wtorek, lutego 17, 2009

From Evernote: Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło

Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło

by krzyszm

Tak twierdzi Oliver Tanzer, autor książki "wszystko będzie dobrze". Książki która z pewnością nie ukaże się po polsku i jej znaczenie będzie li tylko regionalne, chociaż dotyczy ona przecież kryzysu o skali globalnej.

Oliver Tanzer twierdzi na podstawie analizy wielu kryzysów z przeszłości, że   po każdym takim kryzysie dotknięty przez niego system społeczny czy gospodarczy ulepsza się. Kryzys to więc nic naprawdę strasznego, a raczej szansa na udoskonalenie.

Tego typu pozytywne tezy w sytuacjach trudnych poprawiają nieco ostatnio nadtoż posępny nastrój i dzięki temu działają pokrzepiająco. Jednak faktem jest, że każdy kryzys ma swych przegranych. Dla nich ta poprawa pokryzysowa tylko powiększa gorycz ich porażki.

środa, lutego 04, 2009

Kryzys na światowym forum ekonomicznym

DAVOS/SWITZERLAND, 24JAN04 - Bertie Ahern, Tao...Image via Wikipedia

Kryzys gospodarczy dotarł również na światowe forum ekonomiczne 2009 w Davos. Jeszcze w zeszłym roku dyskutowano tam gorliwie o postępie, o nieustannym wzroście i związanych z nim problemach. A tu proszę zamiast wzrostu gospodarczego mamy dramatyczne spadki. Ten podły kryzys widocznie zaczaił się gdzieś za rogiem i zupełnie zaskoczył wybitnych polityków, ekonomów, finansowych speców i nawet tak zwanych futurologów.

Zaskoczeni wykazali się jednak doskonałym refleksem Natychmiast zaprosili kryzys na salony i podejmują go hojnie nie zważając na koszta. A kryzys grubieje z dnia na dzień i panoszy się bezczelnie. Siedzi sobie w samym środku obrad i przysłuchuje się z zadowoleniem niezliczonym dyskusjom na swój temat. Chętnie też przyjmuje składane mu w darze datki, zwane fachowo planami pomocy czy pobudzenia gospodarki.

Wychwalaniu kryzysu teraz już nie ma końca. Jaki on wielki, chyba w ogóle największy. Wszechogarniający rozlewa się po całym świecie i ogarnia praktycznie wszystkie sfery naszego życia. A jak szybko zapanował i to tak zupełnie niespodziewanie. Jeszcze wczoraj był dobrobyt powszechny, a już dziś kryzys totalny.

Tylko nieliczni w tych tak niedawnych czasach mlekiem i miodem płynących przebąkiwali coś o latach chudych, o gwałtownej zmianie, o możliwym kryzysie. Ale kto wtedy chciał ich słuchać, tych niepoprawnych pesymistów.

Teraz jednak pesymiści są górą. Podnieśli głowy dumnie i mówią z nieukrywaną satysfakcją - "a nie mówiłem!". Jeden z nich - Nouriel Roubini, professor ekonomii na uniwersytecie w Nowym Jorku - zagościł na dobre w centrum światowego forum ekonomicznego. Rozsiadł się wygodnie tuż obok samego kryzysu i przyjmuje pielgrzymki ciekawskich dziennikarzy i licznych tuzów polityki i gospodarki. "Skąd wiedziałeś o kryzysie?" - pytają go. A on, ten spełniony wróżbita, ten prorok kryzysu - zawistni koledzy tytułują go nawet jako Dr. Doom czyli Zagłada - opowiada im o podobieństwie aktualnej sytuacji do tej z poprzednich kryzysów. Jak to tylko podobieństwa dziwują się wszyscy. Bo oni, naiwni, myśleli że Roubini zbudował fenomenalny model gospodarczy umiejący bezbłędnie przewidzieć wszelkie zmiany kierunku i zachwiania gospodarki światowej.

