niedziela, września 23, 2007

Odczytowe sprzedawanie

Po raz pierwszy w mym już dosyć długim życiu udało mi się w tym roku nieźle sprzedać moją pracę. Mam za sobą już wiele trudnych i udanych projektów. Jednak jak dotąd nigdy nie prezentowałem mych osiągnięć szerszej publiczności. Zawsze uważałem, że chociaż projekt nie był łatwy i nasze rozwiązania były z pewnością bardzo nieszablonowe, żeby nie powiedzieć twórcze, to nie jest to nic nadzwyczajnego i na tyle interesującego, aby pokazać to innym. Powoli też emocje projektowe mijały, a wraz z nimi zapal do mówienia o projekcie. No a do tego nowy projekt właśnie zaczynał się i przejmował całą moją koncentrację. "Chętnie napisałbym czy opowiedział coś o tym ostatnim projekcie, ale nie mam czasu, bo nowych zadań mnóstwo" - odpowiadałem na liczne zapytania. To chyba takie typowe nastawienie technika, który najchętniej robi coś konkretnego, a nie tylko gaga piknie o tym co zrobił.


Tak gdzieś przed dwoma laty powoli przełamałem tę barierę i zacząłem prezentować osiągnięcia mojego zespołu na różnych fachowych konferencjach. W zeszłym roku roku projekt był jeszcze w pełnym toku, więc starczyło czasu tylko na dwie prezentacje. Prawdziwy boom nastąpił tego roku, a właściwie tej jesieni. Ciągle jestem zapraszany na różne konferencje, aby tam pokazać nasze rozwiązania. Mam już za sobą kilka odczytów, a w planie osiem dalszych, większość w Austrii, ale trzy w Niemczech. Powoli nie nadążam produkować nowych slajdów, bo przecież tych samych zbyt często nie można pokazywać.


Ten tydzień był szczególnie ciężki, bo na dwóch konferencjach wystąpiłem z dwoma tematycznie różnymi odczytami. Aby coś tam rozsądnego tym przeszło stu ludziom pokazać trzeba się przecież nieco przygotować. Jak chodzi o slajdy to jestem perfekcjonistą. Pracuje nad nimi długo i ciągle, prawie do ostatniej chwili, poprawiam - zarówno treść jak i grafikę. Przygotowuję też swego rodzaju scenariusz prezentacji, tak aby przekazać jak najlepiej moje idee. Często mam problem z nadmiarem informacji, które chcę przekazać. Moje slajdy muszą być kolorowe i ciekawe. Staram się też, aby były chociaż trochę dowcipne, ale to rzadko mi się udaje.


No a na koniec trzeba też dobrze przygotować tekst do slajdu, to co będę mówił. Przez długi czas nie robiłem tego. Po prostu omawiałem poszczególne slajdy dosyć spontanicznie, bazując na dobrej znajomości tematu. Taka prezentacja jest też dobra, bo jest autentyczna i w moim przypadku mocno emocjonalna. Zawsze przekazuje słuchaczom moje głębokie zaangażowanie w temat, a to robi dobrze wrażenie. Niekiedy jednak odczyt taki jest nieco chaotyczny, część informacji gubi się kompletnie albo nie jest precyzyjnie przekazana. Ostatnio przygotuję więc tekst do każdej foli i w ten sposób bardzo precyzyjnie i ściśle buduję temat. Próbowałem przez jakiś czas uczyć się tych tekstów na pamięć. Nigdy mi się to w pełni nie udało i w efekcie wychodziło gorzej niż jeżeli mówię spontanicznie. Stawałem przed publicznością i próbowałem wydłubać z głowy co mam powiedzieć. Jednym słowem dukałem i brakowało mi spontaniczności. Na szczęście przeskakiwałem w takich sytuacjach dosyć szybko na wolną mowę i jakoś ratowałem się w ten sposób. Aby mówić kompletnie z pamięci potrzebowałbym mnóstwo czasu na przygotowanie, a tyle go nie mam.


W między czasie opracowałem w nieco inny sposób tę już wspomnianą technikę dokładnych tekstów do slajdów, tekstów których uczę się tylko częściowo. Nie po to by je dokładnie powtórzyć, tylko aby wiedzieć dokładnie, co mam powiedzieć. I to funkcjonuje wspaniale. Mówię wprawdzie własnymi słowami, ale tematycznie przekazuje dokładnie treść którą przygotowałem. To taki kontrolowany luz, dzięki któremu nie tracąc nic z zawartości mogę mocno emocjonalizować przekaz włączając w to również całkiem spontaniczne elementy jak anegdoty czy dyskusje z publicznością. Często też wyłapuje z poprzedzających odczytów lub z czegoś w sali (na przykład plakatu) coś pasującego do mojej prezentacji i nawiązuje do tego. Daje to dodatkowe skojarzenia i wzbogaca odczyt.


Mój główny cel w trakcie odczytu to nie przynudzać. Zważywszy na szalenie nudne tematy które prezentuje nie jest to łatwe zadanie. Staram się mówić niemonotonnie, zmieniam często siłę i ton głosu. Szczególnie zaraz na samym początku staram się wyrwać publikę z tego stanu błogiej drzemki, w który wprowadzili ich moi poprzednicy. Nie stoję też w miejscu tylko poruszam się i gestykuluję. Podchodzę przy tym jak najbliżej do publiczności, szukam intensywnie kontaktu wzrokowego z ludźmi, ale nie skupiam się przy tym na jednej osobie. Zawsze mówię do kogoś konkretnie, praktycznie nigdy nie patrząc w przysłowiowe niebo. Nie stoję też nigdy tyłem do publiczności, no i nie czytam też tekstu ze slajdów - to może każdy słuchacz zrobić sam. Niekiedy tylko popadam w euforię - a zdarza mi się najczęściej kiedy mam na odczyt mało czasu - zaczynam wtedy mówić zbyt szybko i nieco chaotycznie. Na szczęście nie zdarza się to zbyt często i staram się takie sytuacje mocno kontrolować.


