| |
| |
|
O wszystkim i o niczym. Piszę o sprawach dla mnie ważnych, o tym co mnie zainteresowało - wspomnienia z podróży, reakcje na aktualne wydarzenia polityczne, krótkie recenzje książek, które właśnie przeczytałem, no i refleksje na tematy różne.
wtorek, lutego 17, 2009
From Evernote: Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło
środa, lutego 04, 2009
Kryzys na światowym forum ekonomicznym
Image via Wikipedia
Kryzys gospodarczy dotarł również na światowe forum ekonomiczne 2009 w Davos. Jeszcze w zeszłym roku dyskutowano tam gorliwie o postępie, o nieustannym wzroście i związanych z nim problemach. A tu proszę zamiast wzrostu gospodarczego mamy dramatyczne spadki. Ten podły kryzys widocznie zaczaił się gdzieś za rogiem i zupełnie zaskoczył wybitnych polityków, ekonomów, finansowych speców i nawet tak zwanych futurologów.
Zaskoczeni wykazali się jednak doskonałym refleksem Natychmiast zaprosili kryzys na salony i podejmują go hojnie nie zważając na koszta. A kryzys grubieje z dnia na dzień i panoszy się bezczelnie. Siedzi sobie w samym środku obrad i przysłuchuje się z zadowoleniem niezliczonym dyskusjom na swój temat. Chętnie też przyjmuje składane mu w darze datki, zwane fachowo planami pomocy czy pobudzenia gospodarki.
Wychwalaniu kryzysu teraz już nie ma końca. Jaki on wielki, chyba w ogóle największy. Wszechogarniający rozlewa się po całym świecie i ogarnia praktycznie wszystkie sfery naszego życia. A jak szybko zapanował i to tak zupełnie niespodziewanie. Jeszcze wczoraj był dobrobyt powszechny, a już dziś kryzys totalny.
Tylko nieliczni w tych tak niedawnych czasach mlekiem i miodem płynących przebąkiwali coś o latach chudych, o gwałtownej zmianie, o możliwym kryzysie. Ale kto wtedy chciał ich słuchać, tych niepoprawnych pesymistów.
Teraz jednak pesymiści są górą. Podnieśli głowy dumnie i mówią z nieukrywaną satysfakcją - "a nie mówiłem!". Jeden z nich - Nouriel Roubini, professor ekonomii na uniwersytecie w Nowym Jorku - zagościł na dobre w centrum światowego forum ekonomicznego. Rozsiadł się wygodnie tuż obok samego kryzysu i przyjmuje pielgrzymki ciekawskich dziennikarzy i licznych tuzów polityki i gospodarki. "Skąd wiedziałeś o kryzysie?" - pytają go. A on, ten spełniony wróżbita, ten prorok kryzysu - zawistni koledzy tytułują go nawet jako Dr. Doom czyli Zagłada - opowiada im o podobieństwie aktualnej sytuacji do tej z poprzednich kryzysów. Jak to tylko podobieństwa dziwują się wszyscy. Bo oni, naiwni, myśleli że Roubini zbudował fenomenalny model gospodarczy umiejący bezbłędnie przewidzieć wszelkie zmiany kierunku i zachwiania gospodarki światowej.
W tylnych rzędach zgromadziła się grupka zawistnych kolegów, którzy zbyt długo stawiali na postęp i wzrost. Ci przegrani złośliwcy porównuja Roubiniego do stającego zegara. Roubini, zdeklarowany pesymistą głoszący kryzys od lat wielu kiedyś przecież musiał trafić w rozwój wydarzeń. To tak jak stojący zegar, który dwa razy na dzień pokazuje właściwą godzinę.
Wczorajsi optymiści szybko smarują sobie twarze na czarno i prześcigają się w coraz posępniejszych przepowiedniach. To nic, ze zaprzeczają przy tym temu co sami głosili jeszcze nie tak dawno. Przecież tego już i tak nikt nie pamięta. A dzisiaj ważne jest aby nie wypaść z trendu.
W tej sytuacji chyba na próżno czekać nam na śmiałka, który stawi czoła temu kryzysowi. śmiałka który przekłuje kryzys piką rozsądku aby stwierdzić, że to tylko bańka mydlana nadmuchana naszym strachem i owczym pędem ku masowej histerii pogłębiającej - jeżeli go nie tworzącej - dramatyzm sytuacji. Jeżeli wszyscy uwierzymy że jest źle to na pewno tak będzie i to całkiem niezależnie od rzeczywistej sytuacji gospodarczej.
Zaskoczeni wykazali się jednak doskonałym refleksem Natychmiast zaprosili kryzys na salony i podejmują go hojnie nie zważając na koszta. A kryzys grubieje z dnia na dzień i panoszy się bezczelnie. Siedzi sobie w samym środku obrad i przysłuchuje się z zadowoleniem niezliczonym dyskusjom na swój temat. Chętnie też przyjmuje składane mu w darze datki, zwane fachowo planami pomocy czy pobudzenia gospodarki.
