środa, stycznia 06, 2016

Czy demokracja potrafi się obronić?

Chociaż demokracja to stosunkowo nowa forma państwowości to bardzo wielu ludzi już się do niej przyzwyczaiło i uważa ją za coś bardzo naturalnego. Tak też wielu ludzi podchodzi do wyborów. Myślimy sobie tak: teraz rządzi partia A, z której jestem niezadowolony; dam więc mój głos na partię B; jak się i partia B nie sprawdzi to wybiorę partię C albo znowu A, co za problem. Ano własnie, czy ta możliwość wyboru innej partii jest zawsze tak oczywista? A co będzie, gdy któraś z tych partii nie będzie chciała oddać władzy dobrowolnie? To jest właśnie pytanie, czy demokracja ma mechanizmy broniące ją przed tymi, którzy nie zechcą się podporządkować demokratycznym regułom gry. 

Demokracja, jaką many od jakiegoś czasu na Zachodzie, to zjawisko stosunkowo nowe w historii ludzkości. Oczywiście jej wzorem jest demokracja grecka, czy elementy republikańskiego Rzymu. Demokracja na zachodzie tworzyła się w walce z innymi systemami władzy i dosyć powoli stawała się dominujacym systemem organizacji społeczeństw. Z czasem coraz więcej ludzi dochodziło do wniosku, że ta forma organizacji państwa jest najlepsza dla nich. Demokracja gwarantowała im respektowanie ich wolności, respektowanie prawa (w tym jakże ważne prawo do prywatnej własności) i dawała pewien udział w sprawowaniu władzy coraz większym grupom społecznym.

Ta demokracja nadal nie jest jednak czymś absolutnie oczywistym. Czyha na nią wiele zagrożeń, a największym są mniejsi czy więksi dyktatorzy, którzy raz zdobywszy władzę już jej nigdy nie oddają. Twórcy demokratycznych systemów państwowych, świadomi różnych niebezpieczeństw czychających na demokrację na każdym kroku, starali się wyposażyć ją w różne mechanizmy zabezpieczające. I tak wprowadzono dwie izby parlamentu, niezależnego prezydenta, trójpodział władzy na ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą i wiele innych reguł podziału władzy. Celem tych mechanizmów jest zapobieganie kumulowaniu władzy w rękach jednej osoby czy ugrupowania. W wielu krajach te mechanizmy sprawdzają sie i demokracja funkcjonuje tam dobrze. Jednak, jak pokazuje historia, nawet te wymyślne mechanizmy nie są w stanie obronić demokracji przed na nią czyhającymi dyktatorami. Demokracja republiki Weimarskej padła już po kilku dniach po tym, jak Hitler otrzymał nominację na kanclerza. Orban rozmontowywał węgierską demokrację wprawdzie nieco dłużej ale w końcu niestety skutecznie, Kaczyński próbuje zrobić to bardzo szybko. Mechanizmy obrony demokracji nie funkcjonują więc wystarczająco dobrze, gdy mamy do czyniena z politykiem, który chce za wszelką cenę przejąć władzę. Widać nie są te mechanizmy wystarczająco silne, aby kogoś kto dojdzie do władzy w wolnych wyborach powstrzymać przed demontażem demokracji,  albo w najlepszym przypadku zminimalizowaniem jej do li tylko fasady. Dyktator, który dojdzie w demokratycznych wyborach do władzy, zyskuje dostęp do bardzo wielu środków przymusu. Podział władzy nic nie daje, jeżeli jedno ugrupowanie przejmie wszystkie instytucje, które w założeniu miały zapobiegać kumulacji władzy w jednych rękach. Jeżeli na przykład sejm i senat wybiera się w tym samych czasie, to dominacja nad oboma izbami jednego ugrupowania jest częsta - teraz rozumiem, dlaczego Amerykanie wymieniają co dwa lata tylko jedną trzecią składu senatu. 

Jak więc bronić demokracji, gdy jej własne mechanizmy nie są wstanie powstrzymać dyktatorów?  Najbardziej skuteczną metodą jest niewybieranie osób czy ugrupowań, co do których można podejrzewać, że nie będą się stosować do demokratycznych reguł gry. Takie niedemokratyczne ugrupowania to wszelkie partie radykalne, partie wykluczające innych, partie uzurpujące sobie prawo do posiadania jednej i jedynej prawdy o świecie. Albo partie rzekomo absolutnej czystości moralnej, które twierdzą, że zrobią porządek z korupcją, upadkiem wartości i tym podobnymi patologiami życia społecznego i potem już będzie tylko dobrze. Jeżeli takie partie dochodzą do władzy to szybciutko wyłączają demokrację. 

Trzeba więc słuchać uważnie przed wyborami co i jak mówią przedstawiciele danej partii. Bo jeżeli zagłosujemy raz nierozsądnie, to mogą to być ostanie wolne wybory.

2 komentarze:

Anna Kowalska pisze...

Niestety tak to jest, że w Polsce wiele osób nie miało swoich przedstawicieli wśród partii ubiegających się o miejsce w Sejmie, i nie poszło do głosowania i ... wyszło jak wyszło... moim skromnym zdaniem już po wolności w Polsce pozostało tylko wspomnienie.

Krzysztof pisze...

@Aniu, czesto w takiej sytuacji trzeba glosowac na tak zwane mniejsze zlo, aby zapobiec katastrofie. Problemen polskiej demokracji byla od samego poczatku strasznie slaba frekwencja wyborcza.