wtorek, sierpnia 07, 2007

Nieszczęścia chodzą zwykle parami

Albo może nawet w dużych grupach. Przynajmniej w moim życiu to to już jest.


W życiu codziennym teoretyczne reguły rachunku prawdopodobieństwa chyba całkiem zawodzą. Jakby w tym zakresie nie obowiązywały. To co jest mało prawdopodobne zdarza się bardzo często, a najczęściej do tego w najbardziej nieodpowiednim momencie. Amerykanie moją nawet formalne prawo opisujące takie sytuacje, zwane prawem Murpthy'ego. Według tego fatalistycznego prawa sformułowanego na podstawie obserwacji "Jeżeli coś może się nie udać - nie uda się na pewno".


Weźmy na przykład rozmowy telefoniczne. Jeżeli właśnie ktoś zadzwonił na naszą komórkę to jest prawie pewne, że w tym samym czasie zadzwoni również jakiś inny rozmówca. A potem czasami i kilka godzin nie dzwoni nikt.


Albo to co przytrafiło mi się w ostatni piątek. Otóż wybrałem się na taką małą konferencję na temat nowej wersji ITIL 3. Dla niewtajemniczonych wyjaśniam, że ITIL (Information Technology Infrastructure Library) to kodeks postępowania (best practices) dla działów informatyki. Zawiera on zbiór zaleceń, jak efektywnie i skutecznie oferować usługi informatyczne. Od czasu jego pierwszej edycji na początku lat 90-tych uzyskał sporą polularność wśród informatyków, którzy używają jako modelu generalnego modelu usług informatycznych.


Miałem tego dnia ochotę posłuchać w spokoju jakie to zmiany w modelu wprowadza wersja 3 ITIL. Prawie zaraz na samym początku zebrania dopadł mnie jednak telefon od asystentki naszego naj- najważniejszego prezesa. Znacie te asystentki prezesów? Jeszcze jakiś czas temu zwano je po prostu sekretarką, ale dzisiaj to już niemodne. Jak by ich nie zwał są to szalenie ważne osoby od których zależy naprawdę bardzo dużo. Złośliwi twierdzą, że są one dużo ważniejsze od samego prezesa. W każdym razie jeżeli nie chcesz mieć kłopotów z prezesem to należy z nimi dobrze żyć.


Ta asystentka dzwoni do mnie naprawdę rzadko. Jak jestem w moim biurze praktycznie nigdy. Najczęściej dopada mnie na różnych targach, sympozjach czy wręcz na urlopie. Jakby dokładnie wiedziała kiedy mnie nie ma w biurze.


I tak zamiast posłuchać o nowościach ITIL spędziłem sporo czasu na korytarzu dzwoniąc do różnych ludzi, aby załatwić tę rzekomo niezwykle ważną i na dodatek pilną (zdaniem asystentki) sprawę. Aż tu nagle moja komórka zaprotestowała. Po kilku sekundach rozmowy czy odbierania maili wyłączała się po prostu.


I tu pojawił się poważny dylemat. Co tu robić? Wrócić spokojnie na salę konferencyjną czy jechać do firmy aby zakończyć sprawę? W końcu udało mi się wysłać jeszcze kilka SMSów ogłaszając przy tym mą komórkową nieobecność. Po czym wróciłem do Sali konferencyjnej pewny, że już teraz nikt nie będzie zakłócał mego spokoju.

5 komentarzy:

wojtar pisze...

Ja mam tak, że myślę o jakimś kliencie, że dawno już nie było nic od niego słychać -> i wtedy on dzwoni! (nie wiem czy ma to coś wspolnego z prawem Murphy'ego)

Didixi pisze...

Masz po prostu komórkę - przyjaciela. Ja mojej jeszcze nie wytresowałam. Np. kazałam jej oststnio, żeby wyświetlała zamiast standardowego "Witam, miłego dnia" przyjacielskie pozdrowienie "Cześć CHUDA". A ona nie chce...
Myślisz, że w komórce może być jakiś czujnik wagi?
Pozdrawiam...

marga pisze...

w waznych chwilach, nie daje szans komorce do glosu dojsc, albowiem wylaczam sukinsynstwu glos :]

Krzysztof pisze...

@Wojtar, raczej nie. Twoja sytuacja to wręcz przeciwieństwo tego prawa. Jakaś strasznie pozytywna sytuacja. Szczęściarz jesteś!

@Didixi, O takiej komórce jeszcze nie słyszałem. Może to właśnie szansa na całkiem nowy produkt. Można by to zrobić tak jak te auta, którym trzeba chuchnąć i jak poczują alkohol, to nie jadą. A komórka powiedziałaby - "o znowu przytyłeś! Za karę dzisiaj nie będzie żadnych pogaduszek telefonicznych". Albo tylko jedna lub dwie zależnie od wagi.

@Marga, Zdziwiłbym się okrutnie gdybyś Ty nie proponowała rozwiązań radykalnych. ;-) Presja nieustannej 24-godzinnej osiągalności jest w mojej firmie jednak bardzo duża. Może dlatego, że pracuję w telekomunikacji.

marga pisze...

jak meczacy taki 24 godzinny bereitschaft dienst, zdazylam niestety zasmakowac, wspolczuje Ci serdecznie ... a wracajac do wylaczania ustrojstwu glosu, z reguly zapominam go pozniej wlaczac, co tez czasami bywa zgubne :)))