... to znaczy przedsiębiorczość. Przedsiębiorczość rozumiana jako zdolność do budowania czegoś nowego, wdrażania w życie nowatorskich pomysłów i podejmowania sporego ryzyka związanego z działalnością gospodarczą w nowych, dotychczas nieistniejących dziedzinach gospodarki.
Entrepreneur to znaczy przedsiębiorca. Ale nie taki całkiem normalny przedsiębiorca, który działa w dobrze już rozpoznanych sektorach gospodarki. To śmiałek, który tworzy coś całkiem nowego, który kreuje całkiem innowacyjne produkty i usługi. Ta właśnie oni otwierają dla nas nowe perspektywy i przyczyniają się znacznie do rozwoju gospodarczego. Bez takich ludzi grozi nam stagnacja.
W naszym wspólnym społecznym interesie jest popieranie przedsiębiorczych ludzi gotowych podjąć wyjątkowe ryzyko. Szczególnie w Ameryce, gdzie przedsiębiorca jest bardzo ceniony i jest integralną częścią amerykańskiego mitu, istnieje wiele programów popierania przedsiębiorczości. Jak na przykład fundacja Kauffmana. Jej celem jest społeczeństwo ekonomicznie niezależnych osób, które swą działalnością polepszają sytuację lokalnych społeczności. Założyciel fundacji, Ewing Kaufman, to typowy amerykański self-made man. Założył on firmę farmaceutyczną w piwnicy swego domu i był na początku jej jedynym pracownikiem. Po 40 latach sprzedał swój business, w którym zatrudniał już 3400 ludzi, za miliard dolarów.
Aktualnie szefem fundacji Kauffmana jest Carl Schramm, uznany przedsiębiorca i filantrop, którego The Economist nazywa "ewangelistą przedsiębiorczości".
Fundacja Kauffmana organizuje w ostatnich latach światowy tydzień przedsiębiorczości. Jego celem jest zapoznanie młodych ludzi, przede wszystkim uczniów i studentów, z ideą przedsiębiorczości i zachęcanie ich do podejmowania takiej działalności. W zeszłym roku wzięło w nim udział 78 państw, w tym również Polska. W ramach tego światowego tygodnia przedsiębiorczości w Polsce zorganizowano 1500 imprez w których wzięło udział 85 tysięcy uczniów i studentów z całego kraju. Największym projektem była "otwarta firma", w ramach którego młodzież odwiedzała firmy, aby zapoznać się z ich działalnością.
Ciekawe ilu z nich, zamiast szukać ciepłych państwowych posadek, wybierze trudną drogę przedsiębiorczości.
Linki:
- Przedsiębiorczość
- Entrepreneurship
- Carl Schramm
- Fundacja Kauffmana
- światowy tydzień przedsiębiorczości
- Self-made man
O wszystkim i o niczym. Piszę o sprawach dla mnie ważnych, o tym co mnie zainteresowało - wspomnienia z podróży, reakcje na aktualne wydarzenia polityczne, krótkie recenzje książek, które właśnie przeczytałem, no i refleksje na tematy różne.
wtorek, stycznia 27, 2009
piątek, stycznia 16, 2009
Marzenie o gwiazdach
Od wczesnego dzieciństwa Diamandis jest zafascynowany lotnictwem i kosmosem. Bracia Wright, Lindbergh i inni nieustraszeni ludzie gotowi poświęcić swoje życie dla jednej wspaniałej idei to jego idole. Ich wielkość to zdolność przekroczenia nieosiągalnych granic, uczynienia czegoś co w powszechnej opinii uchodzi za niemożliwe.
A trochę później, w czasie gdy Diamandis, dorastał, realizowany był program Apollo. Peter Diamondis śledził zafascynowany pierwsze ludzkie kroki na księżycu i absolutnie wszystko związane z tymi lotami. I ta fascynacja pozostała mu do dzisiaj. Jego rozczarowanie było wielkie gdy zatrzymano program Apollo. Wtedy to chyba postanowił ze to właśnie on otworzy wrota kosmosu ludzkości. Zrozumiał on też, że jedynie poprzez prywatne inicjatywy może ten cel
osiągnąć.
W roku 1995 Diamandis zakłada fundację X Prize. Celem X Prize jest wspieranie wszelkich inicjatyw i rozwoju technologi przydatnych do podróży kosmicznych. X Prize wyznacza konkretne cele i bardzo wysokie nagrody za ich osiągnięcie. Motywem przewodnim X Prize jest "Rewolucja poprzez współzawodnictwo".
Następny, logiczny krok to lądowanie na księżycu w roku 2014 - Google Lunar X Prize. 16 firm walczy tutaj o piękna sumkę (pomijając naturalnie ten wspaniały cel), a mianowicie 20 milionów, którą ufundował Google.
Fundacja X Prize to już prawie fabryka nagród. Cała seria takich nagród w różnych dziedzinach jak motoryzacja, genetyka jest właśnie przygotowywana, a wyścig w kosmos właśnie trwa.
Peter Diamandis znalazł chyba optymalna drogę do realizacji swoich marzeń. Te olbrzymie nagrody mobilizują niezliczonych śmiałków jak również spore zasoby finansowe. Dzięki temu wpływ tych nagród na ukierunkowany rozwój praktycznych zastosowań sięga daleko poza wymiar tych sporych, ale wobec wyznaczonych celów skromnych nagród Chyba jeszcze niejeden raz usłyszymy o tym miłym Amerykaninie greckiego pochodzenia i jego organizacji X Prize.
