czwartek, marca 31, 2016

Rzeczywiste przyczyny społecznej radykalizacji

Grzegorz Sroczyński dosyć trafnie analizuje przyczyny aktualnej sytuacji społecznej i politycznej w tym artykule. My koncentrujemy się zbyt bardzo na wypowiedziach i zachowaniu radykalnych polityków i w nich widzimy jedyną przyczynę zła, a nie zadajemy sobie pytania dlaczego aż tak dużo ludzi ich popiera. Fenomen ten dotyczy nie tylko Polski ale także wiele innych krajów w tym również USA. Wielu sądzi, że Trump to osozłom, a partia republikańska zupełnie odjechała w opary religijno-konserwatywnego absurdu. Główne pytanie jednak to dlaczego aż tak wielu ludzi tak zdecydowanie popiera tych strajnych polityków, dlaczego Trump czy republikanie mają tak wielu zagorzałych zwolenników? 

Otóż nie tylko dlatego, że są regularnie ogłupiani reakcyjną propagandą w stylu FOX News czy Radio Maryja. Ważnym problemem jest sytuacja ekonomiczna i społeczna tych ludzi. Coraz więcej ludzi jest spychanych w coraz grosze formy zatrudnienia, zarabiają często mniej niż ich rodzice, a państwo w wielu aspektach nie spełnia ich oczekiwań. Jednocześnie bogaci są coraz bardziej zamożni i na dodatek nie płacą podatków. Prezesi firm, które do nich nie należą, wypłacają sobie miliony, a miliony ludzi nie mają szans na pracę na pełnych etacie z rozsądnymi zabezpieczeniami socjalnymi. 

To ta sytuacja pcha ludzi w ręce różnorakich szarlatanów, którzy wykorzystują tę skumulowaną frustrację dla własnych celów, kierując ją przeciwko wrogom rzekomym (uchodźcy, mniejszości, inne narody), a nie tym rzeczywistym (cały sektor finansowy, globalne firmy, które nie płacą podatków, finasowi magnaci, klasa menadżerska). 

Czy te niezadowolone masy są tak fanatyczne, jak przywódcy na których teraz głosują? Chyba nie. Jeszcze osiem lat temu tych niezadowolonych pociągnął za sobą Obama dobrym hasłem “Yes, we can”. Niestety nie poprawił on sytuacji i teraz ludzie zwrócili się do populisty Trumpa. Jednak nie wszyscy. Dobra, czy wręcz z pozycji amerykańskiej polityki wyśmienita, pozycja Sandersa pokazuje, że nawet w USA jest wielu ludzi, którzy dobrze wiedzą, co jest naprawdę problemen i co trzeba zrobić aby stworzyć lepszą przyszłośc. To nadzieja na rozsądne zmiany w przyszłości.  

wtorek, marca 29, 2016

Przyszłość Europy nie musi być nacjonalistyczna

Czuję się indywidualistą. Chcę aby oceniano mnie jako człowieka po tym co robię i jak się zachowuję, a nie poprzez pryzmat uprzedzień do pewnych grup społecznych czy etnicznych. Wiem przecież jak bardzo różni są Polacy między sobą, więc szufladkowanie ludzi innych nacji wedle ich rzekomych cech narodowych jest uproszczeniem całkowicie rozmijającym się z rzeczywistością. Dlatego też sam starałem się oceniać innych po ich czynach. Wszędzie na świecie są przecież ludzie dobrzy i źli. Powinniśmy starać wspierać tych dobrych przeciwko tym złym, aby świat w którym żyjemy stawał się lepszy. Powinniśmy stworzyć taki światowy albo przynajmiej europejski sojusz ludzi dobrych, aby zapobiec katastrofie jaką nam szykują narodowcy. 

Nacjonalizm jest największą przeszkodą dla sojuszu ludzi dobrych. Nacjonalizm izoluje ludzi, zamyka ich w wąskim narzuconym z góry światopoglądzie, wytwarza wrogość do innych. Z tej perspektywy każdy obcy, każda obca nacja prędzej czy później stanie się wrogiem, którego należy zwalczać wszelkimi dostępnymi środkami, także stosując przemoc. Czy naprawdę chcemy znowu takiej nacjonalnej nienawiści, która z konieczności musi zakończyć się wojną? Wojną, w której jak wiemy z historii nie będzie wygranych tylko sami przegrani.

