poniedziałek, kwietnia 16, 2007

Tulipomania

Taka mania tulipanowa ogarnęła nas ostatnio. To znaczy dokładnie od czasu kiedy B przed czterema laty zakochała się w Amsterdamie. Od tego momentu jeździmy tam każdego roku. To naprawdę fascynujące miasto z bardzo ciekawą historią.

Tulipany odegrały znaczącą rolą w histori tego miasta, a właściwie całej Holandii. Na początku 17 wieku Holendrzy zakochali się w tym pięknym, wtedy bardzo egzotycznym kwiecie. Tulipan stał się bardzo modny i był też pewnym symbolem dostaku. Bogaci kupcy i rzemieśnicy holenderscy byli gotowi płacić praktycznie każdą cenę za cebulki rzadkich gatunków tulipana. Semper Augustus, absolutnie najbardziej rzadki i uchodzący za najpiękniejszy gatunek, był praktycznie bezcenny - kilka cebulek posiadał jedynie naówczas najbogatszy Holender, kupiec Jacob Poppen - tak, tak kupiec, a nie szlachcic. Inne atrakcyjne rodzaje, jak Admirael albo Violetten, osiągały zawrotne ceny. Za jedną cebulkę można było kupić porządny dom! Nawet dosyć pospolite gatunki osiągały bardzo wysokie ceny. Kilka takich cebulek było tyle warte co całoroczny dochód średnio zamożnego kupca.


Wobec takiego zainteresowania pobyt był dużo większy niż podaż. Wnet rozpoczęła się wielka spekulacja tymi cebulkami. W kilkuset gospodach rozsianych po całej Holandii handlowano od rana do późnej nocy. Od każdej zawartej transakcji potrącano mały procent, za który wszyscy w karczmie jedli i pili.


Najpierw handlowano jedynie od późnej wiosny do jesieni rzeczywistymi cebulkami. Rychło jednak pomysłowi Holendrzy znaleźli sposób na tą przymusową przerwę w handlu i wynaleźli opcje. Od tego momentu handlowano opcjami na cebulki w ziemi. Transakcje były w zasadzie przyszłościowe (future), bo ich finalizacja miała nastąpić po przekwitnięciu kwiata. Pomino to, te opcje w ciągu roku wielokrotnie zmienały właściciela.


Kiedy jedna cebulka tulipana była już dla większośći kupujących za droga zaczęto ją dzielić. No nie tak naprawdę. Ważono je tylko i handlowano uncjami. Tak, tak tymi samymi, którymi waży się złoto, tylko że uncja cebulki była droższa niż złoto. W ten sposób Holendrzy wynaleźli coś w rodzaju share. Zapewniło to dopływ świeżej gotówki do tych swoistych giełd w karczmach. Gotówka napływała teraz od drobnych graczy, z których wielu zrezygnowało ze swego zawodu i poświęciło się spekulacji, a nie tylko od bogatych kupujących. Fama o wielkich i szybkich pieniądzach, które można zarobić na handlu tulipanami jakiś jescze czas przyciągała coraz to nowe rzesze spekulantów. Liczba ich była jednak wnet wielokrotnie wyższa od liczby kupujących.


Jednego zimowego ranka w lutym roku 1637 w Haarlemskiej gospodzie - Haarlem był absolutnym centrum handlu tulipanami - nastąpił nieunikniony kolaps. Zabrakło kupujących, a sprzedawcy wpa

dli w panikę. Tak oto doszło do pierwszego poważnego kryzysu w historii giełdy. Giełdy, która jeszcze wtedy formalnie nie istniała.


Holendrzy to bardzo inteligentny naród i udało im się wyjść z tego kryzysu bez zbytniego uszczerbku. O całej tej mani tulipanowej opowiada pasjonująco Mike Dash w swej książce "Tulipmania".Gorąco polecam tę książkę wszysztkim miłośnikom Holandii, tulipanów i zainteresowanym historią giełdy. Chyba niestety nie jest ona dostępna w języku polskim.


Dla nas jedną z wielu atrakcji w Amsterdamie jest bardzo długi pobyt na tamtejszym targu kwiatowym. Kończy się on zakupem większej ilości cebulek, przede wszystkim tulipanowych. W zeszłym roku nabyliśmy ich 150. Jesienią zasadziłem je przykładnie w ogródku koło tych z poprzedniego roku. Dzięki łagodnej zimie wystawiły już swe łepki i otwierają powoli te wielobarwne kielichy. Ah, gdybym tak jeszcze bywał częściej za dnia w domu aby móc je podziwiać!





5 komentarzy:

marga pisze...

bedac w Nicei na slynnym kwiatowym targu, a bylo to w polowie maja, niebotycznie zdziwiona bylam widzac, ze ceny tulipanow i gozdzikow sa najwieksze, ogolnie wole podziwiac tulipany rosnace w ziemi, anizeli w wazonie :)
pozdrawiam
ps. czy w Austrii tez jest tyle dowcipow o Holendrach i ich "wohnwagenach"? ;)

Krzysiek pisze...

Nie, Holendrzy tutaj nie rzucają się tak w oczy. Za to bardzo dużo dowcipów o Niemcach, których tutaj raczej nie lubi się.

marga pisze...

niemcow nigdzie nie lubia, a czasami mam wrazenie, ze oni siebie samych tez :)
gdybys tak podeslal kilka dowcipow o nich, bylabym niezmiernie wdzieczna :)
pozdrawiam ze slonecznego Ffm

new york mesothelioma pisze...

Hi

oando pisze...
Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.