Wychwalaniu kryzysu teraz już nie ma końca. Jaki on wielki, chyba w ogóle największy. Wszechogarniający rozlewa się po całym świecie i ogarnia praktycznie wszystkie sfery naszego życia. A jak szybko zapanował i to tak zupełnie niespodziewanie. Jeszcze wczoraj był dobrobyt powszechny, a już dziś kryzys totalny.
Tylko nieliczni w tych tak niedawnych czasach mlekiem i miodem płynących przebąkiwali coś o latach chudych, o gwałtownej zmianie, o możliwym kryzysie. Ale kto wtedy chciał ich słuchać, tych niepoprawnych pesymistów.
Teraz jednak pesymiści są górą. Podnieśli głowy dumnie i mówią z nieukrywaną satysfakcją - "a nie mówiłem!". Jeden z nich - Nouriel Roubini, professor ekonomii na uniwersytecie w Nowym Jorku - zagościł na dobre w centrum światowego forum ekonomicznego. Rozsiadł się wygodnie tuż obok samego kryzysu i przyjmuje pielgrzymki ciekawskich dziennikarzy i licznych tuzów polityki i gospodarki. "Skąd wiedziałeś o kryzysie?" - pytają go. A on, ten spełniony wróżbita, ten prorok kryzysu - zawistni koledzy tytułują go nawet jako Dr. Doom czyli Zagłada - opowiada im o podobieństwie aktualnej sytuacji do tej z poprzednich kryzysów. Jak to tylko podobieństwa dziwują się wszyscy. Bo oni, naiwni, myśleli że Roubini zbudował fenomenalny model gospodarczy umiejący bezbłędnie przewidzieć wszelkie zmiany kierunku i zachwiania gospodarki światowej.
W tylnych rzędach zgromadziła się grupka zawistnych kolegów, którzy zbyt długo stawiali na postęp i wzrost. Ci przegrani złośliwcy porównuja Roubiniego do stającego zegara. Roubini, zdeklarowany pesymistą głoszący kryzys od lat wielu kiedyś przecież musiał trafić w rozwój wydarzeń. To tak jak stojący zegar, który dwa razy na dzień pokazuje właściwą godzinę.
Wczorajsi optymiści szybko smarują sobie twarze na czarno i prześcigają się w coraz posępniejszych przepowiedniach. To nic, ze zaprzeczają przy tym temu co sami głosili jeszcze nie tak dawno. Przecież tego już i tak nikt nie pamięta. A dzisiaj ważne jest aby nie wypaść z trendu.
W tej sytuacji chyba na próżno czekać nam na śmiałka, który stawi czoła temu kryzysowi. śmiałka który przekłuje kryzys piką rozsądku aby stwierdzić, że to tylko bańka mydlana nadmuchana naszym strachem i owczym pędem ku masowej histerii pogłębiającej - jeżeli go nie tworzącej - dramatyzm sytuacji. Jeżeli wszyscy uwierzymy że jest źle to na pewno tak będzie i to całkiem niezależnie od rzeczywistej sytuacji gospodarczej.
wtorek, stycznia 27, 2009
Entrepreneurship
... to znaczy przedsiębiorczość. Przedsiębiorczość rozumiana jako zdolność do budowania czegoś nowego, wdrażania w życie nowatorskich pomysłów i podejmowania sporego ryzyka związanego z działalnością gospodarczą w nowych, dotychczas nieistniejących dziedzinach gospodarki.
Entrepreneur to znaczy przedsiębiorca. Ale nie taki całkiem normalny przedsiębiorca, który działa w dobrze już rozpoznanych sektorach gospodarki. To śmiałek, który tworzy coś całkiem nowego, który kreuje całkiem innowacyjne produkty i usługi. Ta właśnie oni otwierają dla nas nowe perspektywy i przyczyniają się znacznie do rozwoju gospodarczego. Bez takich ludzi grozi nam stagnacja.
W naszym wspólnym społecznym interesie jest popieranie przedsiębiorczych ludzi gotowych podjąć wyjątkowe ryzyko. Szczególnie w Ameryce, gdzie przedsiębiorca jest bardzo ceniony i jest integralną częścią amerykańskiego mitu, istnieje wiele programów popierania przedsiębiorczości. Jak na przykład fundacja Kauffmana. Jej celem jest społeczeństwo ekonomicznie niezależnych osób, które swą działalnością polepszają sytuację lokalnych społeczności. Założyciel fundacji, Ewing Kaufman, to typowy amerykański self-made man. Założył on firmę farmaceutyczną w piwnicy swego domu i był na początku jej jedynym pracownikiem. Po 40 latach sprzedał swój business, w którym zatrudniał już 3400 ludzi, za miliard dolarów.
Aktualnie szefem fundacji Kauffmana jest Carl Schramm, uznany przedsiębiorca i filantrop, którego The Economist nazywa "ewangelistą przedsiębiorczości".
