środa, czerwca 18, 2014

Mocne postanowienie podjęte w kawiarni Florian

Parę dni temu obejrzałem w telewizji niemieckiej reportaż o Wenecji. O jej wspaniałych pałacach, okresie wielkości i dominacji. Wspomniano tam również kawiarnię Florian przy Procuratie Nuove koło Piazza San Marco, jedną z najstarszych ciągle funkcjonujących europejskich kawiarń, miejsce spotkań intelektualistów i elit Wenecji. W tym momencie przypomniały mi się tamte już nieco odległe lata. Był to rok 1998 a może 1999. Spędziliśmy wtedy ze znajomymi niezapomniany weekend. Kolega B był wtedy wielbicielem Włoch. Jeździł tam dosyć często i opowiadał zawsze szalenie interesująco i barwnie o włoskiej architekturze, kulturze i niepowtarzalnym włoskim stylu życia. Szczególnie był on, a chyba nawet dużo bardziej jego żona, zauroczony Padwą. Padwa znajduje się zaledwie kilkanaście kilometrów od Wenecji i oczywiście blask tego miasta na wodzie (czyli Wenecji) przyćmiewa Padwę, która jest dzisiaj nawet turystycznie miastem bez specjalnego znaczenia. Miasto to ma jednak wspaniałą historię i znawcy dużo chętniej je odwiedzają niż przeludnioną i krzykliwą Wenecję. Padwa to też siedziba jednego z najstarszych uniwersytetów europejskich, uniwersytetu na którym kształcili się przybysze z całej Europy, wielu również z Polski. Najbardziej znani z polskich studentów są chzba Kochanowski i Kopernik. Pani kolegii B to historyczka, rozkochana bardzo we Włoszech, średniowieczu i renesansie, więc Padwa to był dla niej raj.

Jednego razu kolega B razu zaproponował spotkanie w Padwie. Wraz z naszymi paniami. Widywaliśmy się wprawdzie od czasu do czasu we Wiedniu, próbowaliśmy naszych sił we wspólnych projektach. Nigdy jednak nie spotkaliśmy się w czwórkę. Odważnie zgodziłem się. Spotkaliśmy się więc pierwszy raz w czwórkę w Padwie w piątek po południu. Początkowo atmosfera była nieco sztywna. Na szczęście przed kolacją odwiedziliśmy ulubiony sklep z winami kolegii B i jego żony. Ja w tamtym czasie byłem prawie abstynentem, a do wina miałem stosunek obojętny. W tym sklepiku kolega B namówił nas jednak na degustację różnych włoskich win. Staliśmy przy tym wokół sporej beczki, która była jedynem stołem w tym sklepie. Nagle, z chwili na chwilę, przy drugim czy trzecim toaście poczułem się świetnie. Nastrój całej naszej grupki poprawił się, panie przeszły wreszcie na ty. Żartowaliśmy, śmialiśmy się i było wspaniale. To wtedy kupiłem kilka butelek wyśmienitego włoskiego wina i próbuję być koneserem win. świetny humor towarzyszył nam również przy wyśmienitej kolacji w dobrej restauracji. Bawiliśmy się do nocy i wróciliśmy, jak się okazało, zbyt późno do hotelu. Portierka z bardzo obrażoną miną czekała na nas specjalnie przy wejściu, bo o dwunastej zamykają tam bramę.

Następnego dnia zwiedzaliśmy Padwę i jej uniwersytet, a w niedzielę w drodze powrotnej wpadliśmy na krótko do Wenecji. To właśnie tam, popijając kawę u Floriana, podjęliśmy zabowiązanie. Przy stoliku obok siedział facet i pracował na swoim laptopie. Kolega B i ja byliśmy wtedy zafascynowani pracą niezależną. Niezależny doradca czy programista, pisarz, dziennikarz, czy inne wolne zawody imponowały nam bardzo. Chodziło głównie o niezależność, o możliwość decydowania jak i kiedy pracujemy. Praca w kawiarni, w parku czy w innych przez nas wybranych miejscach to był nasz cel. Praca tam gdzie inni spędzają urlop czy odpoczywają to była ta niezależność do której wtedy dążyliśmy. Tak więc pijąc kawę u Floriana postanowiliśmy, że najpóźniej za rok rzucimy nasze aktualne prace i będziemy całkowicie niezależni.