W tylnych rzędach zgromadziła się grupka zawistnych kolegów, którzy zbyt długo stawiali na postęp i wzrost. Ci przegrani złośliwcy porównuja Roubiniego do stającego zegara. Roubini, zdeklarowany pesymistą głoszący kryzys od lat wielu kiedyś przecież musiał trafić w rozwój wydarzeń. To tak jak stojący zegar, który dwa razy na dzień pokazuje właściwą godzinę.

Wczorajsi optymiści szybko smarują sobie twarze na czarno i prześcigają się w coraz posępniejszych przepowiedniach. To nic, ze zaprzeczają przy tym temu co sami głosili jeszcze nie tak dawno. Przecież tego już i tak nikt nie pamięta. A dzisiaj ważne jest aby nie wypaść z trendu.

W tej sytuacji chyba na próżno czekać nam na śmiałka, który stawi czoła temu kryzysowi. śmiałka który przekłuje kryzys piką rozsądku aby stwierdzić, że to tylko bańka mydlana nadmuchana naszym strachem i owczym pędem ku masowej histerii pogłębiającej - jeżeli go nie tworzącej - dramatyzm sytuacji. Jeżeli wszyscy uwierzymy że jest źle to na pewno tak będzie i to całkiem niezależnie od rzeczywistej sytuacji gospodarczej.


Reblog this post [with Zemanta]

wtorek, stycznia 27, 2009

Entrepreneurship

... to znaczy przedsiębiorczość. Przedsiębiorczość rozumiana jako zdolność do budowania czegoś nowego, wdrażania w życie nowatorskich pomysłów i podejmowania sporego ryzyka związanego z działalnością gospodarczą w nowych, dotychczas nieistniejących dziedzinach gospodarki.

Entrepreneur to znaczy przedsiębiorca. Ale nie taki całkiem normalny przedsiębiorca, który działa w dobrze już rozpoznanych sektorach gospodarki. To śmiałek, który tworzy coś całkiem nowego, który kreuje całkiem innowacyjne produkty i usługi. Ta właśnie oni otwierają dla nas nowe perspektywy i przyczyniają się znacznie do rozwoju gospodarczego. Bez takich ludzi grozi nam stagnacja.

W naszym wspólnym społecznym interesie jest popieranie przedsiębiorczych ludzi gotowych podjąć wyjątkowe ryzyko. Szczególnie w Ameryce, gdzie przedsiębiorca jest bardzo ceniony i jest integralną częścią amerykańskiego mitu, istnieje wiele programów popierania przedsiębiorczości. Jak na przykład fundacja Kauffmana. Jej celem jest społeczeństwo ekonomicznie niezależnych osób, które swą działalnością polepszają sytuację lokalnych społeczności. Założyciel fundacji, Ewing Kaufman, to typowy amerykański self-made man. Założył on firmę farmaceutyczną w piwnicy swego domu i był na początku jej jedynym pracownikiem. Po 40 latach sprzedał swój business, w którym zatrudniał już 3400 ludzi, za miliard dolarów.

Aktualnie szefem fundacji Kauffmana jest Carl Schramm, uznany przedsiębiorca i filantrop, którego The Economist nazywa "ewangelistą przedsiębiorczości".

Fundacja Kauffmana organizuje w ostatnich latach światowy tydzień przedsiębiorczości. Jego celem jest zapoznanie młodych ludzi, przede wszystkim uczniów i studentów, z ideą przedsiębiorczości i zachęcanie ich do podejmowania takiej działalności. W zeszłym roku wzięło w nim udział 78 państw, w tym również Polska. W ramach tego światowego tygodnia przedsiębiorczości w Polsce zorganizowano 1500 imprez w których wzięło udział 85 tysięcy uczniów i studentów z całego kraju. Największym projektem była "otwarta firma", w ramach którego młodzież odwiedzała firmy, aby zapoznać się z ich działalnością.

Ciekawe ilu z nich, zamiast szukać ciepłych państwowych posadek, wybierze trudną drogę przedsiębiorczości.

