 2007
Forum Alpbach - współczesna "czarodziejska góra"
Taki też cel przyświecał Otto Moldenowi, gdy w roku 1945 założył on European Forum Alpbach - wtedy jeszcze pod nazwą "Internationale Hochschulwochen“. Jego celem było stworzenie platformy dla odnowy intelektualnego życia w europie. Celem forum była od początku polityczna jedność europy i wymiana doświadczeń pomiędzy nauką a praktyką, pomiędzy ekonomią a polityką.
Alpbach od lat już ponad 60 staje się na trzy tygodnie centrum intelektualnym Europy. Jest to też takie trochę nieformalne miejsce spotkań dla czołowych przedstawicieli polityki, gospodarki, nauki i sztuki. Te trzy letnie tygodnie wypełnione są dużą ilością seminariów i rozmów, które uzupełnia bogaty program wydarzeń kulturalnych.
Tego roku jednym z głównych tematów na Forum było "pełne zatrudnienie". Pytanie na które uczestnicy forum próbowali znaleźć odpowiedź brzmiało "czy pełne zatrudnienie prze dłuższy czas jest możliwe, a jeśli tak to co trzeba zrobić aby je osiągnąć?".
Ciekawe jest, że pełne zatrudnienie dla ekonomistów i polityków wcale nie oznacza naprawdę zatrudnienia wszystkich ludzi szukających pracy. Otóż mówią oni o pełnym zatrudnieniu, gdy bezrobocie spada poniżej 4%. Aktualnie pełne zatrudnienie jest (podobno) realne w krajach anglosaskich i kilku małych krajach, między innymi w Austrii. Austriaccy politycy twierdzili, że pięć z dziewięciu austriackich landów już osiągnęło pełne zatrudnienie, a pozostałe są już blisko.
Wielu ekonomistów (a wśród nich Horst Siebert i Edmund Phelps) występujących na forum zgodnych było co do tego, że socjalne gwarancje prowadzą do obniżenia wzrostu gospodarczego. Szybszy wzrost realnych płac niż produktywność oznacza wzrost bezrobocia.
Tematem o którym aktualnie w Europie dużo mówi się jest minimalna płaca. Według ekonomów jednak nie jest to dobre rozwiązanie, bo minimalna płaca wręcz zabija miejsca pracy.
Z drugiej strony innowacja wpływa bardzo pozytywnie na wzrost gospodarczy i co za tym idzie wzrost zatrudnienia. Zdaniem Edmunda Phelpsa, amerykańskiego laureata nagrody Nobla, Europie niestety tej właśnie siły innowacji bardzo brakuje. Państwowe zarządzanie pracami badawczymi daje tylko nikłe impulsy gospodarcze. Nauka i prace badawcze muszą dużo mocniej współpracować z przemysłem.
Politycy i spece od gospodarki mówili dużo o Flexicurity. To nowe czarodziejskie słowo to połączenie elastyczności z bezpieczeństwem socjalnym. Przedsiębiorcy oczekują elastyczności w formie braku ochrony przed zwolnieniami i braku minimalnej płacy. Z drugiej strony ludzie którzy utracą pracę muszą otrzymać możliwe największe wsparcie. Od roku 2006 flexicurity jest częścią europejskiego modelu socjalnego. Ale tak naprawdę jak to ma działać to ja jeszcze nie rozumiem?
niedziela, sierpnia 26, 2007
Praca do późnej starości
Najczęściej proponowanym rozwiązaniem jest próba podwyższania wieku emerytalnego. Rozwiązanie to wydaje się być logiczne. żyjemy dłużej i jesteśmy też zdrowsi (tak znowu twierdzą statystyki), a więc moglibyśmy popracować jeszcze tych kilka lat dłużej. Emeryckie "dolce vita" może przecież nieco poczekać, przynajmniej do siedemdziesiątki.
Ten świetny, z punktu widzenia systemów emerytalnych, plan ma jednak jedną podstawową wadę. Firmy wcale nie są zainteresowane zatrudnianiem starych pracowników. Wręcz przeciwnie, chcą się ich jak najszybciej pozbyć. Podobno starsi pracownicy psują pozytywny image firmy. No bo firma musi być w dzisiejszych czasach dynamiczna, elastyczna, pełna nowych idei i entuzjazmu, a to przecież wszystko atrybuty młodości.
Recepty na rozwiązanie tej kwadratury koła jak na razie więc nie widać. Rzut oka na aktualne statystyki (austriacka obok) pokazuje wręcz przeciwny trend. Ludzie idą aktualnie na emeryturę nieco wcześniej niż w latach siedemdziesiątych pomimo, że przeciętna długość naszego życia wrosła w tym samym czasie o dziesięć lat! Ciekawe również, że nawet w siedemdziesiątych latach ludzie przeciętnie nie pracowali do chwili osiągnięcia ustawowego wieku emerytalnego.