Wszystkim polecam lekturę artykułu Guy Verhofstadta i ten oto cytat o tak zwanej tożsamości nardowej:

"W rzeczywistości istnieje tyle tożsamości, ilu jest członków społeczeństwa. Każdy człowiek jest niepowtarzalny. Przylepiając mu tylko jedną etykietę, wyrządzamy mu krzywdę. Przebija z tego chęć zredukowana człowieka do nic nieznaczącego trybiku w całości zwanej społeczeństwem.

Nie istnieje w rzeczywistym świecie jednowymiarowa tożsamość zbiorowa. Jest to niebezpieczne złudzenie, wynik nieodpartej chęci klasyfikowania świata pod względem religii, kultury, języka czy rasy."

niedziela, marca 06, 2016

Ku przeszłości

Ostatnio dużo się w Polsce mówi o żołnierzach wyklętych. Narodowcy uważają ich za niezłomnych bohaterów, tych żołnierzy podziemia, którzy w 1945 nie złożyli broni i walczyli dalej. Prezydent pochyla się nad ich grobami i wychwala ich zasługi. Kim byli naprawdę ci niedocenieni bojownicy o wolność? Nie mam wystarczającej wiedzy historycznej aby jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Zamin jedank postawimy ich na piedestał trzeba dokładnie wyjaśnić wszystkie okoliczności ich działania i ich motywacji do walki.

Dlaczego tak wielu ludzi nagle wychwala tak tych zapomnianych bojowników o wolność? Trudno powiedzieć. Może dlatego, że oni tak dobrze pasują do polskiej mitologii wzniosłych czynów daremnych. Powstania, których nie można wygrać są przecież polską specjalnością i dumą. Mam wrażenie, że w tej polskiej mitologii ważniejsze jest, aby pięknie polec niż wygrać. Żołnierze wyklęci nie mogli wygrać, bo mieli przeciw sobie potężnego przeciwnika, nie mieli poparcia rządu w Londynie i chyba nawet nie mieli poparcia społeczeństwa, które marzyło wtedy tylko o powrocie do normalności i spokoju. Ich walka była więc z punktu skazana na porażkę i ten fakt tak dobrze pasuje do polskiego mitu szlachetnej porażki.

Inni zaczęli odbudować Polskę z gruzów. Polska nie była wolna, ale powstawały polskie uniwersytety, kształciła się Polska inteligencja. Jak to było ważne zobaczyliśmy w 1980, a później w 1989 kiedy to właśnie ci ludzie w rozsądny sposób przejęli władzę. To był najlepszy dowód, jak wiele można zrobić dla Polski bez patosu, bez rozlewu krwi, a poprzez pracę u podstaw i rozsądne kompromisy.

Żołnierze wyklęci pasują bardzo dobrze do narracji obecnego rządu. Wzmacniają oni polski mit wzniosłej porażki, są personifikacją tej postawy walki bez sensu, która narodowo-katolickim kręgom tak bardzo pasuje. Pasuje, bo kręgi te pchają znowu Polskę do walki z punktu przegranej. Oni chcą zmobilizować wszystkich, aby wbrew logice, faktom, Europie i częściowo nawet światu ruszyli do walki o przeszłość. Bo narodowi-katolicy chcą powrotu do przeszłości, do tych dawnych czasów tak przez nich opiewanej wielkiej Polski. Są gotowi dla tej mrzonki poświecić wszystko, niestety również w konsekwencji nawet samą Polskę.

Interes społeczny

Do dobra narodu, którego ofiarą stał się trybunał konstytucyjny, dołączył teraz interes społeczny. Dobro narodu stoi ponad prawem, zdaniem narodowców z PIS na czele. A kto decyduje co jest dobrem narodu? Naród? Nie, oczywiście nie on. Decydują on tym polityczni uzurpatorzy, którzy są rzekomo reprezentantami tegoż narodu. Podobnie jest z interesem społecznym. I on stoi ponad prawem. Prokuratorzy wykonujący polityczne zlecenia ministra Ziobro nie odpowiadają prawnie za swoje czyny jeżeli jest to w interesie społecznym. Również sam minister może upublicznić dowolne informacje ze śledztwa, jeżeli jest to w interesie społecznym. A kto decyduje co jest interesem społecznym? Społeczeństwo? Nie, oczywiście nie one. Decyduje o tym wyłącznie minister Ziobro. Tak więc mamy oczywisty przykład postawienia polityki ponad prawem. Polityk nadaje sobie sam prawo decydowania o tym co jest interesem społecznym, a co nie i ta decyzja nie podlega prawnym regulacjom. To oczywisty dowód na łamanie podstawowych zasad prawnych. Poprzez takie regulacje, i oczywiście tych kilka poprzednich, Polska przestaje być państwem prawa, a co za tym idzie państwem wolnym. Stąd już tylko jeden krok do politycznych sądów. Polecam wywiad z profesorem Zollem na ten temat. 