Linki:

- Przedsiębiorczość
- Entrepreneurship
- Carl Schramm
- Fundacja Kauffmana
- światowy tydzień przedsiębiorczości
- Self-made man

piątek, stycznia 16, 2009

Marzenie o gwiazdach

Peter Diamandis ma jedno wielkie marzenie. Chce on wyprowadzić ludzkość w kosmos. Chce otworzyć nam drogę do tego niebotycznie wielkiego rezerwuaru przestrzeni i surowców i uwolnić nas od ziemskiej ciasnoty i ograniczeń.

Od wczesnego dzieciństwa Diamandis jest zafascynowany lotnictwem i kosmosem. Bracia Wright, Lindbergh i inni nieustraszeni ludzie gotowi poświęcić swoje życie dla jednej wspaniałej idei to jego idole. Ich wielkość to zdolność przekroczenia nieosiągalnych granic, uczynienia czegoś co w powszechnej opinii uchodzi za niemożliwe.

A trochę później, w czasie gdy Diamandis, dorastał, realizowany był program Apollo. Peter Diamondis śledził zafascynowany pierwsze ludzkie kroki na księżycu i absolutnie wszystko związane z tymi lotami. I ta fascynacja pozostała mu do dzisiaj. Jego rozczarowanie było wielkie gdy zatrzymano program Apollo. Wtedy to chyba postanowił ze to właśnie on otworzy wrota kosmosu ludzkości. Zrozumiał on też, że jedynie poprzez prywatne inicjatywy może ten cel
osiągnąć.

Peter Diamandis, Amerykanin greckiego pochodzenia, absolwent MIT, założyciel i prezes wielu firm i organizacji - jak na przykład Zero Gravity Corporation, która urządza loty w trakcie których można przeżyć stan nieważkości - ma olbrzymi dar przekonywania. Jego głęboka wiara, że to co jest niemożliwe dzisiaj jutro będzie czymś powszechnym otwiera mu drzwi sponsorów i przekonuje ostatnich wątpiących.

W roku 1995 Diamandis zakłada fundację X Prize. Celem X Prize jest wspieranie wszelkich inicjatyw i rozwoju technologi przydatnych do podróży kosmicznych. X Prize wyznacza konkretne cele i bardzo wysokie nagrody za ich osiągnięcie. Motywem przewodnim X Prize jest "Rewolucja poprzez współzawodnictwo".



Pierwsza nagroda w wysokości 10 milionów znaną jest jako Ansari X Prize. Wygrał ja w roku 2004 zespół wokół Paula Allena (jeden z założycieli Microsoftu) za wystrzelenie w kosmos statku SpaceShipOne zdolnego do transportowania 3 ludzi na co najmniej 100 km ponad powierzchnię ziemi.


Następny, logiczny krok to lądowanie na księżycu w roku 2014 - Google Lunar X Prize. 16 firm walczy tutaj o piękna sumkę (pomijając naturalnie ten wspaniały cel), a mianowicie 20 milionów, którą ufundował Google.

Pomysł wyznaczania nagród za osiągnięcie czegoś w danym momencie nieosiągalnego nie jest wcale tak całkiem nowy. Do historii weszła nagroda Ortegi w wysokości 25.000 dolarów - ciekawe jaką wartość miałyby ta suma dzisiaj - za pierwszy przelot samolotem nad Atlantykiem. Nagrodę tę zgarnął Lindbergh w roku 1927.


Fundacja X Prize to już prawie fabryka nagród. Cała seria takich nagród w różnych dziedzinach jak motoryzacja, genetyka jest właśnie przygotowywana, a wyścig w kosmos właśnie trwa.

Peter Diamandis znalazł chyba optymalna drogę do realizacji swoich marzeń. Te olbrzymie nagrody mobilizują niezliczonych śmiałków jak również spore zasoby finansowe. Dzięki temu wpływ tych nagród na ukierunkowany rozwój praktycznych zastosowań sięga daleko poza wymiar tych sporych, ale wobec wyznaczonych celów skromnych nagród Chyba jeszcze niejeden raz usłyszymy o tym miłym Amerykaninie greckiego pochodzenia i jego organizacji X Prize.

