czwartek, stycznia 03, 2013

10 lat biegania

Tak to już 10 lat minęło od kiedy zacząłem intensywnie biegać. A rozpocząłem dosyć późno, bo krótko przed pięćdziesiątką. Przedtem uprawiałem wprawdzie różne sporty i kilka razy próbowałem też biegać ale nie były to próby zbyt konsekwentne.

Zdopingował mnie do tego zapewne ten niemiecki doradca, który wtedy asystował mi przy dużym projekcie. Spędzaliśmy sporo czasu razem więc również gadaliśmy o sprawach prywatnych, Ten sześćdziesięciolatek opowiadał mi często a swojej świetnej kondycji i różnych sportowych sukcesach. Martin biegał dużo i zaliczył nawet kilka maratonów. Wszedł mi chyba trochę na ambicję, bo postanowłem też spróbować. 

Początki były trudne. Próbowałem biegać koło domu taką 6 kilometrową pętlę. W trakcie pierwszych biegów nie mogłem się doczekać końca. Brakowało mi tchu i czułem mocną potrzebę zatrzymania się. Tuż przed końcem pętli droga mocno zakręcała, ale kilometr wcześniej też był podobny zakręt. Pamiętam, że widząc ten zakret cieszyłem się, że to już koniec tego wysiłku. Często jednak myliłem te zakręty i ta przedwczesna radość oznaczała  rozczarowanie i zaciskanie zębów jeszcze przez kilometr. 

 W ten sposób biegałem przez kilka tygodni dwa razy w tygodniu a więc w sumie 12 kilometrów w tygodniu. Jakiś przypadkowo spotkany doświadczony biegacz powiedział mi, że ważne jest, aby biegać przynajmniej 20 kilometrów tygodniowo. A ja wymęczam z trudem te 12 kilometrów bez widoku na wiele więcej. Jednak już kilka tygodni później pokonywałem te moje 6 kilometrów bez większych kłopotów. Nauczyłem się też biegać bardzo powoli - wbrew pozorom nie jest łatwo biegać powoli. Większość początkujących biegaczy biega zbyt szybko, tak jakby chcieli jak najszybciej dobiec do swego celu - i mogłem przebiec bardzo długie dystansy. Szybko zwiększyłem też częstotliwość i wydłużyłem trasę. 20 kilometrów na tydzień pokonywałem wnet bez problemu. 


Krótko potem zacząłem biegać półmaratony i bieganie stało się moją główną pasją. Biegałem rano i wieczorem, biegałem prawie codziennie od 6 do 16 kilometrów. Tydzień w tydzień biegałem 30 do 40 kilometrów, a niekiedy nawet dochodziłem do 70! W tamtych latach przebiegałem rocznie prawie 2 tysiące kilometrów. Biegalem wokół mojej wsi, we Wiedniu i okolicy, a na każdy wyjazd zabierałem ze sobą buty do biegania. Jeździłem biegać w góry, biegalem nad morzem, biegałem w miastach które odwiedzałem, biegałem praktycznie wszędzie. Biegałem w lecie w największe upały i w zimie przy solidnym mrozie i w śniegu. Brałem udział w kilku imprezach biegowych rocznie. Prowadziłem dokładne statystyki i notowałem każdy bieg i jego parametry.


Przez kilka lat byłem chyba mocno uzależniony od biegania. Dzień bez biegania był dla mnie dniem straconym.

Chyba dopiero cztery lata później powoli mój zapał do biegania zmalał. Biegałem nadal ale już nie tak intensywnie jak przedtem i bez aż takiego zapału. Nie zaprzestałem jednak biegać, ale w ciągu roku biegałem już tylko 1000, a potem 750 kilometrów. 

I tak biegam do dzisiaj. Man intensywne fazy i okresy słabsze, ale w skali roku nadal osiągam pewną regularność. Nie prowadzę już statystyk więc tylko szacuję moją roczną dawkę biegania na około 500 kilometrów. Po każdym biegu odczuwam nadal dużą satysfakcję i mam takie poczucie spełnienia i również siły. Po prostu lubię biegać!

4 komentarze:

marga pisze...

gratuluje wytrwalosci i rocznicy, ale nigdy nie pojme zjawiska ;)))

DoxtraduS pisze...

Gratuluję realizowania pasji. Mnie, jako młodemu odbiorcy, dobrze czyta się teksty, w których dorośli przekazują wartości znaczące dla mojego pokolenia. Obecnie zamiłowanie do biegania chyba nieco zamiera, ja sam ćwiczenia porzuciłem już kilka lat temu. Tym bardziej doceniam pański zapał.

Wojciech pisze...

Trafiłem na tę stronę przez Google, nie powiem ciekawa :)

Maja pisze...

Świetny wpis. Znalazłem Twojego bloga w google.