Fundacja Kauffmana organizuje w ostatnich latach światowy tydzień przedsiębiorczości. Jego celem jest zapoznanie młodych ludzi, przede wszystkim uczniów i studentów, z ideą przedsiębiorczości i zachęcanie ich do podejmowania takiej działalności. W zeszłym roku wzięło w nim udział 78 państw, w tym również Polska. W ramach tego światowego tygodnia przedsiębiorczości w Polsce zorganizowano 1500 imprez w których wzięło udział 85 tysięcy uczniów i studentów z całego kraju. Największym projektem była "otwarta firma", w ramach którego młodzież odwiedzała firmy, aby zapoznać się z ich działalnością.
Ciekawe ilu z nich, zamiast szukać ciepłych państwowych posadek, wybierze trudną drogę przedsiębiorczości.
Linki:
- Przedsiębiorczość
- Entrepreneurship
- Carl Schramm
- Fundacja Kauffmana
- światowy tydzień przedsiębiorczości
- Self-made man
Entrepreneur to znaczy przedsiębiorca. Ale nie taki całkiem normalny przedsiębiorca, który działa w dobrze już rozpoznanych sektorach gospodarki. To śmiałek, który tworzy coś całkiem nowego, który kreuje całkiem innowacyjne produkty i usługi. Ta właśnie oni otwierają dla nas nowe perspektywy i przyczyniają się znacznie do rozwoju gospodarczego. Bez takich ludzi grozi nam stagnacja.
W naszym wspólnym społecznym interesie jest popieranie przedsiębiorczych ludzi gotowych podjąć wyjątkowe ryzyko. Szczególnie w Ameryce, gdzie przedsiębiorca jest bardzo ceniony i jest integralną częścią amerykańskiego mitu, istnieje wiele programów popierania przedsiębiorczości. Jak na przykład fundacja Kauffmana. Jej celem jest społeczeństwo ekonomicznie niezależnych osób, które swą działalnością polepszają sytuację lokalnych społeczności. Założyciel fundacji, Ewing Kaufman, to typowy amerykański self-made man. Założył on firmę farmaceutyczną w piwnicy swego domu i był na początku jej jedynym pracownikiem. Po 40 latach sprzedał swój business, w którym zatrudniał już 3400 ludzi, za miliard dolarów.
Aktualnie szefem fundacji Kauffmana jest Carl Schramm, uznany przedsiębiorca i filantrop, którego The Economist nazywa "ewangelistą przedsiębiorczości".
Fundacja Kauffmana organizuje w ostatnich latach światowy tydzień przedsiębiorczości. Jego celem jest zapoznanie młodych ludzi, przede wszystkim uczniów i studentów, z ideą przedsiębiorczości i zachęcanie ich do podejmowania takiej działalności. W zeszłym roku wzięło w nim udział 78 państw, w tym również Polska. W ramach tego światowego tygodnia przedsiębiorczości w Polsce zorganizowano 1500 imprez w których wzięło udział 85 tysięcy uczniów i studentów z całego kraju. Największym projektem była "otwarta firma", w ramach którego młodzież odwiedzała firmy, aby zapoznać się z ich działalnością.
Ciekawe ilu z nich, zamiast szukać ciepłych państwowych posadek, wybierze trudną drogę przedsiębiorczości.
Linki:
- Przedsiębiorczość
- Entrepreneurship
- Carl Schramm
- Fundacja Kauffmana
- światowy tydzień przedsiębiorczości
- Self-made man
piątek, stycznia 16, 2009
Marzenie o gwiazdach
Od wczesnego dzieciństwa Diamandis jest zafascynowany lotnictwem i kosmosem. Bracia Wright, Lindbergh i inni nieustraszeni ludzie gotowi poświęcić swoje życie dla jednej wspaniałej idei to jego idole. Ich wielkość to zdolność przekroczenia nieosiągalnych granic, uczynienia czegoś co w powszechnej opinii uchodzi za niemożliwe.
A trochę później, w czasie gdy Diamandis, dorastał, realizowany był program Apollo. Peter Diamondis śledził zafascynowany pierwsze ludzkie kroki na księżycu i absolutnie wszystko związane z tymi lotami. I ta fascynacja pozostała mu do dzisiaj. Jego rozczarowanie było wielkie gdy zatrzymano program Apollo. Wtedy to chyba postanowił ze to właśnie on otworzy wrota kosmosu ludzkości. Zrozumiał on też, że jedynie poprzez prywatne inicjatywy może ten cel
osiągnąć.
W roku 1995 Diamandis zakłada fundację X Prize. Celem X Prize jest wspieranie wszelkich inicjatyw i rozwoju technologi przydatnych do podróży kosmicznych. X Prize wyznacza konkretne cele i bardzo wysokie nagrody za ich osiągnięcie. Motywem przewodnim X Prize jest "Rewolucja poprzez współzawodnictwo".