http://audycje.tokfm.pl/odcinek/Prof-Andrzej-Zoll-o-nowych-uprawnieniach-prokuratora-generalnego-Trybunale-Konstytucyjnym-i-decyzjonizmie-Jaroslawa-Kaczynskiego/34990

sobota, lutego 13, 2016

Polska między wschodem a zachodem

Coraz wyraźniej widać, że spór polityczny w Polsce, czy wręcz dramatyczne rozdarcie na dwie Polski to nowa odsłona znanego z historii dylematu - czy chcemy przyłączać się do zachodnich demokracji, czy bardziej ciągnie nas do wschodnich autokracji. Dążenie do przejmowania zachodnich wartości i sposobu organizacji społeczeństwa zawsze spotykało się z oporem tych, co uważają, że jest to zagrożenie dla polskiej tradycji i tracimy przy tym naszą polskość. Dlaczego jednak jest to takie ważne, abyśmy nie odwrócili się od zachodu? Czy chodzi tu tylko o zachodnie wartości jak wolność i równość, które najlepiej są zrealizowane w liberalnej demokracji? Otóż jest to ważne, gdyż ta forma organizacji społecznej była i nadal jest najbardziej skuteczną ekonomicznie. Liberalne demokracje zapewniają swoim obywatelom wiele swobód ale przede wszystkim dostatnie życie i dobrze zorganizowane państwo. Wolność i równość wszystkich to są piękne wartości z moralnego punktu widzenia oczywiście. Równość gwarantowana przez demokratyczne prawa jednocześnie uruchamia potencjał wszystkich obywateli dużo lepiej niż jakakolwiek inna forma organizacji społeczeństwa. Wolni obywatele mogą sami podejmować decyzje i dążąc do poprawy swojego bytu są przy tym bardzo kreatywni i pracowici. Ludzie podlegli, trzymani w hierarchicznych strukturach są bierni i nauczeni li tylko posłuszeństwa i wykonywania rozkazów. Nie przypadkiem mówi się do dzisiaj “odwalić pańszczyznę”. Dlatego też te zachodnie państwa, które najszybciej zniosły pańszczyznę i zagwarantowały wszystkim obywatelom równe prawa rozwijały się też najszybciej ekonomicznie. Nie przypadkiem to w Anglii, a nie w Rosji doszło do rewolucji przemysłowej.

Dobrze i krótko opisał sytuację w Polsce Kazimierz Kutz tutaj - “Polska jest fascynująca jako praojczyzna głupoty. Na naszych oczach toczy się walka siermiężnego, starego, ponurego i smutnego nacjonalizmu jagiellońskiego z tą małą grupą oświeconych liberałów, inteligentów polskich.”

Ta walka siermiężnego nacjonalizmu z oświeconymi liberałami toczy się nie tylko w Polsce i nie od dziś. To ciągły spór konserwatystów niechętnych zmianom z modernistami. W Polsce władzę przejeli konserwatyści i chcą skierować kraj ku przeszłości. Chcą przywołać ducha Polski Jagiellonów, Polski wielkiej i silnej. Sądzą, że dzisiaj potrzebne nam są wzory z tamtych odległych lat, że odnowa tamtych wartości znowu stworzy wielką Polskę, najlepiej od morza do morza. Dlatego, mówią, trzeba czytać Sienkiewicza, który tak pięknie pisał o tamtych czasach chwalebnych i zwycięskich walk z Turkami, Tatarami czy Kozakami, czasach Polskiej potęgi.

Takie spojrzenie wstecz i nostalgiczna próba przywołania dawnej świetności nie rozwiąże dzisiejszych problemów. To prowadzi tylko do skłócenia nas z sąsiadami, bo wielka Polska może powstać tylko ich kosztem. To prowadzi do izolacjonizmu i zamknięcia się na świat. To nie jest droga do wielkiej Polski tylko to całkowitej marginalizacji Polski.