Linki:
- Peter Diamandis
- Ansari X Prize
- SpaceShipOne
- Nagroda Orteiga
- Google Lunar X Prize
- Fundacja X Prize
- Zero Gravity Corporation
- Prezentacja Diamondisa
piątek, stycznia 09, 2009
Ukradli ciastko świąteczne, a wszyscy myśleli, że chodzi o karty kredytowe!
Niekiedy bardzo podejrzane sytuacje znajdują bardzo proste wyjaśnienia. Tak też było w przypadku kradzieży danych kart kredytowych z Landesbank Berlin. 13 Grudnia gazeta Frankfurter Rundschau otrzymała przesyłkę od nieznanego informatora zawierającą dane 130.000 tysięcy kart kredytowych na mikrofiszkach. Gazeta natychmiast przekazała tę paczuszkę prokuraturze, a ta wszczęło niezwłocznie śledztwo. Jednocześnie jednak informacja poszła w świat. Media niemieckie (i nie tylko) rozpisały się solidnie na ten temat. W prasie pełno było spekulacji o słabych zabezpieczeniach i zarzutów pod adresem banku i firmy Atos Worldline, która autoryzuje kredytowe transakcje dla banku.
Landesbank Berlin rozpoczynał już przygotowania do wycofania tychże kart z obiegu, gdy po tygodniu prokuratura przedstawiła wyniki dochodzenia. Otóż wyjaśnienie jest całkiem trywialne. Całe zamieszanie spowodowali kurierzy firmy przesyłkowej. Ukradli oni ciasto świąteczne (Weihnachsststollen) wysłane do redaktora naczelnego Fankfurter Rundschau. Aby zatuszować tę drobną kradzież nakleili etykietę z ciastowej przesyłki na jedną z paczek przeznaczonych dla Landesbank Berlin. I tak oto dane kart kredytowych zamiast trafić do banku znalazły się w gazecie. Okazało się też, że firma którą Landesbank Berlin zatrudnia normalnie do takich przesyłek - i która z pewnością zobowiązała się do absolutnie rzetelnego i godnego zaufania wypełniania powierzonej jej usługi - przekazała tę przesyłkę jakieś innej firmie. I to kurierzy tej innej firmy złakomili się na ciastko.
Prokuratura oznajmiła też, że było to chyba najdroższe w historii dochodzenie w sprawie skradzionego ciasta! Prokuratura nie wyjaśniła niestety jak złodzieje stwierdzili, że w przesyłce znajduje się ciastko. Wywęszyli je czy co? ;)
Nie ma więc wielkiego skandalu z powodu kradzieży danych kart kredytowych. Według mnie jednak sprawa ma kilka wątpliwych aspektów. Nie wyjaśniono dotychczas, dlaczego transport danych kart kredytowych - wraz z pinem! - odbywa się takim niebezpiecznym sposobem. Dlaczego transportowane są piny jednocześnie wraz z innymi danymi. Mniej naiwni kurierzy mogą przecież bez trudu skopiować te dane i nieco lepiej zatuszować sprawę niż te słodkie łakomczuchy!
Landesbank Berlin rozpoczynał już przygotowania do wycofania tychże kart z obiegu, gdy po tygodniu prokuratura przedstawiła wyniki dochodzenia. Otóż wyjaśnienie jest całkiem trywialne. Całe zamieszanie spowodowali kurierzy firmy przesyłkowej. Ukradli oni ciasto świąteczne (Weihnachsststollen) wysłane do redaktora naczelnego Fankfurter Rundschau. Aby zatuszować tę drobną kradzież nakleili etykietę z ciastowej przesyłki na jedną z paczek przeznaczonych dla Landesbank Berlin. I tak oto dane kart kredytowych zamiast trafić do banku znalazły się w gazecie. Okazało się też, że firma którą Landesbank Berlin zatrudnia normalnie do takich przesyłek - i która z pewnością zobowiązała się do absolutnie rzetelnego i godnego zaufania wypełniania powierzonej jej usługi - przekazała tę przesyłkę jakieś innej firmie. I to kurierzy tej innej firmy złakomili się na ciastko.
Prokuratura oznajmiła też, że było to chyba najdroższe w historii dochodzenie w sprawie skradzionego ciasta! Prokuratura nie wyjaśniła niestety jak złodzieje stwierdzili, że w przesyłce znajduje się ciastko. Wywęszyli je czy co? ;)
Nie ma więc wielkiego skandalu z powodu kradzieży danych kart kredytowych. Według mnie jednak sprawa ma kilka wątpliwych aspektów. Nie wyjaśniono dotychczas, dlaczego transport danych kart kredytowych - wraz z pinem! - odbywa się takim niebezpiecznym sposobem. Dlaczego transportowane są piny jednocześnie wraz z innymi danymi. Mniej naiwni kurierzy mogą przecież bez trudu skopiować te dane i nieco lepiej zatuszować sprawę niż te słodkie łakomczuchy!
poniedziałek, stycznia 05, 2009
Hacker, który okradł innych hackerów
Max Butler, zwany "lodziarzem", już w młodości był znanym hackerem. Początkowo nawet utrzymywał się z oficjalnych zleceń na sprawdzanie bezpieczeństwa w różnych organizacjach i firmach. Jednak jego pasja i chęć szybkiego zarobienia dużych pieniędzy wzięła górę. Butler włamał się na serwery rządowe i wojskowe. FBI jednak szybko wpadła na jego trop i za ten "wyczyn" Butler zarobił 18 miesięcy więzienia.