Linki:

Reblog this post [with Zemanta]

piątek, stycznia 09, 2009

Ukradli ciastko świąteczne, a wszyscy myśleli, że chodzi o karty kredytowe!

Niekiedy bardzo podejrzane sytuacje znajdują bardzo proste wyjaśnienia. Tak też było w przypadku kradzieży danych kart kredytowych z Landesbank Berlin. 13 Grudnia gazeta Frankfurter Rundschau otrzymała przesyłkę od nieznanego informatora zawierającą dane 130.000 tysięcy kart kredytowych na mikrofiszkach. Gazeta natychmiast przekazała tę paczuszkę prokuraturze, a ta wszczęło niezwłocznie śledztwo. Jednocześnie jednak informacja poszła w świat. Media niemieckie (i nie tylko) rozpisały się solidnie na ten temat. W prasie pełno było spekulacji o słabych zabezpieczeniach i zarzutów pod adresem banku i firmy Atos Worldline, która autoryzuje kredytowe transakcje dla banku.

Landesbank Berlin rozpoczynał już przygotowania do wycofania tychże kart z obiegu, gdy po tygodniu prokuratura przedstawiła wyniki dochodzenia. Otóż wyjaśnienie jest całkiem trywialne. Całe zamieszanie spowodowali kurierzy firmy przesyłkowej. Ukradli oni ciasto świąteczne (Weihnachsststollen) wysłane do redaktora naczelnego Fankfurter Rundschau. Aby zatuszować tę drobną kradzież nakleili etykietę z ciastowej przesyłki na jedną z paczek przeznaczonych dla Landesbank Berlin. I tak oto dane kart kredytowych zamiast trafić do banku znalazły się w gazecie. Okazało się też, że firma którą Landesbank Berlin zatrudnia normalnie do takich przesyłek - i która
z pewnością zobowiązała się do absolutnie rzetelnego i godnego zaufania wypełniania powierzonej jej usługi - przekazała tę przesyłkę jakieś innej firmie. I to kurierzy tej innej firmy złakomili się na ciastko.

Prokuratura oznajmiła też, że było to chyba najdroższe w historii dochodzenie w sprawie skradzionego ciasta! Prokuratura nie wyjaśniła niestety jak złodzieje stwierdzili, że w przesyłce znajduje się ciastko. Wywęszyli je czy co? ;)

Nie ma więc wielkiego skandalu z powodu kradzieży danych kart kredytowych. Według mnie jednak sprawa ma kilka wątpliwych aspektów. Nie wyjaśniono dotychczas, dlaczego transport danych kart kredytowych - wraz z pinem! - odbywa się takim niebezpiecznym sposobem. Dlaczego transportowane są piny jednocześnie wraz z innymi danymi. Mniej naiwni kurierzy mogą przecież bez trudu skopiować te dane i nieco lepiej zatuszować sprawę niż te słodkie łakomczuchy!





Reblog this post [with Zemanta]

poniedziałek, stycznia 05, 2009

Hacker, który okradł innych hackerów

Max Butler, 36 letni hacker z zamiłowania , zgromadził na swym portalu CardersMarket.com przeszło milion danych kart kredytowych. Przez krótki czas zwano go królem złodziei kart kredytowych. Jego błyskotliwa kariera jednak nie trwała długo - W 2007 zaaresztowała go FBI, a sąd skazał na 30 (!) lat więzienia.

Max Butler, zwany "lodziarzem", już w młodości był znanym hackerem. Początkowo nawet utrzymywał się z oficjalnych zleceń na sprawdzanie bezpieczeństwa w różnych organizacjach i firmach. Jednak jego pasja i chęć szybkiego zarobienia dużych pieniędzy wzięła górę. Butler włamał się na serwery rządowe i wojskowe. FBI jednak szybko wpadła na jego trop i za ten "wyczyn" Butler zarobił 18 miesięcy więzienia.