Nauczyłem się sporo od Amerykanów, których widuję na różnych międzynarodowych konferencjach. U nich odczyt to prawdziwe show. Amerykanie starają się porwać ze sobą publiczność, są bardzo energiczni i głośni. Europejczycy natomiast koncentrują się przeważnie na dosyć monotonnym przekazywaniu informacji. Podoba mi się ten amerykański styl prezentacji i do pewnego stopnia staram się ich (Amerykanów) naśladować.


Czy te prezentacje coś dają? Czy ten spory nakład pracy ma sens?


Moim celem było i jest zaistnienie w kręgach fachowych. Zdobycie pewnego uznania jako specjalista. Prezentacje to z pewnością jedna z metod dla osiągnięcia tego celu.


Niejako na marginesie pojawiają się dwie pośrednie korzyści z tych odczytów. Pierwsza korzyść to bezpośrednia osobista satysfakcja zaraz po prezentacji. Poczucie zadowolenia z dobrej prezentacji i pewnego uznania publiczności. To świetnie poprawia nastrój (przynajmniej mój) i chyba nieco dowartościowuje. A druga korzyść to dużo bardziej systematyczne podejście do tematu w trakcie przygotowań prezentacji. Temat trzeba pokazać tak aby był zrozumiały dla innych. Trzeba wydobyć z niego punkty najważniejsze i skondensować je w tych 30 minutach prezentacji. Trzeba zbudować z tego logiczną, spójną całość. Sądzę, że takie przygotowanie polepsza również i moje zrozumienie tematu.


W czasach, w których wszystko trzeba sprzedawać, nie można siedzieć cicho. Pytaniem nie jest więc, co dają mi te prezentacje, tylko co stracę, jak ich nie będę robił.

10 komentarzy:

Didixi pisze...

Gratuluję! Poza pieniędzmi liczy się też satysfakcja! Może nawet bardziej... :)

Krzysztof pisze...

Dzięki serdeczne. Takie życie tylko dla szmalu byłoby bardzo ubożuchne, nieprawdaż?

Marcin Maj pisze...

Też podoba mi sie amerykański styl prezentacji i muszę przyznać, że mam poważne problemy ze wstrzeleniem się w niego, mimo ogromnych chęci.

marga pisze...

moje gratulacje!
w polowie mojej trzyletniej szkoly, jako Industrie Meister für Schutz u.Sicherheit mielismy, jako przyszla Führungskraft i mozliwy Dozent w IHK, egzamin z prezentacji, dla mnie to byl horror, ktory nie wiem jakim cudem przeszlam i chociaz lubie gadac, do prezentacji sie nie nadaje, tym bardziej Ciebie podziwiam :)))

Krzysztof pisze...

@Marga, bardzo miła jesteś. ja też niekiedy jestem zaskoczony, bo jeszcze przed wielu laty to też nie było moim ulubionym zajęciem. Jak to wszystko w życiu może zmienić się ;-)

Didixi pisze...

Ten artykuł o ruchomych chodnikach to właśnie lata 20. XX wieku... Dlatego Paryż jest tam stolicą świata. :)

ania-usa pisze...

Kilka razy mialam okazje wystapic jako prezentujaca ,a nie sluchajaca prezentacji. W jezyku obcym na dodatek. Zdecydowanie nie dla mnie. Za duzy stres. Fachowe pytania, brak angielskich slow. Ufff, ciesze sie ze nie musze tego robic na codzien.
CO do amerykanskiego sposobu prezentacji ,t o kluczem jest chyba bezposrednosc: rozmawiac ze sluchajacymi jak z rownymi, tlumaczyc jak dziecku, dawac obrazowe, zyciowe przyklady, ktore na dluzej pozostaja w pamieci. I usmiech. Duzo usmiechu :) (zauwazyles ten czesto nieszczery amerykanski usmiech?):)

Krzysztof pisze...

@Ania, Dokładnie tak jest. Najwięcej informacji pozostanie jeżeli przekażesz ją na wesoło. Może amerykański uśmiech nie zawsze jest szczery, ale wolę go od tej śmiertelnej europejskiej powagi. W moich prezentacjach jej nie ma!

Mówienie do ludzi po niemiecku nie sprawia mi już na szczęście większej trudności. Niekiedy nawet potrafię być szalenie elokwentny. Gorzej jest z prezentacjami po angielsku, a taka mnie czeka za trzy tygodnie. Będę musiał lepiej przygotować się.

jazzowa pisze...

Gratuluję...
Poza tym również tego, że się przełamałeś w temacie mówienia o swoich projektach...
Ja nadal mam opory...
Ale również nauczyłam się już tego, że przed spotkaniami "na szczeblu" w punktach zapisuję hasła, w których muszę się rozwinąć... by mi nie poumykały...
Dobra metoda...

I co tam.. jeszcze raz gratuluję tak pozytywnego odbioru... Poczucie satysfakcji musi być zaiste wielkie... :o)

Krzysztof pisze...

@jazzowa, no nie powiem jest troche satysfakcji.

A takie krotkie notatki to naprawde swietna rzecz