Ale nie o tym chciałem mówić tylko o samym wyjeździe no i o Mattsee. Ogólnie bardzo lubię te różne krótkie wypady w nowe mi jeszcze nieznane miejsca, nawet jak są to wyjazdy służbowe. To jest zawsze pewna szansa wyskoczenia z tego codziennego i dosyć szalonego rytmu i nieco innego spojrzenia na życie. Jeździmy zwykle do bardzo atrakcyjnych miejscowości i mieszkamy w dobrych hotelach, więc jest naprawdę fajnie. Za każdym razem jestem zauroczony okolicą i obiecuje sobie, że wnet przyjadę tu prywatnie. Nigdy jednak, jak dotychczas, tych planów nie zrealizowałem. Sam nie wiem dlaczego.
A teraz już o samym Mattsee. Otóż Mattsee to taka całkiem malutka miejscowość nad niedużym jeziorem o tej samej nazwie, a tuż obok jest i drugie jeziorko. Mattsee otoczone jest uroczymi pagórkami, wokół jest dużo lasów i wspaniale zielonych łąk. Mattsee położone jest bardzo korzystnie jakieś 20 km od nad toż przeładowanego turystami Salzburga. Miasteczko to jest więc łatwo osiągalne zarówno z Wiednia jak i z Monachium.
Mattsee to miasto dla turystów, które żyje dla nich i z nich czerpie swe bogactwo. Gdzie nie spojrzysz zadbane, wychuchane domki z pięknymi fasadami, ozdóbkami, różnymi drewnianymi przybudówkami i balkonikami z których zwisają olbrzymimi przeszło metrowymi kiściami wspaniale kolorowe pelargonie i bratki. Drewniane elementy dodają tym domom swoistego uroku, no a szczególnie atrakcyjne są te bardzo stare, prawie całkiem drewniane. Jak już mówiłem wszystko tutaj czyściutkie i wysprzątane. Ogródki pełne kwiatów i krzewów, jeden ładniejszy od drugiego. Pola dobrze zorganizowane jak z obrazka, a na wspaniale zielonych (tutaj dosyć często i rzęsiście pada) łąkach pasą się błyszczące czystością brązowo-kremowe krowy.
Nocowaliśmy w hotelu zamkowym (Schlosshotel). Już dla samego tego hotelu warto tutaj przyjechać. Pełno w nim starych dupereli, stare drewniane szafy, krzesła i fotele. Wszystko jednak czyściuteńkie, zadbane. Hotel pełen zakamarków i przeszklonych werand sprawia nieco tajemnicze wrażenie. Pokoje duże, dobrze wyposażone i bardzo przytulne, tak jak i cały ten stary hotel.
Mattsee to czysty spokój. Nie dzieje się tu praktycznie nic. Można poszwędać się po miasteczku (ale to nie trwa długo, bo dziura to straszna) czy okolicy, popływać w jeziorku wpław albo jakąś tam łódeczką i wypić kawę czy piwo w jednej z wielu tutejszych kawiarni czy restauracji. To urokliwe, zadbane i delikatnie mówiąc lekko śpiące miasteczko, jak i ta łagodna, ale wcale nie nudna okolica, działa bardzo uspokajająco. Łatwo tu wyciszyć się kilka dni, bo dłużej tego chyba nikt nie wytrzyma. No może jedynie ci emeryci, których tutaj pełno jest. Jeżeli więc masz stargane nerwy, wszystko cię irytuje, na nic nie masz siły to Mattsee jest idealne. Po kilku dniach pobytu tutaj wracasz jak nowo narodzony to codzienności. Ja niestety musiałem to już zrobić po kilku godzinach ;-(