Polepsz stan świata: przemyśl, przekonstruuj, przebuduj (rethink, redesign, rebuild) - to apell, który do uczestników tegorocznego spotkania World Economic Forum w szwajcarskim Davos od 27 do 31 stycznia skierował przewodniczący tego forum Klaus Schwab.
Tegoroczne spotkanie jest spotkaniem jubileuszowym, bo już 4o-tym. Ponad 2500 wybitnych osobistości ze świata businessu i polityki z 90 krajów będzie przez kilka dni rozmawiać o tym jak zapewnić światu trwały wzrost i uniknąć kryzysu jaki przeżyliśmy w ostatnich latach. Klaus Schwab nie ukrywa, że globalny system polityczny, finansowy i gospodarczy nie funkcjonuje dobrze. Trzeba znaleźć nowe rozwiązania zapewniające trwały rozwój.
O wszystkim i o niczym. Piszę o sprawach dla mnie ważnych, o tym co mnie zainteresowało - wspomnienia z podróży, reakcje na aktualne wydarzenia polityczne, krótkie recenzje książek, które właśnie przeczytałem, no i refleksje na tematy różne.
piątek, stycznia 22, 2010
poniedziałek, stycznia 18, 2010
Trzech prezydentów w imię narodowej jedności
Oczywiście, że był to symboliczny akt. Był to symbol narodowej jedności, jedności ponad wszelkie polityczne i emocjonalne podziały. Jedności w imię sprawy w danym momencie nadrzędnej. To był symbol amerykańskiej zdolności zjednoczenia różnych sił politycznych w imię wspólnej sprawy.
Oglądając tę scenę od razu skojarzyłem ją z polską sytuacją. Czy to możliwe aby trzech polskich prezydentów zapomniało na moment o swych animozjach i wystąpiło wspólnie na rzecz sprawy dla kraju dużo ważniejszej niż ich ambicje?
Na obchodach rocznicy Solidarności im się to niestety nie udało. Również duże problemy ze wspólnym wystąpieniem mają prezydent i premier na europejskim parkiecie, ośmieszając kraj swym dziecinnym zachowaniem. A szkoda.
poniedziałek, grudnia 21, 2009
Lodowe bieganie
Warunki iście arktyczne, podobne chyba do tych na Antarktydzie. A właśnie tam przed kilkoma dniami odbył się piąty antarktyczny lodowy maraton. dziewiętnastu śmiałków - w tym również trzy kobiety! - zmagało się długie godziny z mrozem, śnieżnym podłożem i zapewne przede wszystkim ze swoimi słabościami. Najszybszy - Amerykanin Jason Wolfe - pokonał dystans 42 km w niecałe 5 godzin. Najwolniejszy zawodnik - Brazylijczyk, a więc klimat dla niego z pewnością nieodpowiedni - potrzebował aż 11 godzin! Dwóch zawodników to nawet zmierzyło się z dystansem 100 km! Irlandczyk Richard Donovan biegł te sto kilometrów 19 godzin bez przerwy!
Pogoda na Antarktydzie była podobno niezła. świeciło nawet słońce, a temperatura około -14 stopni była dosyć umiarkowana. Czyli prawie tak jak i u nas.
"W zasadzie taki antarktyczny maraton to nic takiego szczególnego. Robię taki maraton przecież w dwa czy trzy ranki, a mróz i u nas siarczysty. Może więc wybrać się w przyszłym roku na Antarktydę?" - tak sobie myślałem wychodząc dzisiaj rano z domu. Po prawie trzech godzinach czołgając się resztką sił do domu zmieniłem jednak zdanie. Szczęśliwy, że nie jestem na Antarktydzie, zaparzyłem sobie gorącej herbaty i zwaliłem się jak kłoda na kanapę. Ja na razie nie wybieram się już na Antarktydę i jestem pełen podziwu dla tych 19 odważnych. To wielki wyczyn!
poniedziałek, listopada 09, 2009
CZy w klasach powinny wisieć krzyże?
