poniedziałek, maja 07, 2007

Londyńskie Puby

Londyńskie puby są słynne i znane chyba na całym świecie. Ja również uwielbiam tam przebywać. Co jest w nich jednak tak wyjątkowego, czego nie ma gdzie indziej?
The Elephant Castle
Już z zewnątrz puby rzucają się mocno w oczy. Kolorowe, z dowcipnymi nazwami i barwnymi szyldami i herbami widoczne są z daleka. Szczególnie dobrze wyglądają wieczorem przy sztucznym świetle. To zachęca aby zajrzeć do środka.

W środku oczekuje nas z regóły tłum ludzi i bałagan. To właśnie ten (pozorny) nieporządek czyni chyba tę specyficzną atmosferę. Pubowe wnętrza często są podzielone na kilka sfer o różnym charakterze. Gdzieś tam są normalne stoły, gdzie indziej fotele i niekiedy nawet kanapy, a w okolicy baru wysokie stoły. Stoły i krzesła rozrzucone są jednak dosyć chaotycznie po całym pomieszczeniu.

Earl of Lonsdale przy Portobello Road
To różni puby drastycznie od normalnych restauracji, gdzie stoliki ustawione są w bardzo regularne rządki. Wszystko ustwawione prościutko i równo jak pod sznurek. W tych restauracjach panuje porządek aż do przesady.

Ten układ lokalu z pewnością wpływa na nasz nastrój i sposób zachowania. Pub sygnalizuje już od samego wejścia, że można w nim czuć się swobodnie, bez wymuszonej sztywności.

W pubie każdy robi co chce. Jedni czytają coś tam, inni gapią się na gości, ktoś zerka na wielki ekran telewizora, a większość gaworzy w mniejszych lub większych grupkach. Kelner nie stoi mam ciągle nad głową i wymusza dalsze zamówienia, a kiedy nic nie zamawiamy daje do zrozumienia, że mamy zwolnić stolik dla innych gości. Pub to niejako lokal wielofunkcyjny, coś w rodzaju klubu, w którym po prostu można dobrze spędzić czas.

Bywalcy pubów są tolerancyjni. Chociaż każdy pub ma grono stałych gości, którzy przychodzą tu regularnie i znają się dobrze, to bez obaw może tu zajrzeć też obcy. "Tubylcy" albo nie zwracają na niego uwagi, albo wicągają w rozmowę. Obcy nie odczuwa wrogości "tubylców". Razu jednego nawet oglądałem z nimi, siedząć całkiem w środku tej grupy, jakiś mecz. Oczywiście nie znałem tam nikogo, ale było bardzo fajnie. Wspólne oglądanie meczy na wielkim ekranie telwizyjnym to też jedna ze specjalności angielskich pubów.

Blackbird przy Earls Court Road

Po południu, czy w trakcie lanchu, kiedy wszyscy wychodzą z pracy i idą do pubu to panuje tam prawdziwe oblężenie. Pubowi goście wylewają się wtedy na ulicę i stoją w grupkach, każdy ze szklanką piwa w ręku. Czegoś takiego nie widziałem w innych krajach.

Pubów w Londynie jest bez liku. Jeżeli ktoś szuka jakiegoś bardzo trudnego celu to proszę oto on - wypicie przynajmiej jednego piwa w każdym pubie w obrąbie wielkiego Londynu. Ostrzegam, że to bardzo trudne zadanie i to z dwóch powodów. Pubów w Londynie jest mnówstwo, a na jednym piwie naprawdę trudno poprzestać.

5 komentarzy:

Didixi pisze...

I pewnie nie ma tam koszmarnie głośnej muzyki, że nie można zamienić dwóch słów? Bo tak jest w większości amerykańskich pubów. Ciekawy artykuł.!

Anonimowy pisze...

jedno piwo w każdym pubie :)) wyczyn byłby wart księgi Guinnessa...

Anonimowy pisze...

to byłam ja " Jarząbek" :))
tzn.ewa999

Krzysiek pisze...

Ewa, może chcesz do księgi Guinnessa. Jeżeli tak to musisz mieć bardzo mocną głowę.

"jarząbek" ?

Krzysiek pisze...

Ewa! gdzie jesteś?

Twój blog jest niedostępny, a z mybloglog też zniknęłaś