Czy udało nam się zrealizować te plany? I tak i nie. Nie, bo nadal pracujemy na posadach, chociaż kolega B był dużo bliższy osiągnięcia tego celu. Trochę jednak tak, bo na naszych aktualnych posadach możemy w dużym stopniu decydować jak i kiedy pracujemy.

Niestety do Padwy już nie jeździmy. Za dużo pracy. ;) Kolega B przestawił się na Hiszpanię, a my chętniej spędzamy urlopy w okolicach Lago di Garda.

4 komentarze:

Anna Kowalska pisze...

Z tymi postanowieniami to tak różnie bywa... wiele czynników sie składa na to czy cos sie uda czy nie.
Ale ciekawa jestem czy stałeś sie koneserem/smakoszem win i jeśli tak to jakie preferujesz, bo mnie szczerze mówiąc bardziej smakują wina z tzw. nowego świata wiec Australijskie, Chilijskie, Argentyńskie, Kalifornijskie itd...

Krzysztof pisze...

@Aniu, koneserem nie jestem. Chętnie pijam wino w umiarkowanych ilościach i patrzę dokładnie co piję. I tutaj jestem absolutnym tradycjonalistą. Pijam praktycznie tylko wina ze starego świata. Większość austiackich, bo Austria jest poważnym producentem win. Kupuje je w pobliskich winiarniach bezpośrednio. A po za tym bardzo lubię włoskie i każdy wyjazd do Włoch to dobra okazja, aby zaopatrzyć piwniczkę.

Anna Kowalska pisze...

A to ciekawe, bo Austria z tego co mi wiadomo nie posiada dobrych win czerwonych? Chyba nikt mi ich nie polecał ani nie spotkałam na polce sklepowej nigdzie.
Znam i czasem degustuje wina austriackie ale tylko białe i deserowe i typu musujące. Nawet niedawno nabyliśmy tutaj w Japonii (bo tu w sklepach masa dobrych win z najróżniejszych stron świata) jakiegoś austriackiego Gewurtza... i nie przeczytawszy dokładnie naklejki okazało sie, ze było to wino słodkie, czego nie lubię. Nie pasował do obiadu ale... do deseru jak najbardziej.
Co do win włoskich no wiadomo to już klasyka (nieco droga w Polsce), a jako, ze masz blisko to zrozumiale, ze stamtąd przywozisz.

Krzysztof pisze...

@Aniu, widzę, że to Ty jesteś prawdziwym koneserem. ;) A co do austriackich czerwonych to są wyśmienite. Polecam przede wszystkim te z Burgenlandu. Ja najczęściej pijam Zweigelt, ale są też dobre Blaufränkisch i St. laurent. A najlepszy chociaż bardzo mało znany jest blauer wildbacher. Normalnie robią z tego winigrona w Styrii różowe wino zwane tutaj schilcher, którego ja nie lubię. Strohmeier http://mcselections.com/index.php?id=98 robi wyśmienite czerwone. Z innych winiarni to polecam Hillinger https://www.leo-hillinger.com/de i Pfneisl http://www.wine-pentagon.com .

Białe słodkie to ja praktycznie nie znam. Jedyne co tu robią to tak zwane eiswein, czyli wino z winogron zrywanych po pierwszym mrozie. Typowe białe austriackie to grüner veltliner, ale mają też świetne chardonnay i weissburgunder. Ja kupuję białe w pobliżu u Rolanda Minkowitscha z Mannersdorf. http://www.roland-minkowitsch.at