Następny, logiczny krok to lądowanie na księżycu w roku 2014 - Google Lunar X Prize. 16 firm walczy tutaj o piękna sumkę (pomijając naturalnie ten wspaniały cel), a mianowicie 20 milionów, którą ufundował Google.
Fundacja X Prize to już prawie fabryka nagród. Cała seria takich nagród w różnych dziedzinach jak motoryzacja, genetyka jest właśnie przygotowywana, a wyścig w kosmos właśnie trwa.
Peter Diamandis znalazł chyba optymalna drogę do realizacji swoich marzeń. Te olbrzymie nagrody mobilizują niezliczonych śmiałków jak również spore zasoby finansowe. Dzięki temu wpływ tych nagród na ukierunkowany rozwój praktycznych zastosowań sięga daleko poza wymiar tych sporych, ale wobec wyznaczonych celów skromnych nagród Chyba jeszcze niejeden raz usłyszymy o tym miłym Amerykaninie greckiego pochodzenia i jego organizacji X Prize.
Linki:
- Peter Diamandis
- Ansari X Prize
- SpaceShipOne
- Nagroda Orteiga
- Google Lunar X Prize
- Fundacja X Prize
- Zero Gravity Corporation
- Prezentacja Diamondisa
piątek, stycznia 09, 2009
Ukradli ciastko świąteczne, a wszyscy myśleli, że chodzi o karty kredytowe!
Niekiedy bardzo podejrzane sytuacje znajdują bardzo proste wyjaśnienia. Tak też było w przypadku kradzieży danych kart kredytowych z Landesbank Berlin. 13 Grudnia gazeta Frankfurter Rundschau otrzymała przesyłkę od nieznanego informatora zawierającą dane 130.000 tysięcy kart kredytowych na mikrofiszkach. Gazeta natychmiast przekazała tę paczuszkę prokuraturze, a ta wszczęło niezwłocznie śledztwo. Jednocześnie jednak informacja poszła w świat. Media niemieckie (i nie tylko) rozpisały się solidnie na ten temat. W prasie pełno było spekulacji o słabych zabezpieczeniach i zarzutów pod adresem banku i firmy Atos Worldline, która autoryzuje kredytowe transakcje dla banku.
Landesbank Berlin rozpoczynał już przygotowania do wycofania tychże kart z obiegu, gdy po tygodniu prokuratura przedstawiła wyniki dochodzenia. Otóż wyjaśnienie jest całkiem trywialne. Całe zamieszanie spowodowali kurierzy firmy przesyłkowej. Ukradli oni ciasto świąteczne (Weihnachsststollen) wysłane do redaktora naczelnego Fankfurter Rundschau. Aby zatuszować tę drobną kradzież nakleili etykietę z ciastowej przesyłki na jedną z paczek przeznaczonych dla Landesbank Berlin. I tak oto dane kart kredytowych zamiast trafić do banku znalazły się w gazecie. Okazało się też, że firma którą Landesbank Berlin zatrudnia normalnie do takich przesyłek - i która z pewnością zobowiązała się do absolutnie rzetelnego i godnego zaufania wypełniania powierzonej jej usługi - przekazała tę przesyłkę jakieś innej firmie. I to kurierzy tej innej firmy złakomili się na ciastko.
Prokuratura oznajmiła też, że było to chyba najdroższe w historii dochodzenie w sprawie skradzionego ciasta! Prokuratura nie wyjaśniła niestety jak złodzieje stwierdzili, że w przesyłce znajduje się ciastko. Wywęszyli je czy co? ;)
Nie ma więc wielkiego skandalu z powodu kradzieży danych kart kredytowych. Według mnie jednak sprawa ma kilka wątpliwych aspektów. Nie wyjaśniono dotychczas, dlaczego transport danych kart kredytowych - wraz z pinem! - odbywa się takim niebezpiecznym sposobem. Dlaczego transportowane są piny jednocześnie wraz z innymi danymi. Mniej naiwni kurierzy mogą przecież bez trudu skopiować te dane i nieco lepiej zatuszować sprawę niż te słodkie łakomczuchy!
Landesbank Berlin rozpoczynał już przygotowania do wycofania tychże kart z obiegu, gdy po tygodniu prokuratura przedstawiła wyniki dochodzenia. Otóż wyjaśnienie jest całkiem trywialne. Całe zamieszanie spowodowali kurierzy firmy przesyłkowej. Ukradli oni ciasto świąteczne (Weihnachsststollen) wysłane do redaktora naczelnego Fankfurter Rundschau. Aby zatuszować tę drobną kradzież nakleili etykietę z ciastowej przesyłki na jedną z paczek przeznaczonych dla Landesbank Berlin. I tak oto dane kart kredytowych zamiast trafić do banku znalazły się w gazecie. Okazało się też, że firma którą Landesbank Berlin zatrudnia normalnie do takich przesyłek - i która z pewnością zobowiązała się do absolutnie rzetelnego i godnego zaufania wypełniania powierzonej jej usługi - przekazała tę przesyłkę jakieś innej firmie. I to kurierzy tej innej firmy złakomili się na ciastko.