Po wyjściu z ciupy Butler ani przez moment nie myślał o normalnym zarabianiu. Wyspecjalizował się w kradzieży danych kart kredytowych. Założył portal - CardersMarket.com - na którym można było kupić i sprzedać skradzione dane kart kredytowych i innych. W brawurowej, 48 godzinnej akcji Butler okradł nawet swych złodziejskich konkurentów włamując się do ich nielegalnych portali. Zabrał stamtąd wszelkie dane i wymazał całą bazę danych. następnie poinformował sprzedających i kupujących na tych portalach - a miał ich adresy mailowe z ukradzionych baz danych -, że ich dane są na jego portalu. W ten sposób, niejako przez jedną noc, zyskał 6000 (kryminalnych) użytkowników i stał się największym rynkiem handlu skradzionymi danymi kart kredytowych.


Interes Butlera rozrastał się w szybkim tempie i przynosił też bardzo znaczne zyski. Jednak głównym motorem działalności Butlera nie był zysk, lecz chęć pokazania, że jest lepszy (jako hacker) od innych. Butler to prawdziwy hacker z zamiłowania.


Ten potężny i szybko rozrastający się nielegalny business zainteresował wnet FBI. FBI, jak na razie bezskutecznie, zwalcza kradzieże kart kredytowych. Od 2005 skradziono jedynie w USA przeszło 149 milionów danych kart kredytowych, a straty wynoszą 67 miliardów rocznie. FBI przemyciła swego agenta to złodziejskiej szajki Butlera i kiedy już zebrała wystarczająco dowodów przestępstwa zaaresztowała Butlera ponownie. Tym razem sąd wykazał się absolutnym brakiem zrozumienia dla hackerskiej żyłki Butlera i skazał go na 30 lat więzienia.

Linki:

- O hackerach
- Artykuł w Wired
- Artykuł w Computerworld

czwartek, stycznia 01, 2009

Jakie technologie, czy naukowe odkrycia zmienią zasadniczo świat?

Każdego roku internetowy kwartalnik Edge - o którym już pisałem tutaj - zadaje jedno ważkie pytanie znanym naukowcom i intelektualistom. W tym roku pytanie brzmiało - "Jakie technologie, czy naukowe odkrycia zmienią zasadniczo świat?"

Wydawca i redaktor Edge, John Brockman, jest pionierem "trzeciej kultury" - ruchu intelektualistów i przedstawicieli różnych nauk - której celem jest zniwelowanie przepaści dzielącej humanistów i nauki ścisłe. Edge próbuje znaleźć odpowiedź na bardzo istotne filozoficzne pytania jak na przykład: "czym jest życie?", "skąd się wziął ludzki umysł i świadomość?", "jak wpływa raptowny rozwój technologii na społeczeństwo?".

Wśród inte
lektualistów, którzy odpowiedzieli na pytanie Edge widzimy mnóstwo sławnych i znanych nazwisk, jak filozof Dan Dennett, fizycy Paul Davies, Lee Smolin i Daniel Hillis, futurolog Peter Schwartz, psycholog Steve Pirker, czy pionier klonowania Ian Wilmut. Spotykamy tu też naszych dobrych znajomych - o których już nieraz pisałem na tym blogu - jak genetyk Craig Venter (sztuczne życie coraz bliżej, Craig Venter o Bogu o sztucznym życiu), futurolog Kevin Kelly (ignoracja wzrasta w zawrotnym tempie , Kevin Kelly o przyszłości internetu), wydawca "Wired" Chris Anderson (długi ogon ), fizyk Garret Lisi (pasja), czy specjalista od długowieczności Aubrey de Grey (tylko siedem kroków do nieśmiertelności).

