czwartek, stycznia 10, 2008

Nasza klasa, a co potem?

Niedawno uległem presji publicznej (no może bardziej blogowej) i założyłem sobie konto na naszej klasie. Należę więc do tej "szalenie" elitarnej grupy 6 milionów Polaków, którzy się tam zarejestrowali.


Na początku poruszanie się po tej klasie wcale nie było zabawne. Leniwe serwery potrzebowały wieczność aby pokazać nową stronę. A najczęściej informowały mnie lakonicznie, że tego nie zrobią i żebym przyszedł kiedy indziej. Jednak od chyba wczoraj naszą klasę przeniesiono na nową serwerownię i wszystko działa cacy.


Bardzo szybko zorientowałem się w logice serwisu. Jest przejrzysty i łatwo zrozumiały, no a do tego ma całkiem przyjemną grafikę. Naprawdę dobrze zrobione!


Dosyć szybko też znalazłem moją klasę licealną i nawiązałem kontakt z 6 (z 42!) koleżankami i kolegami. Mojej klasy podstawowej jeszcze tam nie ma, a i mój wydział ze studiów jeszcze nie odczuł potrzeby wirtualnych spotkań.


Nieco powłóczyłem się tam po różnych klasach, oglądając profile ludzi, w większości bez zdjęć i tylko z podstawową informacją. Mało kto napisał o tym co teraz robi, albo coś więcej o sobie. Większość zamieszczanych tam komentarzy jest na temat wspaniałego wyglądu koleżanek i niekiedy nawet i kolegów. Pełno tam komentarzy w stylu - "Ach, wyglądasz wspaniale. Pomimo tych -dzieści lat absolutnie nic się nie zmieniłaś(łeś)." Oczywiście jest to szalenie przyjemne. Dochodzimy w tym momencie do wniosku, że chyba coś nie tak z naszym lustrem, bo ono pokazuje mam nieco inną osobę. Nie, nie chcę tu bynajmniej marudzić. Ludzie wyglądają naprawdę wspaniale, ale może kapkę za dużo tego krzyku o tym na naszej klasie.


W mojej klasie znalazłem też forum, o tym, że to już 35 lat od matury (tak, tak latka lecą ;-( ) i musimy się koniecznie spotkać. No a potem sporo życzeń świątecznych i noworocznych.


"No i co teraz się tam wydarzy?" - zapytuję z dużym zainteresowaniem. Nagle zbiera się na naszej klasie klasa, która naście lat się nie widziała. Wszyscy są zachwyceni, że "widzą" - chociaż to tylko wirtualnie - swoje koleżanki i kolegów. I co teraz? Czy rozpoczniemy intensywną korespondencję, czy zaczniemy się regularnie spotykać? A jeżeli tak, to czy do tego jest naprawdę potrzebna nasza klasa. Przecież spotykać można się w życiu realnym, a ci którzy chcą się z kimś z klasy spotykać na pewno to robią i nie potrzebują do tego naszej klasy. Większość ludzi z klasy mieszka przecież ciągle jeszcze w tym samym mieście, ale widują się tylko sporadycznie, gdzieś tam przypadkowo przy zakupach, czy na jakimś spacerku.


Czy może skończy się to tylko na tym, że opowiemy sobie ile mamy dzieci, żon, mężów, domów, samochodów, jaką to wspaniałą pracę mamy, gdzie to nie spędzamy urlopów i tak dalej? A potem zostanie tylko pustka i komunikacja powoli ustanie.


Czy może jednak nasza klasa jest w stanie znowu nas ponownie zbliżyć i wywołać to poczucie wspólnoty? Czy te stare emocje szkolne odżyją na tyle, że klasowe życie towarzyskie po nastu latach znowu zacznie kwitnąć? A no zobaczymy?


Ania próbuje właśnie znaleźć te dawne chwile, te klasowe flirty, ale jak pisze na swoim blogu nie jest to wcale takie łatwe!