Prokuratura oznajmiła też, że było to chyba najdroższe w historii dochodzenie w sprawie skradzionego ciasta! Prokuratura nie wyjaśniła niestety jak złodzieje stwierdzili, że w przesyłce znajduje się ciastko. Wywęszyli je czy co? ;)
Nie ma więc wielkiego skandalu z powodu kradzieży danych kart kredytowych. Według mnie jednak sprawa ma kilka wątpliwych aspektów. Nie wyjaśniono dotychczas, dlaczego transport danych kart kredytowych - wraz z pinem! - odbywa się takim niebezpiecznym sposobem. Dlaczego transportowane są piny jednocześnie wraz z innymi danymi. Mniej naiwni kurierzy mogą przecież bez trudu skopiować te dane i nieco lepiej zatuszować sprawę niż te słodkie łakomczuchy!
poniedziałek, stycznia 05, 2009
Hacker, który okradł innych hackerów
Max Butler, zwany "lodziarzem", już w młodości był znanym hackerem. Początkowo nawet utrzymywał się z oficjalnych zleceń na sprawdzanie bezpieczeństwa w różnych organizacjach i firmach. Jednak jego pasja i chęć szybkiego zarobienia dużych pieniędzy wzięła górę. Butler włamał się na serwery rządowe i wojskowe. FBI jednak szybko wpadła na jego trop i za ten "wyczyn" Butler zarobił 18 miesięcy więzienia.
Po wyjściu z ciupy Butler ani przez moment nie myślał o normalnym zarabianiu. Wyspecjalizował się w kradzieży danych kart kredytowych. Założył portal - CardersMarket.com - na którym można było kupić i sprzedać skradzione dane kart kredytowych i innych. W brawurowej, 48 godzinnej akcji Butler okradł nawet swych złodziejskich konkurentów włamując się do ich nielegalnych portali. Zabrał stamtąd wszelkie dane i wymazał całą bazę danych. następnie poinformował sprzedających i kupujących na tych portalach - a miał ich adresy mailowe z ukradzionych baz danych -, że ich dane są na jego portalu. W ten sposób, niejako przez jedną noc, zyskał 6000 (kryminalnych) użytkowników i stał się największym rynkiem handlu skradzionymi danymi kart kredytowych.
Interes Butlera rozrastał się w szybkim tempie i przynosił też bardzo znaczne zyski. Jednak głównym motorem działalności Butlera nie był zysk, lecz chęć pokazania, że jest lepszy (jako hacker) od innych. Butler to prawdziwy hacker z zamiłowania.
Ten potężny i szybko rozrastający się nielegalny business zainteresował wnet FBI. FBI, jak na razie bezskutecznie, zwalcza kradzieże kart kredytowych. Od 2005 skradziono jedynie w USA przeszło 149 milionów danych kart kredytowych, a straty wynoszą 67 miliardów rocznie. FBI przemyciła swego agenta to złodziejskiej szajki Butlera i kiedy już zebrała wystarczająco dowodów przestępstwa zaaresztowała Butlera ponownie. Tym razem sąd wykazał się absolutnym brakiem zrozumienia dla hackerskiej żyłki Butlera i skazał go na 30 lat więzienia.
Linki:
- O hackerach
- Artykuł w Wired
- Artykuł w Computerworld
czwartek, stycznia 01, 2009
Jakie technologie, czy naukowe odkrycia zmienią zasadniczo świat?
Wydawca i redaktor Edge, John Brockman, jest pionierem "trzeciej kultury" - ruchu intelektualistów i przedstawicieli różnych nauk - której celem jest zniwelowanie przepaści dzielącej humanistów i nauki ścisłe. Edge próbuje znaleźć odpowiedź na bardzo istotne filozoficzne pytania jak na przykład: "czym jest życie?", "skąd się wziął ludzki umysł i świadomość?", "jak wpływa raptowny rozwój technologii na społeczeństwo?".
Wśród intelektualistów, którzy odpowiedzieli na pytanie Edge widzimy mnóstwo sławnych i znanych nazwisk, jak filozof Dan Dennett, fizycy Paul Davies, Lee Smolin i Daniel Hillis, futurolog Peter Schwartz, psycholog Steve Pirker, czy pionier klonowania Ian Wilmut. Spotykamy tu też naszych dobrych znajomych - o których już nieraz pisałem na tym blogu - jak genetyk Craig Venter (sztuczne życie coraz bliżej, Craig Venter o Bogu o sztucznym życiu), futurolog Kevin Kelly (ignoracja wzrasta w zawrotnym tempie , Kevin Kelly o przyszłości internetu), wydawca "Wired" Chris Anderson (długi ogon ), fizyk Garret Lisi (pasja), czy specjalista od długowieczności Aubrey de Grey (tylko siedem kroków do nieśmiertelności).