Te tęgie głowy próbowały odpowiedzieć na pytanie co (czy to odkrycia naukowe czy nowe technologie) zmieni zasadniczo świat jeszcze za ich życia. Egde zebrał te wszystkie proroctwa i przepowiednie
w swym najnowszych kwartalnym wydaniu - a wiemy już z mojego poprzedniego posta, że takie "wróżenie" przyszłości łatwe nie jest, oj nie! spośród odpowiadających jedynie Steven Pirker zwrócił uwagę na fakt olbrzymiej ilości wcześniejszych nieudanych przepowiedni.

Generalnie przeważa przekonanie, że oczekują nas olbrzymie zmiany przede wszystkim w zakresie sztucznej inteligencji (singularity) i genetyki. Również umiejętność dużo lepszego wykorzystania energii słonecznej stworzy wiele nowych zastosowań.

Craig Venter jest zdania, że już niezadługo będziemy w stanie tworzyć sztuczne organizmy, które pomogą mam rozwiązać bardzo ważne problemy, jak na przykład nadmiar dwutlenku węgla w atmosferze. Bazą jest naturalnie DNA zawierające wszelkie niezbędne informacje do zbudowania życia. Ventner mówi o softwarze na życie, czyli chemicznym kształtowaniu DNA sztucznie tworzonych organizmów tak, aby idealnie odpowiadały naszym wymaganiom. Ogólnie inżynieria genetyczna otwiera przed nami niewyobrażalne możliwości. Sama znajomość kodu genetycznego danego człowieka przeniesie punkt ciężkości w medycynie z leczenia chorób na zapobieganie im.


Chris
Anderson przewiduje wkrótce rewolucję w nauczaniu. Dzięki coraz lepszym technikom internetowym coraz więcej ludzi ma dostęp do wiedzy i inspiracji. Ludzie, nawet z najbardziej odległych zakątków świata, którzy jeszcze niedawno mieli szalenie ograniczone możliwości rozwoju, mają praktycznie taki sam dostęp do informacji i wiedzy jak ci z krajów wysoce rozwiniętych. Dostępność wykładów uniwersyteckich poprzez internet jest już dzisiaj realna, a jej koszta są minimalne. To zdecydowanie sprzyja inspirowaniu młodych talentów poprzez wybitnych naukowców. Można powiedzieć, że zasięg tych naukowców znacznie rozszerzył się; z małej, kameralnej sali wykładowej na cały świat.


Peter
Schwartz oczekuje olbrzymich zmian w zakresie neuro-transmisji. Uważa on, że podłączenie najprzeróżniejszych urządzeń bezpośrednio do pewnych obszarów w mózgu to tylko kwestia czasu. Jego wizja przyszłości to ludzie bezpośrednio (to znaczy z mózgu) podłączeni do internetu. Wyobraźmy sobie jak rozszerzą się nasze możliwości jeżeli będziemy mieli ciągły i natychmiastowy dostęp do internetu sterowany tylko i włącznie naszymi myślami. Jak tylko o czymś pomyślimy będziemy mogli natychmiast zerknąć do Wikipedii i sięgnąć po dodatkowe informacje na dany temat.


Kevin Kelly jest zdania, że to sztuczna inteligencja ( AI - artificial intelligence)zmieni całkowicie nas i nasz sposóbżycia. Jego sztuczna inteligencja nie wyłoni się jednak z laboratoriów uniwersyteckich i nie będzie jakimś jednym szczególnym urządzeniem. Ta sztuczna inteligencja, którą przepowiada Kelly, charakteryzuje się swą powszechnością i wyłoni się z webu (internetu). Nie od razu zrozumiemy też, że pojawiło się coś nowego, jakaś nowa wartość. Ta powszechna sztuczna inteligencja, napędzana innowacją 6 miliardów ludzi, najpierw przyniesie nam drobne ułatwienia, których chętnie będziemy używać - czy aby tego stanu już nie osiągnęliśmy?. Z biegiem czasu te drobne ale bardzo powszechnie dostępne ułatwienia nabiorą wyraźnych cech inteligencji i będą dla nas jeszcze bardziej przydatne. Im bardziej będziemy tę webową inteligencję używać tym inteligentniejsza i bardziej przydatna dla nas ona będzie. Więc będziemy jeszcze chętniej z niej korzystać, itd.