Po wyjściu z ciupy Butler ani przez moment nie myślał o normalnym zarabianiu. Wyspecjalizował się w kradzieży danych kart kredytowych. Założył portal - CardersMarket.com - na którym można było kupić i sprzedać skradzione dane kart kredytowych i innych. W brawurowej, 48 godzinnej akcji Butler okradł nawet swych złodziejskich konkurentów włamując się do ich nielegalnych portali. Zabrał stamtąd wszelkie dane i wymazał całą bazę danych. następnie poinformował sprzedających i kupujących na tych portalach - a miał ich adresy mailowe z ukradzionych baz danych -, że ich dane są na jego portalu. W ten sposób, niejako przez jedną noc, zyskał 6000 (kryminalnych) użytkowników i stał się największym rynkiem handlu skradzionymi danymi kart kredytowych.
Interes Butlera rozrastał się w szybkim tempie i przynosił też bardzo znaczne zyski. Jednak głównym motorem działalności Butlera nie był zysk, lecz chęć pokazania, że jest lepszy (jako hacker) od innych. Butler to prawdziwy hacker z zamiłowania.
Ten potężny i szybko rozrastający się nielegalny business zainteresował wnet FBI. FBI, jak na razie bezskutecznie, zwalcza kradzieże kart kredytowych. Od 2005 skradziono jedynie w USA przeszło 149 milionów danych kart kredytowych, a straty wynoszą 67 miliardów rocznie. FBI przemyciła swego agenta to złodziejskiej szajki Butlera i kiedy już zebrała wystarczająco dowodów przestępstwa zaaresztowała Butlera ponownie. Tym razem sąd wykazał się absolutnym brakiem zrozumienia dla hackerskiej żyłki Butlera i skazał go na 30 lat więzienia.
Linki:
- O hackerach
- Artykuł w Wired
- Artykuł w Computerworld
czwartek, stycznia 01, 2009
Jakie technologie, czy naukowe odkrycia zmienią zasadniczo świat?
Wydawca i redaktor Edge, John Brockman, jest pionierem "trzeciej kultury" - ruchu intelektualistów i przedstawicieli różnych nauk - której celem jest zniwelowanie przepaści dzielącej humanistów i nauki ścisłe. Edge próbuje znaleźć odpowiedź na bardzo istotne filozoficzne pytania jak na przykład: "czym jest życie?", "skąd się wziął ludzki umysł i świadomość?", "jak wpływa raptowny rozwój technologii na społeczeństwo?".
Wśród intelektualistów, którzy odpowiedzieli na pytanie Edge widzimy mnóstwo sławnych i znanych nazwisk, jak filozof Dan Dennett, fizycy Paul Davies, Lee Smolin i Daniel Hillis, futurolog Peter Schwartz, psycholog Steve Pirker, czy pionier klonowania Ian Wilmut. Spotykamy tu też naszych dobrych znajomych - o których już nieraz pisałem na tym blogu - jak genetyk Craig Venter (sztuczne życie coraz bliżej, Craig Venter o Bogu o sztucznym życiu), futurolog Kevin Kelly (ignoracja wzrasta w zawrotnym tempie , Kevin Kelly o przyszłości internetu), wydawca "Wired" Chris Anderson (długi ogon ), fizyk Garret Lisi (pasja), czy specjalista od długowieczności Aubrey de Grey (tylko siedem kroków do nieśmiertelności).
Te tęgie głowy próbowały odpowiedzieć na pytanie co (czy to odkrycia naukowe czy nowe technologie) zmieni zasadniczo świat jeszcze za ich życia. Egde zebrał te wszystkie proroctwa i przepowiednie w swym najnowszych kwartalnym wydaniu - a wiemy już z mojego poprzedniego posta, że takie "wróżenie" przyszłości łatwe nie jest, oj nie! spośród odpowiadających jedynie Steven Pirker zwrócił uwagę na fakt olbrzymiej ilości wcześniejszych nieudanych przepowiedni.
Generalnie przeważa przekonanie, że oczekują nas olbrzymie zmiany przede wszystkim w zakresie sztucznej inteligencji (singularity) i genetyki. Również umiejętność dużo lepszego wykorzystania energii słonecznej stworzy wiele nowych zastosowań.
Craig V
Chris Anderson przewiduje wkrótce rewolucję w nauczaniu. Dzięki coraz lepszym technikom internetowym coraz więcej ludzi ma dostęp do wiedzy i inspiracji. Ludzie, nawet z najbardziej odległych zakątków
Peter
Kevin Kelly jest zdania, że to sztuczna inteligencja ( AI - artificial intelligence)zmieni całkowicie nas i nasz sposób
Te przepowiednie i wróżby to naprawdę pasjonująca, chociaż aż nadto obszerna lektura. Polecam wszystkim gorąco. A czy te przepowiednie się sprawdzą? Ano czas pokaże. ;)
poniedziałek, grudnia 29, 2008
Co przyniesie nam rok 2009?