Spojrzenie wstecz jest jednak ważne. Bo tam leży odpowiedź na pytanie dlaczego ta Polska Jagiellonów, tak wielka i silna, upadła. Co spowodowało, że tak szybko straciła na znaczeniu i sile i nawet przestała istnieć jako suwerenne państwo? Będąc więc dumnym z tej naszej wspaniałej przeszłości trzeba jednocześnie szukać odpowiedzi na te pytania. Wyjaśnienie, że mieliśmy złych sąsiadów jest zbytnim uproszczeniem i zwalnia nas z szukania wewnętrznej przyczyny. To wytłumaczenie wzmacnia tylko nieuzasadnione poczucie bycia ofiarą - wszyscy są przeciwko nam. W tamtych czasach każda monarchia miała złych sąsiadów, a i Polska była zła wobec swoich sąsiadów.

Trzeba więc rzetelnie spojrzeć na sytuację społeczną i ekonomiczną monarchii Jagiellońskiej, bo tam leży rzeczywista przyczyna porażki. Zobaczymy tam nędzę wsi zniewolonej, niewydajną gospodarkę rolną, niedorozwój miast, słabiutki handel i samolubstwo elit szlacheckich. Analizując sytuację dostrzeżemy i w tamtych czasach konflikt między siermiężnymi tradycjonalistami, niechętnymi jakimkolwiek zmianom i grupy postępowych liberałów. Mówimy oczywiście o bardzo wąskiej grupie elity, bo przeważająca większość społeczeństwa nie miała wtedy absolutnie nic do powiedzenia. Ci siermiężni tradycjonaliści w swej większości bronili przede wszystkim swoją uprzywilejowaną pozycję ekonomiczną i społeczną.

Coraz szybsze zmiany technologiczne wymuszają na nas dostosowanie się do nich, czy nam się to podoba czy nie. Kraje, które patrzą w przyszłość, przystosowują się ciągle do tych zmian i mogą trochę też kształtować tę przyszłość. Kraje skierowane w przeszłość zostają w tyle, biednieją i stają się totalnie zależne od innych. Tak jak Polska Jagiellonów w 17 wieku.

Czytajmy więc Sienkiewicza. podziwiajmy wielkość Jagiellońskiej Polski. Jednocześnie jednak przyglądajmy się jej krytycznie pytając, dlaczego to wielkie państwo upadło tak szybko. Czytając tak Sienkiewicza dostrzeżemy, że Polska zamykała się w sobie, zasklepiała, odsuwała innych i skazała się tym postępowaniem na historyczną klęskę. Nie powinniśmy powtórzyć tego błędu.

Jakub Majmurek w tym artykule tak pisze o tamtych czasach: 

Przy pewnym lekturowym wysiłku można bowiem “Trylogię” - trochę wbrew niej samej, a na pewno wbrew jej konserwatywnym interpretacjom - czytać jako opowieść o upadku Polski z powodu odmowy uznania przez hegemoniczną, szlachecką polskość Innego, któremu Rzeczpospolita odmawia przyjęcia do obywatelskiej wspólnoty. W “Ogniem i mieczem” tym Innym są Kozacy. Rzeczpospolita odmawia stania się państwem trzech narodów i traci Ukrainę."

“Trylogia” pod pozorną narracją “ku pokrzepieniu serc” pokazuje Polaków oddzielonych od nowoczesności: od nowoczesnej dyplomacji, form państwowości, rewolucji naukowej. Gdy Anglia przeżywa polityczną rewolucję, gdy w Europie powstaje rachunek różniczkowy, pompa próżniowa i schemat ludzkiego krwiobiegu, my zajęci jesteśmy potyczkami z Tatarami gdzieś na bagnach Prypeci. Trzeba dużej ekwilibrystyki retoryczno-historycznej, by dostrzec w tym powód do dumy.

Kutz uważa, że liberałowie w końcu zwyciężą. I ja jestem tego zdania.

niedziela, lutego 07, 2016

Trzecia droga

Jan Sowa, socjolog i autor książki "Inna Rzeczpospolita jest możliwa",  w artykule zatytułowanym "Kopnęli nam w stolik. Dlaczego lewica nie zyskuje na walce z PiS" (http://wyborcza.pl/magazyn/1,150176,19589864,kopneli-nam-w-stolik-dlaczego-lewica-nie-zyskuje-na-walce-z.html ) proponuje trzecią drogę. Nie tą z konserwatywnym PISem i również nie tą z gospodarczo liberalnym KODem. Wolność i prawo są nam potrzeben jak najbardziej, ale to musi funkcjonować tak, aby biedni, wykluczeni ludzie coś z tego mieli.