Te przepowiednie i wróżby to naprawdę pasjonująca, chociaż aż nadto obszerna lektura. Polecam wszystkim gorąco. A czy te przepowiednie się sprawdzą? Ano czas pokaże. ;)



poniedziałek, grudnia 29, 2008

Co przyniesie nam rok 2009?

Koniec roku to taki dziwny okres. We wszystkich mediach, a i na wielu blogach, pełno posumowań powoli dobiegającego do końca roku. Sporo też proroctw i przepowiedni na rok nadchodzący. Niektórzy z nas podejmują w tym okresie nawet poważne zobowiązania i postanowienia, które niestety w większości zapominamy równie szybko. ;(

Przepowiadanie przyszłości nie jest łatwe. Większość przepowiedni ma jedną istotną wspólną cechę - że się nie sprawdzają.

Spójrzmy na przykładów na kilka takich nieudanych proroctw z ust ludzi aż nadto kompetentnych.

Jeszcze na początku lat osiemdziesiątych wielu bossów potężnych firm komputerowych było zdania, że PC to taka zabawka. Nie docenili siły wizji Billa Gatesa i jego kolegów - "PC na każdym biurku i w każdym mieszkaniu".

A oto inny przykład. Thomas Watson, słynny szef IBM od 1920 do 1950, powiedział kiedyś, że jego zdaniem światowe zapotrzebowanie na komputery nie przekroczy pięciu sztuk! Oczywiście wiemy dzisiaj, że Watson nie miał racji. Setki milionów czy może już miliardy tych urządzeń towarzyszą nam przecież codziennie.

Ale oto pojawia się nowy prorok - Clay Shirky - i twierdzi, że Watson pomylił się wprawdzie, ale tylko o cztery komputery!. Tak naprawdę to świat potrzebuje tylko jeden komputer!

"Toż to absurd" - to nasza pierwsza reakcja. Zastanówmy się jednak chwilkę, co chciał Shirky powiedzieć? Otóż Shirky twierdzi, że internet (czy raczej web jak mówią amerykanie) staje się jednym olbrzymim, wszystko ogarniającym komputerem.

Cloud Computing

To gdzieś tam w internecie znajdują się nasze dane i aplikacje których używamy. To stamtąd coraz częściej czerpiemy też moc obliczeniową. Stamtąd to znaczy skąd? Ano gdzieś z internetu, ale nie wiadomo konkretnie skąd. I w zasadzie nie ma to dla nas znaczenia. Ważne że to funkcjonuje i jest bardzo praktyczne. A to co dotychczas nazywaliśmy komputerem (czyli nasz komputer domowy, desktop czy notebook) to tylko urządzenie umożliwiające dostęp do internetu. Podobnie jak współczesne komórki.

Ten trend przenoszenia zasobów IT do internetu znany jest pod nazwą "cloud computing" i sądzę, że w 2009 roku zrobimy dalszy duży krok w kierunku tej "serwisowej chmurki". Kilka potężnych firm oferuje już od dobrej chwili swe profesjonalne usługi - zwane też "Software-as-a-Serwice" - w tym zakresie - jak na przykład Google Apps, Amazon Web Services (AWS) , czy Force.com (Salesforce).

Jak więc widać wróżenie przyszłości jest szalenie trudne i nierzadko nawet wybitne autorytety mylą się totalnie.

Również i ja nie wiem tak naprawdę co przyniesie nam ten rok 2009. Czy kryzys światowy wpłynie bardzo negatywnie na web 2.0? Czy ta orgia nowych serwisów kiedyś się skończy? Czy pojawi się jakaś całkiem nowa technologia, która wprowadzi nową wartość? Nie wiem.

Wiem natomiast z czym mam dzisiaj kłopoty i jakie rozwiązania ułatwiłyby moje webowe życie.