Koniec roku to taki dziwny okres. We wszystkich mediach, a i na wielu blogach, pełno posumowań powoli dobiegającego do końca roku. Sporo też proroctw i przepowiedni na rok nadchodzący. Niektórzy z nas podejmują w tym okresie nawet poważne zobowiązania i postanowienia, które niestety w większości zapominamy równie szybko. ;(
Przepowiadanie przyszłości nie jest łatwe. Większość przepowiedni ma jedną istotną wspólną cechę - że się nie sprawdzają.
Spójrzmy na przykładów na kilka takich nieudanych proroctw z ust ludzi aż nadto kompetentnych.
Jeszcze na początku lat osiemdziesiątych wielu bossów potężnych firm komputerowych było zdania, że PC to taka zabawka. Nie docenili siły wizji Billa Gatesa i jego kolegów - "PC na każdym biurku i w każdym mieszkaniu".
A oto inny przykład. Thomas Watson, słynny szef IBM od 1920 do 1950, powiedział kiedyś, że jego zdaniem światowe zapotrzebowanie na komputery nie przekroczy pięciu sztuk! Oczywiście wiemy dzisiaj, że Watson nie miał racji. Setki milionów czy może już miliardy tych urządzeń towarzyszą nam przecież codziennie.
Ale oto pojawia się nowy prorok - Clay Shirky - i twierdzi, że Watson pomylił się wprawdzie, ale tylko o cztery komputery!. Tak naprawdę to świat potrzebuje tylko jeden komputer!
"Toż to absurd" - to nasza pierwsza reakcja. Zastanówmy się jednak chwilkę, co chciał Shirky powiedzieć? Otóż Shirky twierdzi, że internet (czy raczej web jak mówią amerykanie) staje się jednym olbrzymim, wszystko ogarniającym komputerem.
Cloud Computing
To gdzieś tam w internecie znajdują się nasze dane i aplikacje których używamy. To stamtąd coraz częściej czerpiemy też moc obliczeniową. Stamtąd to znaczy skąd? Ano gdzieś z internetu, ale nie wiadomo konkretnie skąd. I w zasadzie nie ma to dla nas znaczenia. Ważne że to funkcjonuje i jest bardzo praktyczne. A to co dotychczas nazywaliśmy komputerem (czyli nasz komputer domowy, desktop czy notebook) to tylko urządzenie umożliwiające dostęp do internetu. Podobnie jak współczesne komórki.

Ten trend przenoszenia zasobów IT do internetu znany jest pod nazwą "cloud computing" i sądzę, że w 2009 roku zrobimy dalszy duży krok w kierunku tej "serwisowej chmurki". Kilka potężnych firm oferuje już od dobrej chwili swe profesjonalne usługi - zwane też "Software-as-a-Serwice" - w tym zakresie - jak na przykład Google Apps, Amazon Web Services (AWS) , czy Force.com (Salesforce).
Jak więc widać wróżenie przyszłości jest szalenie trudne i nierzadko nawet wybitne autorytety mylą się totalnie.
Również i ja nie wiem tak naprawdę co przyniesie nam ten rok 2009. Czy kryzys światowy wpłynie bardzo negatywnie na web 2.0? Czy ta orgia nowych serwisów kiedyś się skończy? Czy pojawi się jakaś całkiem nowa technologia, która wprowadzi nową wartość? Nie wiem.
Wiem natomiast z czym mam dzisiaj kłopoty i jakie rozwiązania ułatwiłyby moje webowe życie.
Mobilny internet (web)
Dla mnie największym wydarzeniem roku 2008 był Iphone. Od kiego jestem jego szczęśliwym posiadaczem nie biegam już z notebokiem pod pachą albo w teczce. O nie. Ja spokojniutko (cool) wyciągam Iphone i mam prawie wszystko co potrzebuję. Iphone to urządzenie bardzo wszechstronne i chwała Apple-owi za ten technologiczny przełom. Iphone to w pierwszym rzędzi
e doskonała przeglądarka internetu, odbiornik multimedialny (Youtube i cały świat audio i wideo podcastów jest do naszej dyspozycji), synchronizator skrzynek pocztowych, kontaktów i terminów (również z Microsoft-owym Exchange). A komu to jeszcze mało, to na App Store czeka kilkanaście tysięcy aplikacji. Można je zdownloadować dosłownie w kilka minut bezpośrednio na Iphone.
Aha, telefonować z tego urządzenia też można. ;)
Iphone to świetne urządzenie, ale jestem przekonany, że w roku 2009 ukażą się nowe i lepsze. Rok 2009 przyniesie z pewnością kontynuację trendu do mobilnego internetu (webu).
Profile, konta i tożsamości

Kto z nas nie ma mnóstwa profili i różnorakich kont na niezliczonej ilości serwisów. Wszędzie jednak trzeba zarejestrować się podając jakieś informacje o sobie. Jakie to żmudne i niepraktyczne. Jak dobrze byłoby mieć jedną webową tożsamość i identyfikować się nią na wszystkich przez nas używanych serwisach! Otóż sądzę, że rok 2009 może nas poważnie zbliżyć do rozwiązania tego problemu. Technologia OpenID osiąga właśnie krytyczną masę. Na scenie pojawili się niedawno nowi potężni gracze - Facebook Connect i Google FriendConnect. Sądzę, że rok 2009 może w tym zakresie przynieść ciekawe rozwiązania.
