czwartek, maja 10, 2007

Przewartościowanie

Są takie chwile w życiu, że nagle cały nasz świat wartości zmienia się, albo wręcz wali się. To wszystko, co do niedawna było istotne, to co zaprzątało naszą uwagę w zupełności, odpływa w jednej chwili na drugi plan. Cały nasz świat dążeń i celów, ta absolutna koncentracja na wytyczone zadania, wszystko to nagle przestaje być ważne.

To przewartościowanie to najczęściej efekt wypadku, choroby czy innego nieszczęścia. Ten gwałtowny impuls wyrywa nas z utartego szlaku, z naszych schematów myślowych. Stary świat odpływa wtedy całkowicie, a umysł nasz absorbują tylko te nowe wyzwania.

Kilka razy przeżyłem sam takie chwile. Jak wtedy, kiedy po wypadku leżałem jakiś czas przykuty do łóżka, albo ostatnio kiedy B bardzo poważnie zraniła sobie rękę. W obu przypadkach, po pewnym czasie, wróciłem do dawnego rytmu i mniej lub więcej "starych" wartości. Wydaje mi się, że poprzez te zmiany stałem się jednak nieco bogatszy, bogatszy o pewne doświadczenie, które uczyniło mnie bardziej świadomym. Sądzę, że po każdym takim dramatycznym wydarzeniu moja skala wartości życiowych nieco zmieniła się.

Takie przewartościowania, chociaż z regóły spowodowane przez bardzo przykre zdarzenia, to wyjątkowa szansa na zastanowienie się nad życiem. To tak jakby w trakcie biegu zatrzymać się na chwilę, aby sprawdzić czy biegniemy w dobrym kierunku.

Te momenty pozwalają nam spojrzeć na życie z trochę innej strony i wymuszją odpowiedź na pytanie "Czy to co wydaje nam się tak szalenie ważne jest naprawdę bardzo ważne?".

Sądzę, że to wielka życiowa sztuka od czasu do czasu zatrzymać się na chwilkę w tym naszym biegu i rzetelnie odpowiedzieć sobie na to pytanie.

6 komentarzy:

ventuRe pisze...

Czyli to cierpienie jest dobre? ...bo pomaga Ci w życiu?

Krzysiek pisze...

To cierpienie, jak to nazywasz, pozwala nam "odkryć" życie z innej strony i może znaleźć w nim to co jest dla nas naprawdę ważne, a nie to co nam się dotychczas ważne zdawało.

marga pisze...

nie nazwalabym tego cierpieniem, a doswiadczeniem, tez mialam ciezki wypadek, po ktorym pol roku spedzilam w szpitalu, tez kilka razy stalam na zgliszczach zycia, zeby budowac je od nowa i za kazdym razem przewartosciowalam to wszystko, i wiesz co mi wyszlo? ano to, ze moje wartosci szanowali ci, ktorzy sa do tego tez zdolni, dla reszty zas zaspawalam drzwi
pozdrawiam weekendowo

Anonimowy pisze...

czasem przewartościwanie jest długotrwałym procesem a często trudno odgadnac co stało się ta iskrą zapalna zmian. Po takim procesie już nie masz szans na powrót w stare koleiny. jak powiedziała moja terpeutka: jak uśświadomisz sobie, że siedzisz na gwoździu, to już nie potrafisz o nim zapomnieć.
takajedna

Anonimowy pisze...

już Witkacy o tym pisał
że kto lokaj jest i świnia
ten lokajem pozostanie
mimo że się ustrój zmienia

Krzysztof pisze...

@Anonimowy, ale ja tu ani słówka o zmianie ustroju nie wspomniałem?