 

Droga Jana Sowy to droga socjalna, droga lewicowej solidarności, droga chyba nieco utopijna, gdyż chyba nigdzie w Europie nie zrealizowano jej wtakim zakresie.

 

Sowa wyjaśnia wierność elektoratu PIS sytuacją ekonomiczną-socjalną tych ludzi. ja natomiast uważam, że olbrzymie znaczenie ma tu naracja kościoła, a przede wszystkim radia Maryja. To ten z tamtąd rozprzestrzeniany patos narodowo-katolicki, to wmawianie ludziom, że są ofiarą spisku wrogich sił wewnętrznych i zewnętrznych, to pokazywanie im tych co są rzekomo przyczyną tej rzekomo katastrofalnej sytuacji i mówienie, że ich trzeba usunąć aby było lepiej, to właśnie cementuje elektorat najlepiej. Jest to sfera mitów i wiary, sfera zamknięta na fakty i na rzeczywistość. 

 

Oczywiście gdyby zmiejszyć liczbę niezadowolonych dzięki poprawieniu ich sytuacji ekonomiczno-społecznej, może zmiejszyłaby się trochę ich podatność na tę narację narodowo-katolicką. Chyba jednak nie znikłaby całkowicie. Tu potrzeba innej wizji, wizji która przemówi do ludzi i pokaże im inny, atrakcyjny cel wart wysiłku

niedziela, stycznia 31, 2016

Dobro Polski

Niedawno pisałem tutaj o pojęciu "dobro narodu", twierdząc, że jest one nieprecyzyjne i przez to może być dowolnie interpretowane. Wczoraj potknąłem się w jakimś artykule o zwrot "dobro narodu polskiego". I od razu pomyślałem, dlaczego autor nie napisał "dobro Polski". Czyżby "dobro narodu polskiego" to jest coś innego od "dobra Polski"? Dla mnie te pojęcia są jednoznaczne, ale jak widać nie dla wszystkich. "Dobro Polski" to dobro wszystkich polskich obywateli, to dobro polskiego społeczeństwa. Natomiast powiedzienie "dobro narodu polskiego" zakłada, że naród polski to nie są wszyscy obywatele Polski tylko jakaś bliżej nieokreślona podgrupa. Ktoś, kto uzurpuje sobie prawo do decydowania o narodzie polskim, może w sposób dowolny wykluczyć z niego grupy obywateli, którym z jakiegoś tam powodu odmawia przynależności do narodu polskiego. I to mi się nie podoba.

A tak mówi o pojęciu "dobro narodu" poetka Ewa Lipska:

"Dobro narodu nic nie znaczy i często jest tylko ideologiczną formułką. Dla mnie naród to obywatele. Zawsze ubolewałam nad tym, że nie jesteśmy krajem obywatelskim"


piątek, stycznia 22, 2016

Kto stworzył prawa fizyki?

Często słucham lub czytam wywiady z profesorem Krzysztofem Meissnerem.  Profesor Meissner to fizyk, który naprawdę potrafi wytlumaczyć współczesną fizykę tak, że nawet taki laik jak ja coś z tego rozumie.

Ostatnio profesor w tym wywiadzie (http://wyborcza.pl/duzyformat/1,149727,19410716,prof-krzysztof-meissner-czlowiek-nie-jest-mokrym-komputerem.html?disableRedirects=true) opowiadał sporo o kosmologii i pierwszych ułamkach sekundy (10 do -42 sekundy) istnienia naszego wszechświata i wspomniał przy tym, że jego zdaniem musi istnieć jakaś transcendencja czyli istota wyższa, która to ustanowiła takie a nie inne prawa natury. 

"...gdy myślę o tym, jak to się ma do tego, co uprawiam, czyli do fizyki cząstek elementarnych i bardzo wczesnego wszechświata, to podstawowym dla mnie pytaniem, wręcz kluczowym, jest: dlaczego istnieją prawa fizyki? Dlaczego świat jest poddany prawom?"