Filtrowanie, sortowanie i agregacja informacji
Ogrom dostępnej na webie informacji przerasta już chyba naszą wyobraźnię. No i przede wszystkim nasze zdolności znalezienia w tej masie tej jedynej dla nas istotnej informacji. Samo googlowanie już nie wystarcza. W tym roku pojawiło się kilka obiecujących serwisów oferujących wyspecjalizowane metody filtrowania, sortowania i agregowania informacji. Z mojego punktu widzenia do najciekawszych prób w tym kierunku zaliczam Kosmix - dobrze zorganizowana prezentacja zebranej z z najprzeróżniejszych źródeł informacji której szukamy -, 123people - wyszukiwarka ludzi - i TechFuga - agregator newsów IT.
Webowe Konferencje

Oszczędności wynikające z zapowiadającego się kryzysu gospodarczego mogą znacznie zmniejszyć ilość podróży służbowych. Firmy będą więc szukać nowych rozwiązań komunikacyjnych. Może to doprowadzić do od dawna oczekiwanego przełomu w używaniu webowych konferencji. Powszechna dostępność szerokopasmowych łączy nareszcie umożliwia webowe konferencje multimedialne dobrej jakości. Tutaj bardzo obiecującym serwisem (a do tego darmowym do prywatnego użytku) jest DimDim. DimDim oferuje multimedialne konferencje, chat medialny, wspólne oglądanie slajdów i przesyłanie plików jako serwis. Nie trzeba nic instalować lokalnie!
Zapatrzony tak całkowicie w przyszłość prawie zapomniałem o maleńkiej rocznicy. Otóż ten blog, te moje "przemyślenia" istnieją od (zaledwie czy aż?) dwóch lat. .))) Tak, tak , jak to ten czas leci. :(
Wszystkim odwiedzającym tej blog życzę sylwestra strasznie szalonego i nowego roku bardzo udanego!!! :)))
Przepowiadanie przyszłości nie jest łatwe. Większość przepowiedni ma jedną istotną wspólną cechę - że się nie sprawdzają.
Spójrzmy na przykładów na kilka takich nieudanych proroctw z ust ludzi aż nadto kompetentnych.
Jeszcze na początku lat osiemdziesiątych wielu bossów potężnych firm komputerowych było zdania, że PC to taka zabawka. Nie docenili siły wizji Billa Gatesa i jego kolegów - "PC na każdym biurku i w każdym mieszkaniu".
A oto inny przykład. Thomas Watson, słynny szef IBM od 1920 do 1950, powiedział kiedyś, że jego zdaniem światowe zapotrzebowanie na komputery nie przekroczy pięciu sztuk! Oczywiście wiemy dzisiaj, że Watson nie miał racji. Setki milionów czy może już miliardy tych urządzeń towarzyszą nam przecież codziennie.
Ale oto pojawia się nowy prorok - Clay Shirky - i twierdzi, że Watson pomylił się wprawdzie, ale tylko o cztery komputery!. Tak naprawdę to świat potrzebuje tylko jeden komputer!
"Toż to absurd" - to nasza pierwsza reakcja. Zastanówmy się jednak chwilkę, co chciał Shirky powiedzieć? Otóż Shirky twierdzi, że internet (czy raczej web jak mówią amerykanie) staje się jednym olbrzymim, wszystko ogarniającym komputerem.
Cloud Computing
To gdzieś tam w internecie znajdują się nasze dane i aplikacje których używamy. To stamtąd coraz częściej czerpiemy też moc obliczeniową. Stamtąd to znaczy skąd? Ano gdzieś z internetu, ale nie wiadomo konkretnie skąd. I w zasadzie nie ma to dla nas znaczenia. Ważne że to funkcjonuje i jest bardzo praktyczne. A to co dotychczas nazywaliśmy komputerem (czyli nasz komputer domowy, desktop czy notebook) to tylko urządzenie umożliwiające dostęp do internetu. Podobnie jak współczesne komórki.
Jak więc widać wróżenie przyszłości jest szalenie trudne i nierzadko nawet wybitne autorytety mylą się totalnie.
Również i ja nie wiem tak naprawdę co przyniesie nam ten rok 2009. Czy kryzys światowy wpłynie bardzo negatywnie na web 2.0? Czy ta orgia nowych serwisów kiedyś się skończy? Czy pojawi się jakaś całkiem nowa technologia, która wprowadzi nową wartość? Nie wiem.
Wiem natomiast z czym mam dzisiaj kłopoty i jakie rozwiązania ułatwiłyby moje webowe życie.
Mobilny internet (web)
Dla mnie największym wydarzeniem roku 2008 był Iphone. Od kiego jestem jego szczęśliwym posiadaczem nie biegam już z notebokiem pod pachą albo w teczce. O nie. Ja spokojniutko (cool) wyciągam Iphone i mam prawie wszystko co potrzebuję. Iphone to urządzenie bardzo wszechstronne i chwała Apple-owi za ten technologiczny przełom. Iphone to w pierwszym rzędzi
Aha, telefonować z tego urządzenia też można. ;)
Iphone to świetne urządzenie, ale jestem przekonany, że w roku 2009 ukażą się nowe i lepsze. Rok 2009 przyniesie z pewnością kontynuację trendu do mobilnego internetu (webu).