Tak to bardzo trudna sytuacja, ale ja znam rozwiązanie tego problemu. Trzeba sprowadzić masę młodych chińczyków, którzy będą na nas pracować, a my na jeszcze wcześniejszą emeryturkę sobie pójdziemy. Chińczyk będzie zadowolony no i my też jak emeryturka będzie rozsądna, a i zawsze można coś dorobić na lewo, bo przecież sił jeszcze nie brak. A przede wszystkim radować będzie się nasz pracodawca. A kto będzie płacił emerytury tym chińczykom? No o to to niech oni już się martwią sami!
wtorek, kwietnia 17, 2007
Długi Ogon
Długi ogon (Long tail) to w zasadzie pojęcie ze statystyki, które ostatnio stało się bardziej znane szerokim rzeszom specjalistów od internetowego businesu. Rozpowszechnił je Chris Anderson w serii artykułów, a ostatnio również w swej książce "The Long Tail: Why the Future of Business is Selling Less of More".
Otóż Andersen zauważył, że pewna niewielka liczba blogów ma bardzo wiele linków z innych blogów na siebie. Olbrzymia większość (dziesiątki milionów) blogów ma tylko bardzo niewiele linków z innych blogów na siebie. Te miliony blogów z niewielką ilością linków, albo generalnie ten rozkład częstotliwości linków na blogi to właśnie Long Tail (długi ogon).
Andersen i kilku innych specjalistów od sprzedaży następnie zajęło się wpływem tego rozkładu częstotliwości na sprzedaż. Sposób sprzedaży jest mocno uwarunkowany przez możliwości i koszta magazynowania i koszta dystrybucji - a ja dodałbym od siebie również koszta produkcji. Klasyczny business dysponuje z regóły ograniczoną ilością powierzchni magazynowej. Dlatego koncentruje się na hity, artykuły które bardzo wielu chce kupić. W tym modelu bussinesowym nie ma miejsca na specjalistyczne produkty dla niewielu zainteresowanych.
Firmy handlujące w Internecie (a chyba już w pewnym stopniu również firmy wysyłkowe) nie są ograniczone poprzez dostępne możliwości magazynowania, a koszta dystrybucji w internecie są też minimalne. Firmy te uzyskują dzięki temu nowe szanse ekspansji poprzez wykorzystanie long trail, czyli sprzedaż oblrzymiej ilości produktów w bardzo małych ilościach. Ostatecznie to wszystko jedno czy sprzedamy tysięc sztuk jednego produktu, czy po jednej sztuce z tysiąca produktów.
Przykładem takiej firmy pomnażającej swe przychody przez long tail jest - jak mogłoby być inaczej - Amazon. Otóż przychody amazon pochodzą w bardzo dużej części ze sprzedaży bardzo wielu produktów z long tail.
Innym ciekawym przykładem jest Wiki. Otóż wiki posiada bardzo wiele artykułów o niskiej popularności, które w sumie tworzą wyższą jakość (w sensie zaspokojenia zapotrzebowań użytkowników) niż ograniczona liczba ważnych artykułów w Britanica.
Internetowy business umożliwia też, właśnie dzięki long tail, wzrastającą różnorodność produktów i w ten sposób wzbogaca rynek. Szczególnie w przypadku produktów cyfrowych.
Więcej na ten temat można znaleźć w blogu albo bezpośrednio na stronie Long Tail.
środa, kwietnia 11, 2007
Attention Economy - czego to ludzie nie wymyślą
Tak więc z Wiki dowiedziałem się, że w czasach przesytu informacji nasza uwaga ma ogromną wartość, a attentaion economy to próba teoretycznego opisu zarządzania tym bardzo rzadkim dobrem jakim jest nasza uwaga (attention). Jak czymś zainteresujemy się to może to i potem kupimy - tak ja jako zupełny laik podsumowałbym to pojęcie.
Zainteresowanych odsyłam do interesującego artykułu w Read/WriteWeb. Tam też opis non-profit organizacji AttentionTrust, której celem jest zapewnienie kontroli użytkowników nad ich danymi o zainteresowaniach.
Chociaż nadal niewiele rozumiem z tej attention economy to wydje mi się, że troszkę bardziej świadomie poruszam się po sieci. To tu, to tam dostrzegam próby zwrócenia mojej uwagi na coś tam. A jako blogerzy nieustannie zabiegamy o uwagę naszych czytelników. Chyba jedank zajmę się poważnie tą attention economy. ;-)
Ostatnio, zupełnie przypadkowo, odkryłem sporo zdjęć zamieszczonych na flickerze, których jedynym celem jest zwrócenie uwagi użytkowników na cele ekonomiczne czy ideologiczne autora tych zdjęć i komentarzy. Właśnie charakterystyczne jest tutaj, że obok tych zdjęć zamieszczone są poteżne komentarze, niekiedy wręcz poważne artykuły.
Oto przykład takiej walki o attention:
A no można i tak!
![Reblog this post [with Zemanta]](http://img.zemanta.com/reblog_e.png?x-id=3e211624-ab6b-40c4-b24f-4f8041377a59)