Te tęgie głowy próbowały odpowiedzieć na pytanie co (czy to odkrycia naukowe czy nowe technologie) zmieni zasadniczo świat jeszcze za ich życia. Egde zebrał te wszystkie proroctwa i przepowiednie w swym najnowszych kwartalnym wydaniu - a wiemy już z mojego poprzedniego posta, że takie "wróżenie" przyszłości łatwe nie jest, oj nie! spośród odpowiadających jedynie Steven Pirker zwrócił uwagę na fakt olbrzymiej ilości wcześniejszych nieudanych przepowiedni.
Generalnie przeważa przekonanie, że oczekują nas olbrzymie zmiany przede wszystkim w zakresie sztucznej inteligencji (singularity) i genetyki. Również umiejętność dużo lepszego wykorzystania energii słonecznej stworzy wiele nowych zastosowań.
Craig V
Chris Anderson przewiduje wkrótce rewolucję w nauczaniu. Dzięki coraz lepszym technikom internetowym coraz więcej ludzi ma dostęp do wiedzy i inspiracji. Ludzie, nawet z najbardziej odległych zakątków
Peter
Kevin Kelly jest zdania, że to sztuczna inteligencja ( AI - artificial intelligence)zmieni całkowicie nas i nasz sposób
Te przepowiednie i wróżby to naprawdę pasjonująca, chociaż aż nadto obszerna lektura. Polecam wszystkim gorąco. A czy te przepowiednie się sprawdzą? Ano czas pokaże. ;)
poniedziałek, grudnia 29, 2008
Co przyniesie nam rok 2009?
Koniec roku to taki dziwny okres. We wszystkich mediach, a i na wielu blogach, pełno posumowań powoli dobiegającego do końca roku. Sporo też proroctw i przepowiedni na rok nadchodzący. Niektórzy z nas podejmują w tym okresie nawet poważne zobowiązania i postanowienia, które niestety w większości zapominamy równie szybko. ;(
Przepowiadanie przyszłości nie jest łatwe. Większość przepowiedni ma jedną istotną wspólną cechę - że się nie sprawdzają.
Spójrzmy na przykładów na kilka takich nieudanych proroctw z ust ludzi aż nadto kompetentnych.
Jeszcze na początku lat osiemdziesiątych wielu bossów potężnych firm komputerowych było zdania, że PC to taka zabawka. Nie docenili siły wizji Billa Gatesa i jego kolegów - "PC na każdym biurku i w każdym mieszkaniu".
A oto inny przykład. Thomas Watson, słynny szef IBM od 1920 do 1950, powiedział kiedyś, że jego zdaniem światowe zapotrzebowanie na komputery nie przekroczy pięciu sztuk! Oczywiście wiemy dzisiaj, że Watson nie miał racji. Setki milionów czy może już miliardy tych urządzeń towarzyszą nam przecież codziennie.
Ale oto pojawia się nowy prorok - Clay Shirky - i twierdzi, że Watson pomylił się wprawdzie, ale tylko o cztery komputery!. Tak naprawdę to świat potrzebuje tylko jeden komputer!
"Toż to absurd" - to nasza pierwsza reakcja. Zastanówmy się jednak chwilkę, co chciał Shirky powiedzieć? Otóż Shirky twierdzi, że internet (czy raczej web jak mówią amerykanie) staje się jednym olbrzymim, wszystko ogarniającym komputerem.
Cloud Computing
To gdzieś tam w internecie znajdują się nasze dane i aplikacje których używamy. To stamtąd coraz częściej czerpiemy też moc obliczeniową. Stamtąd to znaczy skąd? Ano gdzieś z internetu, ale nie wiadomo konkretnie skąd. I w zasadzie nie ma to dla nas znaczenia. Ważne że to funkcjonuje i jest bardzo praktyczne. A to co dotychczas nazywaliśmy komputerem (czyli nasz komputer domowy, desktop czy notebook) to tylko urządzenie umożliwiające dostęp do internetu. Podobnie jak współczesne komórki.

Ten trend przenoszenia zasobów IT do internetu znany jest pod nazwą "cloud computing" i sądzę, że w 2009 roku zrobimy dalszy duży krok w kierunku tej "serwisowej chmurki". Kilka potężnych firm oferuje już od dobrej chwili swe profesjonalne usługi - zwane też "Software-as-a-Serwice" - w tym zakresie - jak na przykład Google Apps, Amazon Web Services (AWS) , czy Force.com (Salesforce).
Jak więc widać wróżenie przyszłości jest szalenie trudne i nierzadko nawet wybitne autorytety mylą się totalnie.
Również i ja nie wiem tak naprawdę co przyniesie nam ten rok 2009. Czy kryzys światowy wpłynie bardzo negatywnie na web 2.0? Czy ta orgia nowych serwisów kiedyś się skończy? Czy pojawi się jakaś całkiem nowa technologia, która wprowadzi nową wartość? Nie wiem.