Profile, konta i tożsamości
Kto z nas nie ma mnóstwa profili i różnorakich kont na niezliczonej ilości serwisów. Wszędzie jednak trzeba zarejestrować się podając jakieś informacje o sobie. Jakie to żmudne i niepraktyczne. Jak dobrze byłoby mieć jedną webową tożsamość i identyfikować się nią na wszystkich przez nas używanych serwisach! Otóż sądzę, że rok 2009 może nas poważnie zbliżyć do rozwiązania tego problemu. Technologia OpenID osiąga właśnie krytyczną masę. Na scenie pojawili się niedawno nowi potężni gracze - Facebook Connect i Google FriendConnect. Sądzę, że rok 2009 może w tym zakresie przynieść ciekawe rozwiązania.
Filtrowanie, sortowanie i agregacja informacji
Ogrom dostępnej na webie informacji przerasta już chyba naszą wyobraźnię. No i przede wszystkim nasze zdolności znalezienia w tej masie tej jedynej dla nas istotnej informacji. Samo googlowanie już nie wystarcza. W tym roku pojawiło się kilka obiecujących serwisów oferujących wyspecjalizowane metody filtrowania, sortowania i agregowania informacji. Z mojego punktu widzenia do najciekawszych prób w tym kierunku zaliczam Kosmix - dobrze zorganizowana prezentacja zebranej z z najprzeróżniejszych źródeł informacji której szukamy -, 123people - wyszukiwarka ludzi - i TechFuga - agregator newsów IT.
Webowe Konferencje
Oszczędności wynikające z zapowiadającego się kryzysu gospodarczego mogą znacznie zmniejszyć ilość podróży służbowych. Firmy będą więc szukać nowych rozwiązań komunikacyjnych. Może to doprowadzić do od dawna oczekiwanego przełomu w używaniu webowych konferencji. Powszechna dostępność szerokopasmowych łączy nareszcie umożliwia webowe konferencje multimedialne dobrej jakości. Tutaj bardzo obiecującym serwisem (a do tego darmowym do prywatnego użytku) jest DimDim. DimDim oferuje multimedialne konferencje, chat medialny, wspólne oglądanie slajdów i przesyłanie plików jako serwis. Nie trzeba nic instalować lokalnie!
Wszystkim odwiedzającym tej blog życzę sylwestra strasznie szalonego i nowego roku bardzo udanego!!! :)))
piątek, grudnia 12, 2008
Ignoracja wzrasta w zawrotnym tempie
żyjemy w czasach błyskawicznego przyrostu informacji. Ilość informacji powiększa się rocznie o 66% i jest to wzrost zdecydowanie szybszy niż przyrost jakiekolwiek innych przez nas wytwarzanych produktów.
Image via Wikipedia
Również wiedza wzrasta eksponencjalnie (wykładniczo, czyli w zawrotnym tempie), jeżeli wyrazimy ją ilością opublikowanych artykułów naukowych czy zgłoszonych patentów. Czy to oznacza, że może zbliżamy się do końca nauki ("the end of science"), to znaczy okresu w którym będziemy wiedzieć wszystko o wszystkim?
Otóż z pewnością nie. Jest jeszcze szalenie dużo rzeczy których nie wiemy. Na ten przykład tak zwana ciemna materia we wszechświecie. Ma jej być ponoć aż 96%, ale tak naprawdę jeszcze nikt jej nie udowodnił i zbadał. Czyli nasza wiedza o wszechświecie to raptem 4% całości. Określenie "ciemna" to naprawdę elegancki opis naszej absolutnej niewiedzy. Podobnie jest również w innych dziedzinach wiedzy, na przykład nasza wiedza o procesach wewnątrz komórki czy mózgu.
W rzeczywistości przyrost wiedzy generuje nowe pytania. Coraz więcej nowych pytań. Im więcej wiedzy tym więcej niewyjaśnionych pytań. To chyba taki paradoks nauki, że każde nowe wyjaśnienie prowadzi do nowych pytań. Można śmiało więc powiedzieć:
"Wiem, że coraz więcej nie wiem!"
Image via Wikipedia
Kevin Kelly, założyciel internetowego czasopisma Wired, ekspert cyfrowej kultury i futurolog sądzi, że ta nasza niewiedza również wzrasta eksponencjalnie. Ten obszar pomiędzy pytaniami i wyjaśnieniami to właśnie nasza ignorancja, która nieustannie wzrasta!
Nauka to metoda prowadząca raczej do wzrostu naszej ignorancji niż przyrostu naszej wiedzy - twierdzi Kelly. Obserwując aktualny rozwój brak jest podstaw aby sądzić, że ten trend może zmienić się w przyszłości. Czyli będziemy nadal dążyć do maksimum ignorancji i to pomimo nieustanego powiększania się naszej wiedzy.
Chyba miał rację Mikołaj z Kuzy (Nikolaus von Kues) propagując oświeconą niewiedzę zamiast wszechwiedzy. Wszechwiedzy której nigdy - przynajmniej wedle Kevina Kelly - nie osiągniemy. Może zamiast tego należy jedynie dążyć do coraz dokładniejszej, pełnej zrozumienia niewiedzy?