Może ta notka brzmi nieco sceptycznie, więc chcę na zakończenie podkreślić, że ja osobiście bardzo, bardzo cieszę się z tego naszo-klasowego spotkania i będę się starał te kontakty pogłębić.


8 komentarzy:

lavinka pisze...

Sporo prawdy jest w tym co piszesz. Po spotkaniu podstawówkowym forum mojej klasy zamarło...

ania-usa pisze...

Zaczerwienilam sie troche...
Moja klasa licealna byla bardzo zzyta. Kilka lat temu bez pomocy "Naszej Klasy", odbylo sie spotkanie z okazji 10-lecia ukonczenia LO. Juz wtedy planowalismy 15, a nie jak wiekszosc rocznikow 20-lecie. Na wiosne lece na to wlasnie 15 lecie i wiem ,ze bedzie super. Nasza Klasa, pozwala na odnalezienie dalszych znajomosci, milostek, podkochiwan i tak jak piszesz, na okrzyk "wcale sie nie zmienilas!" czy "milo Cie widziec". Zazwyczaj jest to szczera wymiana zdan, kilku e-maili, zdjec. I cisza. To tak jak ogladanie albumu sprzed lat. Co jakis czas siega sie po niego, przejrzy zdjecia, powspomina i album wraca na swoje miejsce. Nasza Klasa to taki wirtualny album, a starzy dobrzy znajomi to starzy dobrzy znajomi;nawet bez Naszej Klasy.

Krzysztof pisze...

Lavinka, nie tylko u Ciebie tak było.

Ania, Tak zgadzam się z Tobą, nasza klasa nie zmieni diametralnie sytuacji, ale może trochę pomóc. ;)

froasia pisze...

Na razie NK ma bardziej podstawowe problemy - nie dali rady przenieść się na nowe serwery. To jakaś porażka, naprawdę. Potem zobaczymy, ale wszyscy wróżą im rychłą klęskę. Zadziwia mnie kwota zapłacona przez jeden z funduszy za 25% udziałów.

Krzysztof pisze...

@Froasia, oni twierdzą, że przeprowadzka powiodła się. A no zobaczymy.

A o cenie decyduje liczba użytkowników. Dla polskiego serwisu sześć milionów to chyba potęga?

jazzowa pisze...

Czasami czuję się jak rasowy naiwniak...
Ale ja lubię ten portal... Nie to bym wsiąknęła tam na amen... Jednak miło jest pospoglądać po ludziach... pogawędzić na forum... mailowo...
Myślę, że nie zemrze tak szybko... nowych ludzi jednak będzie przybywało...
Wydaje mi się, że jest to zupełnie ciekawa myśl - próba połączenia ludzi po latach...
W końcu znajduje się ludzi nie tylko ze szkoły.. ale i byłych sąsiadów... znajomych z poprzednich firm... itd.. itp...

Ja jestem na tak.. :o)

wildrose pisze...

Ja tez sie w to miejsce wpisałam, chyba w kwietniu, odnalazłam swoich porozrzucanych po Polsce i świecie znajomych, powspominaliśmy, piszemy do siebie, ale coraz mniej, coraz rzadziej, ale bylo w tym wszystkim wiele miłych chwil, wspomnień i wzruszeń.
Mysle, ze choćby dla jednej odnalezionej przyjaźni, warto było tam zaistniec, wpisac sie i ciesze sie, ze taki portal powstał, nawet jeśli po jakimś czasie umrze śmiercią naturalna...

Krzysztof pisze...

@Jazzowa, Kontakty firmowe to ja mam na Xing. W naszej klasie jest minimalna szansa znalezienia kogoś z austriackich czy niemieckich firm. ;)))


@Wildrose, no może portal jednak nie umrze. 6 milionów zarejestrowanych użytkowników świadczy o pewnym zapotrzebowaniu.