Wiem natomiast z czym mam dzisiaj kłopoty i jakie rozwiązania ułatwiłyby moje webowe życie.
Mobilny internet (web)
Dla mnie największym wydarzeniem roku 2008 był Iphone. Od kiego jestem jego szczęśliwym posiadaczem nie biegam już z notebokiem pod pachą albo w teczce. O nie. Ja spokojniutko (cool) wyciągam Iphone i mam prawie wszystko co potrzebuję. Iphone to urządzenie bardzo wszechstronne i chwała Apple-owi za ten technologiczny przełom. Iphone to w pierwszym rzędzi
e doskonała przeglądarka internetu, odbiornik multimedialny (Youtube i cały świat audio i wideo podcastów jest do naszej dyspozycji), synchronizator skrzynek pocztowych, kontaktów i terminów (również z Microsoft-owym Exchange). A komu to jeszcze mało, to na App Store czeka kilkanaście tysięcy aplikacji. Można je zdownloadować dosłownie w kilka minut bezpośrednio na Iphone.
Aha, telefonować z tego urządzenia też można. ;)
Iphone to świetne urządzenie, ale jestem przekonany, że w roku 2009 ukażą się nowe i lepsze. Rok 2009 przyniesie z pewnością kontynuację trendu do mobilnego internetu (webu).
Profile, konta i tożsamości

Kto z nas nie ma mnóstwa profili i różnorakich kont na niezliczonej ilości serwisów. Wszędzie jednak trzeba zarejestrować się podając jakieś informacje o sobie. Jakie to żmudne i niepraktyczne. Jak dobrze byłoby mieć jedną webową tożsamość i identyfikować się nią na wszystkich przez nas używanych serwisach! Otóż sądzę, że rok 2009 może nas poważnie zbliżyć do rozwiązania tego problemu. Technologia OpenID osiąga właśnie krytyczną masę. Na scenie pojawili się niedawno nowi potężni gracze - Facebook Connect i Google FriendConnect. Sądzę, że rok 2009 może w tym zakresie przynieść ciekawe rozwiązania.
Filtrowanie, sortowanie i agregacja informacji
Ogrom dostępnej na webie informacji przerasta już chyba naszą wyobraźnię. No i przede wszystkim nasze zdolności znalezienia w tej masie tej jedynej dla nas istotnej informacji. Samo googlowanie już nie wystarcza. W tym roku pojawiło się kilka obiecujących serwisów oferujących wyspecjalizowane metody filtrowania, sortowania i agregowania informacji. Z mojego punktu widzenia do najciekawszych prób w tym kierunku zaliczam Kosmix - dobrze zorganizowana prezentacja zebranej z z najprzeróżniejszych źródeł informacji której szukamy -, 123people - wyszukiwarka ludzi - i TechFuga - agregator newsów IT.
Webowe Konferencje

Oszczędności wynikające z zapowiadającego się kryzysu gospodarczego mogą znacznie zmniejszyć ilość podróży służbowych. Firmy będą więc szukać nowych rozwiązań komunikacyjnych. Może to doprowadzić do od dawna oczekiwanego przełomu w używaniu webowych konferencji. Powszechna dostępność szerokopasmowych łączy nareszcie umożliwia webowe konferencje multimedialne dobrej jakości. Tutaj bardzo obiecującym serwisem (a do tego darmowym do prywatnego użytku) jest DimDim. DimDim oferuje multimedialne konferencje, chat medialny, wspólne oglądanie slajdów i przesyłanie plików jako serwis. Nie trzeba nic instalować lokalnie!
Zapatrzony tak całkowicie w przyszłość prawie zapomniałem o maleńkiej rocznicy. Otóż ten blog, te moje "przemyślenia" istnieją od (zaledwie czy aż?) dwóch lat. .))) Tak, tak , jak to ten czas leci. :(
Wszystkim odwiedzającym tej blog życzę sylwestra strasznie szalonego i nowego roku bardzo udanego!!! :)))
Przepowiadanie przyszłości nie jest łatwe. Większość przepowiedni ma jedną istotną wspólną cechę - że się nie sprawdzają.
Spójrzmy na przykładów na kilka takich nieudanych proroctw z ust ludzi aż nadto kompetentnych.
Jeszcze na początku lat osiemdziesiątych wielu bossów potężnych firm komputerowych było zdania, że PC to taka zabawka. Nie docenili siły wizji Billa Gatesa i jego kolegów - "PC na każdym biurku i w każdym mieszkaniu".
A oto inny przykład. Thomas Watson, słynny szef IBM od 1920 do 1950, powiedział kiedyś, że jego zdaniem światowe zapotrzebowanie na komputery nie przekroczy pięciu sztuk! Oczywiście wiemy dzisiaj, że Watson nie miał racji. Setki milionów czy może już miliardy tych urządzeń towarzyszą nam przecież codziennie.
