piątek, czerwca 01, 2007

Poranek w wiedeńskiej kawiarni

Wczoraj raniutko spędziłem przeszło godzinkę w kawiarence. Takiej tradycyjnej, wiedeńskiej kawiarni (Kaffehaus) jak z obrazka jakiego starego. Te kawiarnie to kawał tradycji. Tutaj jeszcze przed stu laty koncentrowało się życie kulturalne i intelektualne tego miasta. Było to ulubione miejsce spotkań dla wszystkich. W nich również powstało niejedno dzieło literackie czy naukowe. Nieco ciekawych informacji na ten temat można znaleźć tutaj i tu. Oczywiście jeszcze więcej w źródłach niemieckojęzycznych.


Jeszcze do dzisiaj można w wiedeńskich kawiarniach zastać wielu austriackich prominentów, szczególnie tych z kręgu kultury. Również szefowie firm omawiają chętnie swe interesy w zaciszu lekko odseparowanego stolika z wygodną do siedzenia kanapką. Ale również wysocy rangą politycy nie stronią od nich.


Kawiarnie te otaczają swych gości taką szczególną atmosferę przytulności w swych wysokich pomieszczeniach ze zczerniałym od dymu sufitem, olbrzymimi kryształowymi żyrandolami, pokrytymi pluszem, wygodnymi siedzeniami, krzesłami od Thoneta i obowiązkowymi stolikami z marmuru. Są tam wygodne siedzenia, podają naprawdę dobrą i a przede wszystkim mocną kawę i zawsze jest aktualna prasa. A i ciastka są warte kilku dodatkowych punktów BMI. Kawiarnie wiedeńskie nie są hałaśliwe, ale też nie całkiem ciche. Takie w sam raz. Człowiek po prostu dobrze się w nich czuje.


Niestety te wiedeńskie kawiarnie powoli wymierają. Wypiera je Starbucks i jakieś podrzędne włoskie sieci. Te które pozostały oblężone są przez turystów i brak im przez to tego szczególnego nastroju. Są jednak ciągle jeszcze takie perełki tradycji w których czas zdaje się stać w miejscu. Nieco oddalone od szlaków turystycznych przyciągają jak magnes swą tradycyjną klientelę.


W jednej z takich oto kawiarni spędziłem dzisiejszy poranek. Zamówiłem dużą kawę z mlekiem zwaną tutaj "grosser Brauner" i sernik wiedeński, który tu robią nieco inaczej niż w Polsce. Przez moment gapiłem się wokół, przysłuchiwałem rozmowom z pobliskich stolików i przyglądałem innym gościom. W kawiarni było w miarę spokojnie, pomimo zwykłego porannego ruchu.


Po dobrej chwili tej twórczej kontemplacji wytarmosiłem notebooka z teczki i zająłem się nieco pracą. O dziwo, pomimo tych najróżniejszych dźwięków do mnie docierających i obcego otoczenia, pracowałem bardzo efektywnie, rozsądnie skupiony. Te kawiarniane rozmowy i różne dźwięki docierały do mnie jakby mocno stłumione w taki raczej przyjemny, nie zakłócający sposób. Rejestrowałem je po prostu ale bynajmniej nie wytrącało mnie to z mego skupienia i nie odwracało mej uwagi od pracy. Od czasu do czasu rozglądałem się wokół nie przestając rozmyślać nad moim tematem. A w mej głowie kiełkowała powoli myśl, że taki styl pracy naprawdę odpowiada mi.


Nawet nie zauważyłem kiedy minęła godzinka. W pośpiechu spakowałem notebooka, zapłaciłem i z żalem opuściłem kawiarnię. Czas aby wracać z powrotem do tego naszego pędzącego świata.


5 komentarzy:

marga pisze...

a tos mnie teraz rozmarzyl :)))
milego weekendu

Anonimowy pisze...

Przylaczam sie. Milosniczka Wiednia wielka a kawiarni w szczegolnosci;) Namiarna te notke otrzymalam od Margi.Pozdrawiam!
www.chiara76.blox.pl

Krzysztof pisze...

Cieszę się i też pozdrawiam

Anonimowy pisze...

Ohh coś pięknego, wspaniały opis :) miło się czyta, zwłaszcza że do Wiednia niebawem się wybieram, a kawiarnie po prostu uwielbiam...
Pozdrawiam!

Magda

Krzysztof pisze...

@Magda, dzięki piękne za dobre słowo. Co mnie szczególnie cieszy, że takie starożytne posty jak ten (no bo przecież post z roku 2007 to staroć okrutna :) ) ciągle docierają do czytelników. Życzę miłego pobytu we Wiedniu i polecam kawiarnię Diglas przy Wollzeile.