Update: 14.12.2008. Tak to jest gdy człowiek zbyt dużo czyta takiego Ray Kurzweil-a (żałośnie króciutki ten artykuł o nim w polskiej Wikipedii) czy innych wyznawców szybkiego wzrostu i z niego wynikającej złożoności komputerów. Sądziłem że słowo "eksponencjalny (wzrost)" jest w pełni zrozumiałe w codziennym języku. Ale tak nie jest. Dlatego też wyjaśniam, że eksponencjalny wzrost to wzrost wykładniczy, czyli wzrost w zawrotnym tempie. Dosyć znanym przykładem takiego wzrostu - i jest to jednocześnie baza dla wszelakich przepowiedni o niedługim powstaniu sztucznej inteligencji - jest tak zwane prawo Moore'a. Otóż to empiryczne prawo mówi, że liczba trazystorów w układach scalonych podwaja się co 18 miesięcy, czyli wzrasta w zawrotnym tempie. ;)
Zmieniłem również tytuł tego posta na, mam nadzieję, nieco bardziej zrozumiały. ;)
Również wiedza wzrasta eksponencjalnie (wykładniczo, czyli w zawrotnym tempie), jeżeli wyrazimy ją ilością opublikowanych artykułów naukowych czy zgłoszonych patentów. Czy to oznacza, że może zbliżamy się do końca nauki ("the end of science"), to znaczy okresu w którym będziemy wiedzieć wszystko o wszystkim?
Otóż z pewnością nie. Jest jeszcze szalenie dużo rzeczy których nie wiemy. Na ten przykład tak zwana ciemna materia we wszechświecie. Ma jej być ponoć aż 96%, ale tak naprawdę jeszcze nikt jej nie udowodnił i zbadał. Czyli nasza wiedza o wszechświecie to raptem 4% całości. Określenie "ciemna" to naprawdę elegancki opis naszej absolutnej niewiedzy. Podobnie jest również w innych dziedzinach wiedzy, na przykład nasza wiedza o procesach wewnątrz komórki czy mózgu.
W rzeczywistości przyrost wiedzy generuje nowe pytania. Coraz więcej nowych pytań. Im więcej wiedzy tym więcej niewyjaśnionych pytań. To chyba taki paradoks nauki, że każde nowe wyjaśnienie prowadzi do nowych pytań. Można śmiało więc powiedzieć:
"Wiem, że coraz więcej nie wiem!"
Kevin Kelly, założyciel internetowego czasopisma Wired, ekspert cyfrowej kultury i futurolog sądzi, że ta nasza niewiedza również wzrasta eksponencjalnie. Ten obszar pomiędzy pytaniami i wyjaśnieniami to właśnie nasza ignorancja, która nieustannie wzrasta!
Nauka to metoda prowadząca raczej do wzrostu naszej ignorancji niż przyrostu naszej wiedzy - twierdzi Kelly. Obserwując aktualny rozwój brak jest podstaw aby sądzić, że ten trend może zmienić się w przyszłości. Czyli będziemy nadal dążyć do maksimum ignorancji i to pomimo nieustanego powiększania się naszej wiedzy.Chyba miał rację Mikołaj z Kuzy (Nikolaus von Kues) propagując oświeconą niewiedzę zamiast wszechwiedzy. Wszechwiedzy której nigdy - przynajmniej wedle Kevina Kelly - nie osiągniemy. Może zamiast tego należy jedynie dążyć do coraz dokładniejszej, pełnej zrozumienia niewiedzy?
Update: 14.12.2008. Tak to jest gdy człowiek zbyt dużo czyta takiego Ray Kurzweil-a (żałośnie króciutki ten artykuł o nim w polskiej Wikipedii) czy innych wyznawców szybkiego wzrostu i z niego wynikającej złożoności komputerów. Sądziłem że słowo "eksponencjalny (wzrost)" jest w pełni zrozumiałe w codziennym języku. Ale tak nie jest. Dlatego też wyjaśniam, że eksponencjalny wzrost to wzrost wykładniczy, czyli wzrost w zawrotnym tempie. Dosyć znanym przykładem takiego wzrostu - i jest to jednocześnie baza dla wszelakich przepowiedni o niedługim powstaniu sztucznej inteligencji - jest tak zwane prawo Moore'a. Otóż to empiryczne prawo mówi, że liczba trazystorów w układach scalonych podwaja się co 18 miesięcy, czyli wzrasta w zawrotnym tempie. ;)
Zmieniłem również tytuł tego posta na, mam nadzieję, nieco bardziej zrozumiały. ;)
niedziela, grudnia 07, 2008
Samoorganizacja
Nowe technologie internetowe mają coraz większy wpływ na to jak pracujemy i spędzamy wolny czas. Obserwujemy niespotykany rozwój różnorakich socjalnych serwisów, w ramach których użytkownicy nie tylko konsumują informację, ale równocześnie ja tworzą (user-generated content). Często te różne spontanicznie powstające projekty są w stanie bez trudu konkurować z profesjonalnymi produktami.
Wielu z nas zadaje sobie jak to jest możliwe, że grupa laików organizuje się sama, tworzy coś nowego i osiąga przy tym bardzo dobra jakość. Jak to jest możliwe, że te niezorganizowane instytucjonalnie inicjatywy trwają przez długi czas i ciągle się ulepszają? Czy te samoorganizujące się inicjatywy to tylko przejaw krótkotrwałego trendu, czy realna alternatywa dla hierarchicznie zorganizowanych firm?