Ale oto pojawia się nowy prorok - Clay Shirky - i twierdzi, że Watson pomylił się wprawdzie, ale tylko o cztery komputery!. Tak naprawdę to świat potrzebuje tylko jeden komputer!
"Toż to absurd" - to nasza pierwsza reakcja. Zastanówmy się jednak chwilkę, co chciał Shirky powiedzieć? Otóż Shirky twierdzi, że internet (czy raczej web jak mówią amerykanie) staje się jednym olbrzymim, wszystko ogarniającym komputerem.
Cloud Computing
To gdzieś tam w internecie znajdują się nasze dane i aplikacje których używamy. To stamtąd coraz częściej czerpiemy też moc obliczeniową. Stamtąd to znaczy skąd? Ano gdzieś z internetu, ale nie wiadomo konkretnie skąd. I w zasadzie nie ma to dla nas znaczenia. Ważne że to funkcjonuje i jest bardzo praktyczne. A to co dotychczas nazywaliśmy komputerem (czyli nasz komputer domowy, desktop czy notebook) to tylko urządzenie umożliwiające dostęp do internetu. Podobnie jak współczesne komórki.
Jak więc widać wróżenie przyszłości jest szalenie trudne i nierzadko nawet wybitne autorytety mylą się totalnie.
Również i ja nie wiem tak naprawdę co przyniesie nam ten rok 2009. Czy kryzys światowy wpłynie bardzo negatywnie na web 2.0? Czy ta orgia nowych serwisów kiedyś się skończy? Czy pojawi się jakaś całkiem nowa technologia, która wprowadzi nową wartość? Nie wiem.
Wiem natomiast z czym mam dzisiaj kłopoty i jakie rozwiązania ułatwiłyby moje webowe życie.
Mobilny internet (web)
Dla mnie największym wydarzeniem roku 2008 był Iphone. Od kiego jestem jego szczęśliwym posiadaczem nie biegam już z notebokiem pod pachą albo w teczce. O nie. Ja spokojniutko (cool) wyciągam Iphone i mam prawie wszystko co potrzebuję. Iphone to urządzenie bardzo wszechstronne i chwała Apple-owi za ten technologiczny przełom. Iphone to w pierwszym rzędzi
Aha, telefonować z tego urządzenia też można. ;)
Iphone to świetne urządzenie, ale jestem przekonany, że w roku 2009 ukażą się nowe i lepsze. Rok 2009 przyniesie z pewnością kontynuację trendu do mobilnego internetu (webu).
Profile, konta i tożsamości
Kto z nas nie ma mnóstwa profili i różnorakich kont na niezliczonej ilości serwisów. Wszędzie jednak trzeba zarejestrować się podając jakieś informacje o sobie. Jakie to żmudne i niepraktyczne. Jak dobrze byłoby mieć jedną webową tożsamość i identyfikować się nią na wszystkich przez nas używanych serwisach! Otóż sądzę, że rok 2009 może nas poważnie zbliżyć do rozwiązania tego problemu. Technologia OpenID osiąga właśnie krytyczną masę. Na scenie pojawili się niedawno nowi potężni gracze - Facebook Connect i Google FriendConnect. Sądzę, że rok 2009 może w tym zakresie przynieść ciekawe rozwiązania.
Filtrowanie, sortowanie i agregacja informacji
Ogrom dostępnej na webie informacji przerasta już chyba naszą wyobraźnię. No i przede wszystkim nasze zdolności znalezienia w tej masie tej jedynej dla nas istotnej informacji. Samo googlowanie już nie wystarcza. W tym roku pojawiło się kilka obiecujących serwisów oferujących wyspecjalizowane metody filtrowania, sortowania i agregowania informacji. Z mojego punktu widzenia do najciekawszych prób w tym kierunku zaliczam Kosmix - dobrze zorganizowana prezentacja zebranej z z najprzeróżniejszych źródeł informacji której szukamy -, 123people - wyszukiwarka ludzi - i TechFuga - agregator newsów IT.
Webowe Konferencje
Oszczędności wynikające z zapowiadającego się kryzysu gospodarczego mogą znacznie zmniejszyć ilość podróży służbowych. Firmy będą więc szukać nowych rozwiązań komunikacyjnych. Może to doprowadzić do od dawna oczekiwanego przełomu w używaniu webowych konferencji. Powszechna dostępność szerokopasmowych łączy nareszcie umożliwia webowe konferencje multimedialne dobrej jakości. Tutaj bardzo obiecującym serwisem (a do tego darmowym do prywatnego użytku) jest DimDim. DimDim oferuje multimedialne konferencje, chat medialny, wspólne oglądanie slajdów i przesyłanie plików jako serwis. Nie trzeba nic instalować lokalnie!
Wszystkim odwiedzającym tej blog życzę sylwestra strasznie szalonego i nowego roku bardzo udanego!!! :)))
Subskrybuj:
Posty (Atom)