Mobilny internet (web)

Dla mnie największym wydarzeniem roku 2008 był Iphone. Od kiego jestem jego szczęśliwym posiadaczem nie biegam już z notebokiem pod pachą albo w teczce. O nie. Ja spokojniutko (cool) wyciągam Iphone i mam prawie wszystko co potrzebuję. Iphone to urządzenie bardzo wszechstronne i chwała Apple-owi za ten technologiczny przełom. Iphone to w pierwszym rzędzi
App Storee doskonała przeglądarka internetu, odbiornik multimedialny (Youtube i cały świat audio i wideo podcastów jest do naszej dyspozycji), synchronizator skrzynek pocztowych, kontaktów i terminów (również z Microsoft-owym Exchange). A komu to jeszcze mało, to na App Store czeka kilkanaście tysięcy aplikacji. Można je zdownloadować dosłownie w kilka minut bezpośrednio na Iphone.


Aha, telefonować z tego urządzenia też można. ;)

Iphone to świetne urządzenie, ale jestem przekonany, że w roku 2009 ukażą się nowe i lepsze. Rok 2009 przyniesie z pewnością kontynuację trendu do mobilnego internetu (webu).

Profile, konta i tożsamości
The OpenID logo
Kto z nas nie ma mnóstwa profili i różnorakich kont na niezliczonej ilości serwisów. Wszędzie jednak trzeba zarejestrować się podając jakieś informacje o sobie. Jakie to żmudne i niepraktyczne. Jak dobrze byłoby mieć jedną webową tożsamość i identyfikować się nią na wszystkich przez nas używanych serwisach! Otóż sądzę, że rok 2009 może nas poważnie zbliżyć do rozwiązania tego problemu. Technologia OpenID osiąga właśnie krytyczną masę. Na scenie pojawili się niedawno nowi potężni gracze - Facebook Connect i Google FriendConnect. Sądzę, że rok 2009 może w tym zakresie przynieść ciekawe rozwiązania.

Filtrowanie, sortowanie i agregacja informacji

Ogrom dostępnej na webie informacji przerasta już chyba naszą wyobraźnię. No i przede wszystkim nasze zdolności znalezienia w tej masie tej jedynej dla nas istotnej informacji. Samo googlowanie już nie wystarcza. W tym roku pojawiło się kilka obiecujących serwisów oferujących wyspecjalizowane metody filtrowania, sortowania i agregowania informacji. Z mojego punktu widzenia do najciekawszych prób w tym kierunku zaliczam Kosmix - dobrze zorganizowana prezentacja zebranej z z najprzeróżniejszych źródeł informacji której szukamy -, 123people - wyszukiwarka ludzi - i TechFuga - agregator newsów IT.

Webowe Konferencje
Image representing Dimdim as depicted in Crunc...
Oszczędności wynikające z zapowiadającego się kryzysu gospodarczego mogą znacznie zmniejszyć ilość podróży służbowych. Firmy będą więc szukać nowych rozwiązań komunikacyjnych. Może to doprowadzić do od dawna oczekiwanego przełomu w używaniu webowych konferencji. Powszechna dostępność szerokopasmowych łączy nareszcie umożliwia webowe konferencje multimedialne dobrej jakości. Tutaj bardzo obiecującym serwisem (a do tego darmowym do prywatnego użytku) jest DimDim. DimDim oferuje multimedialne konferencje, chat medialny, wspólne oglądanie slajdów i przesyłanie plików jako serwis. Nie trzeba nic instalować lokalnie!


Zapatrzony tak całkowicie w przyszłość prawie zapomniałem o maleńkiej rocznicy. Otóż ten blog, te moje "przemyślenia" istnieją od (zaledwie czy aż?) dwóch lat. .))) Tak, tak , jak to ten czas leci. :(


Wszystkim odwiedzającym tej bl
og życzę sylwestra strasznie szalonego i nowego roku bardzo udanego!!! :)))







Reblog this post [with Zemanta]