Clay Shirky, profesor na New York University i badacz socjalnych i ekonomicznych skutków internetowych technologii, uważa, że mamy tutaj do czynienia z nową wartością, która na stałe zmieni nasz sposób pracy. Jego zdaniem hierarchiczne struktury organizacyjne już teraz nie radzą sobie z olbrzymią złożonością problemów dzisiejszego świata. Są zbyt wolne w reagowaniu na zmiany, a przede wszystkim nakład na koordynację wielkich przedsięwzięć i dużych grup ludzi. To właśnie w zakresie koordynacji systemy samoorganizujące się są zdecydowanie lepsze od tych tradycyjnych, zorganizowanych hierarchicznie.
Clay Shirky wykorzystuje każdą okazję, aby głosić wyższość systemów samoorganizujących nad hierarchicznymi. Swe tezy przedstawił w wielu odczytach, jak również w swojej nowej książce "Here comes everybody".
Tę współczesną samoorganizację spontanicznych inicjatyw internetowych umożliwiają te oto cztery podstawowe funkcje nowych technologii:
- Wspólne korzystanie (Sharing)
- Dialog (Conversation)
- Współpraca (Colaboration)
- Kolektywne działanie (Collective Action)
Spontaniczne organizowanie się bez formalnych organizacji to wielka siła. Już teraz korzystamy codziennie z jej tworów w postaci różnych produktów z kuźni "Open Source", czy niezliczonych inicjatyw w socjalnych sieciach. Rola samoorganizacji będzie jednak nadal wzrastać, gdyż obok swej przewagi w zakresie koordynacji wygrywa ona jeszcze mocniej w temacie motywacji. Ta dobrowolność uczestniczenia w samoorganizujących się strukturach rozwiązuje automatycznie problem motywacji. A motywacja pracowników to drugi wielki problem systemów hierarchicznych, z którym nie dają sobie one tak naprawdę radę. Równocześnie nieustanny dalszy rozwój internetowych narzędzi jest, obok pozytywnej motywacji, drugim motorem napędowym samoorganizacji.
Linki:
- Clay Shirky
- Instytucja czy współpraca? Shirky w TED Talk
- Shirky o swojej książce "here comes everybody"
- Wiki o "here comes everybody"
- Recenzja Arka o "here comes everybody"
Wielu z nas zadaje sobie jak to jest możliwe, że grupa laików organizuje się sama, tworzy coś nowego i osiąga przy tym bardzo dobra jakość. Jak to jest możliwe, że te niezorganizowane instytucjonalnie inicjatywy trwają przez długi czas i ciągle się ulepszają? Czy te samoorganizujące się inicjatywy to tylko przejaw krótkotrwałego trendu, czy realna alternatywa dla hierarchicznie zorganizowanych firm?
Clay Shirky, profesor na New York University i badacz socjalnych i ekonomicznych skutków internetowych technologii, uważa, że mamy tutaj do czynienia z nową wartością, która na stałe zmieni nasz sposób pracy. Jego zdaniem hierarchiczne struktury organizacyjne już teraz nie radzą sobie z olbrzymią złożonością problemów dzisiejszego świata. Są zbyt wolne w reagowaniu na zmiany, a przede wszystkim nakład na koordynację wielkich przedsięwzięć i dużych grup ludzi. To właśnie w zakresie koordynacji systemy samoorganizujące się są zdecydowanie lepsze od tych tradycyjnych, zorganizowanych hierarchicznie.
Clay Shirky wykorzystuje każdą okazję, aby głosić wyższość systemów samoorganizujących nad hierarchicznymi. Swe tezy przedstawił w wielu odczytach, jak również w swojej nowej książce "Here comes everybody".
Tę współczesną samoorganizację spontanicznych inicjatyw internetowych umożliwiają te oto cztery podstawowe funkcje nowych technologii:
- Wspólne korzystanie (Sharing)
- Dialog (Conversation)
- Współpraca (Colaboration)
- Kolektywne działanie (Collective Action)
Spontaniczne organizowanie się bez formalnych organizacji to wielka siła. Już teraz korzystamy codziennie z jej tworów w postaci różnych produktów z kuźni "Open Source", czy niezliczonych inicjatyw w socjalnych sieciach. Rola samoorganizacji będzie jednak nadal wzrastać, gdyż obok swej przewagi w zakresie koordynacji wygrywa ona jeszcze mocniej w temacie motywacji. Ta dobrowolność uczestniczenia w samoorganizujących się strukturach rozwiązuje automatycznie problem motywacji. A motywacja pracowników to drugi wielki problem systemów hierarchicznych, z którym nie dają sobie one tak naprawdę radę. Równocześnie nieustanny dalszy rozwój internetowych narzędzi jest, obok pozytywnej motywacji, drugim motorem napędowym samoorganizacji.
Linki:
- Clay Shirky
- Instytucja czy współpraca? Shirky w TED Talk
- Shirky o swojej książce "here comes everybody"
- Wiki o "here comes everybody"
- Recenzja Arka o "here comes everybody"
Subskrybuj:
Posty (Atom)