wtorek, maja 15, 2007

The Progress Paradox

W trakcie mych internetowych podróży gdzieś tam w niezbadanych otchłaniach internetu natknąłem się na pojęcie "The Progress Paradox". Poszperałem trochę w sieci i znalazlem w ThinkThank na ten temat obszerny wywiad z Greggiem Easterbrookiem, autorem książki pod tym samym tytułem.

Jako "Progress Paradox" określa Easterbrook znaczącą rozbieżność pomiędzy dużym wzrostem zamożności społeczeństwa, a jego malejącym poczuciu zadowolenia.

Easterbrook pisze naturalnie o społeczeństiwe amerykańskim. Pomimo pewnych różnic między Ameryką a Europą sądzę jednak, że generalnie ten "Progress Paradox" pojawia się w każdym bogatym, czy bogacącym się zachodnim społeczeństwie, a więc nie jest zupełnie fałszywy w Polsce.

(Amerykańskie) Społeczeństwo jest wedle wszelakich statystyk coraz zamożniejsze. Ludzi stać na coraz lepsze samochody, coraz większe domy, dobre jedzenie, egzotyczne urlopy, żyjemy dużo dłużej i jesteśmy zdrowsi niż pokolenie naszych rodziców o dziadkach nie wspominając. Ilość przestępstw spada (tak to jest przynajmiej podobno w Ameryce), środowisko jest w dużo lepszym stanie niż przed laty, ubieramy się dużo ładniej i jadamy w dobrych restauracjach.

Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, więc że żyje się nam lepiej niż kiedykolwiek dotąd. Pomino to poczucie zadowolenia ( a co dopiero szczęścia) zmalało. Ludzie nie są szczęśliwi, nie są zadowoleni i ich odczucie sytuacji jest całkiem inne niż wskazywałyby na to te wszystkie wzrastające nieustannie statystyki.

Dlaczego tak jest? Dlaczego pomimo tego objektywnego przyrostu dostatku ludzie nie są zadowoleni?

Najkrótsza odpowiedź to cytat ze znanej piosenki "bo pieniądze szczęścia nie dają". Być może to właśnie nadmierny "materializm" naszych czasów i brak wartości spirytualnych prowadzi do tego niezadowolenia.

Easterbrook przytacza wiele przyczyn tego stanu, które tutaj w skrócie wymienię:

  • Chociaż ludzie są coraz zamożniejsi, to coraz więcej jest jescze bardziej zamożnych. Wszyscy widzą (kolorowe gazety, telewizja) ich sposó życia i to wyzwała zazdrość.
  • Poprzez kumulowanie materialnych dóbr szczęścia nie można osiągnąć. Ludziom brakuje sensu w życiu - według Easterbrooka religii, zasad etycznych i dzieci. Szczególnie brak dzieci odzwierciedla się negatywnie na poczuciu zadowolenia. Jeżeli tak naprawdę jest to dlaczego ludzie nie mają więcej dzieci?
  • Coraz więcej ludzi żyje samotnie. Poprzez brak lub graniczone kontakty socjalne powstaje duża pustka, a przez to niezadowolenie
Ja dodałbym do tego:
  • Do lepszego łatwo się przyzwyczaić, gorsze trudno zaakceptować. Wszystko co już mamy i osiągnęliśmy jest oczywiste i całkowicie normalne.
  • Musimy dużo więcej pracować niż kiedyś. Ten dzisiejszy "dobrobyt" oznacza w większości pracę w wymiarze dużo większym niż 40 godzin. Mało kto jest w domu o trzeciej czy czwartej po południu. Większość twierdzi, że pracuje tak długo, bo im to sprawia przyjemność. Tak naprawdę jednak to przymus ekonomiczny, a cierpi na tym z pewnością tak ważne dla poczucia szczęścia życie rodzinne.
  • Społeczeństwo konsumpcjyne produkuje ciągle olbrzymią masę dóbr i wytwarza w nas poczucie potrzeby. Ta liczba niezaspokojonych potrzeb rośnie dużo szybciej, niż tych na które możemy sobie pozwolić.

2 komentarze:

Marcin Maj pisze...

Gdzieś kiedyś czytałem ciekawe badania na temat odczuwanej satysfakcji z życia seksualnego w poszczególnych krajach. Wynikało z nich, że obywatele państw byłego bloku wschodniego mają wbrew pozorom bardzie saysfakcjonujące życie seksualne, a wynikać to miało z niższego poziomu stresu i mniejszego wpływu mediów na kwestie seksualności.

Teraz widzę, że to też był element "Progress Paradoxu". Prawdopodobnie to zjawisko możnaby badać wielofazowo i wieloelemntowo w odniesieniu do różnych obszarów życia. W sumie dobra gratka dla speców od badań społecznych :-)

Anonimowy pisze...

Myślę,że poczucie szczęścia uzaleznione jest tego na ile uświadamiamy sobie ,że może być lepiej, że mozna żyć inaczej...i to dążenie do " lepszego"powoduje utratę zadowlonie z życia. Im jesteśmy biedniejsi, tym mniej wiemy ile nas ominęło, bo nie dane nam było zobaczyć czy dotknąć "innego, lepszego zycia"-jesteśmy więc bardziej szczęliwi:))
ewa999