Otóż profesor Meissner twierdzi słusznie, że fizyka potrafi dobrze wytłumaczyć jak działają prawa fizyki. Jednak na pytanie dlaczego te prawa są takie, jak je fizycy opisują w swoich teoriach współczesna fizyka nie ma odpowiedzi. I to jest właśnie miejsce na transcendencję  która wprowadza prawa fizyki w całym wszechświecie. Profesor Meissner jest zdania, że prawa fizyki nie mogą być wytworem tego znanego nam wszechświata, one muszą pochodzić z poza tego wszechświata. 

Profesor Meissner mówi: "Ja sobie nie wyobrażam, żeby wszechświat sam z siebie uzasadnił to, że jest tak niebywale zorganizowany. Kurt Gödel, austriacki logik i matematyk, powiedział: "Jeśli chcesz opisywać język, musisz wejść na poziom metajęzyka". Jeżeli więc chcemy zrozumieć świat, jego działanie, ale nie na poziomie, że mamy jakąś przyczynę i jakiś skutek, tylko dlaczego w ogóle tak się dzieje, dlaczego istnieją prawa, to musimy wejść na poziom metaświata."

Ten poziom "metaświata", który nadaje kształt naszemu wszechświatowi, professor Meissner nazywa transcendencją, czyli istotą wyższą. 

Pomysł na transcendencję  która uruchamia wszechświat i nadaje mu kształt i sens nie jest nowy i ma wielu wyznawców.  Wyznawcy trancendencji uważają, że jest ona praprzyczyną, nadaje kszałt i sens naszemu wszechświatowi, decyduje o obowiązujących w nim prawach fizyki. Transdencencja jako byt doskonały sama nie potrzebuje zewnętrznej przyczyny, jednocześnie spełniąjąc tę rolę wobec wszechświata. Wszystko inne potrzebuje jakiś czynnik zewnętrzny tylko transcendecja nie. To złamanie idei przyczynowości, jest poważną wadą tej idei. Nic nie może powstać z niczego, więc jakaś transcendencja (istota wyższa) musiała stworzyć wszechświat wraz z jego prawami. Można jednak w tym przypadku zapytać kto stworzył tę transcendencję?  Bo przecież i do niej należy zastosować zasadę, że nic nie może powstać z niczego. Jeżeli jednak transcendencja nie potrzebuje zewnętrznej przyczyny aby zaistnieć i może sama dla siebie być swym początkiem i przyczyną, to równie dobrze można założyć, że znany nam wszechświat ma też tę zdolność tworzenia się i nadawania sobie pewnego kształtu. Również ta teoria ma wśród fizyków wielu wyznawców, a Lawrence Krauss napisał nawet obszerną książkę "A universe from nothing" na ten temat. 

Osobiście mogę zrozumieć obie te idee. Szukanie transcendencji jak źródła praw fizyki jest nam bardzo bliskie, gdyż założenie, że wszystko musi mieć swoją przyczynę jest jedną z podstaw naszego myślenia.

Profesor Meissner zadziwił mnie jednak wyznając również w tym artykule, że jest katolikiem, po czym właśnie przedstawił swoją koncepcję transcendencji  Ciekaw jestem jak Profesor Meissner łączy tę dosyć abstrakcyjną koncepcję transcendencji z katolickim Bogiem. Dlaczego właśnie katolickim, a nie na przykład islamskim czy hinduskim? Na dodatek katolicki obraz Boga jest dosyć niezgodny z tym, co ta transcendencja według profesora Meissnera stworzyła. A stworzyła ona absolutne prawa fizyki, które obowiązują bez wyjątków w każdym miejscu wszechświata i są całkowicie niezależne od czasu. To znaczy, że w przeszłości wszechświata obowiązywały takie same prawa fizyki jak teraz i zakłada się, że również w przyszłości będą one obowiązywać. W przeciwieństwie do tego absolutnego wymiaru praw fizyki, jaki obserwują fizycy, katolicki Bóg lubi przecież manipulować prawami fizyki. U samych u podstaw tej wiary leżą zdarzenia sprzeczne z naszą wiedzą o prawach fizyki takie jak nieskalane poczęcie czy wniebowstąpienie. Katolicki Bóg lubi też czynić cuda i robi to często na przykład w reakcji na modlitwy ludzi. Zmienia on więc punktowo absolutne działanie praw fizyki. Czy profesor Meissner rzeczywiście sądzi, że transcendencja  która stworzyła te nienaruszalne prawa fizyki słucha modlitw ludzi i ingeruje nieustannie w ten świat?