W mediach i na blogach zagościł ostatnio spór o krucyfiksy w szkołach. Powodem tego jest decyzja Europejskiego Trybunału Praw Człowieka nakazującego zdjęcie symboli religijnych ze szkół we Włoszech. Austriackie radio cytuje oburzone tym koła kościelne i przeprowadza ankiety wśród słuchaczy. A na polskich blogach pojawiły się listy dziesięciu argumentów przeciwko tej decyzji.
Czy to co wisi w klasie na ścianie na rzeczywiście duże znaczenie? Czy krzyż na ścianie tworzy automatycznie bogobojnych katolików, a jego brak prowadzi do spadku moralności? Moim zdaniem nie ma to zbytniego znaczenia. Za moich czasów z klasowej ściany spoglądał na nas surowym wzrokiem Józef Cyrankiewicz (premier PRL w tamtych czasach - to takie przypomnienie dla młodszych roczników ;) ) i pomimo to lud walił do kościołów.
W państwach świeckich, w państwach w których każdy obywatel ma zagwarantowaną wolność wyznania, a jednocześnie obowiązuje rozdział państwa od kościoła, wychowanie dzieci młodzieży powinno byś wolne od jakiekolwiek indoktrynacji ideologicznej i to niezależnie od jej kierunku. Zadaniem szkoły jest otworzenie młodym ludziom wszelkich opcji w taki sposób, aby sami mogli dokonać wyboru w wieku na nią pozwalającym. Dlatego jestem stanowczym przeciwnikiem państwowego dofinansowywania szkół religijnych, narodowościowych czy innych temu podobnych. Szkoły tego typu są z zasady zdecydowanie ukierunkowane ideologicznie, a przez to zawężają wolny wybór młodych ludzi.
świeckie państwo powinno umożliwić wszystkim swoim obywatelom wyznawanie wybranej przez nich wiary, samo jednak powinno pozostać obiektywne i neutralne religijnie. Otóż ta obiektywność i neutralność religijna to są bardzo ważne, wręcz nadrzędne wartości.
Dlatego trudno mi zaakceptować pierwszy argument zwolenników krzyża w szkołach, według którego krzyż to potwierdzenie faktu, że w danym państwie żyją wierzący w Chrystusa. Otóż zarówno w Polsce jak i innych państwach Europy żyją oprócz wierzących w Chrystusa, ludzie którzy w niego nie wierzą jak również ludzie innej wiary. Gdyby stosować tu czysty element większościowy (większość Polaków to katolicy) to w niektórych szkołach w Austrii (większość uczniów to Turcy) należałoby w klasach zastąpić krzyż półksiężycem, czy innym symbolem islamskim.
Również nie zgadzam się z tezą jakoby krzyż był symbolem Europy. Może tak było w czasach wojen krzyżowych, ale nie dzisiaj. Nie przeczę, że chrześcijaństwo miało spory wpływ na Europę. Ale Europa to dużo więcej. To przecież wspaniała kultura helleńska z której również kościół katolicki czerpał pełnymi garściami. Europa to też Rzym, ten do dzisiaj niedościgły wzór integracji różnych kultur i uniwersalności. Europa naszych czasów to też twór oświecenia, twór otwartych myślicieli tamtej ery, którzy stworzyli podwaliny dla rozwoju demokracji i wolnej myśli.
Czy to co wisi w klasie na ścianie na rzeczywiście duże znaczenie? Czy krzyż na ścianie tworzy automatycznie bogobojnych katolików, a jego brak prowadzi do spadku moralności? Moim zdaniem nie ma to zbytniego znaczenia. Za moich czasów z klasowej ściany spoglądał na nas surowym wzrokiem Józef Cyrankiewicz (premier PRL w tamtych czasach - to takie przypomnienie dla młodszych roczników ;) ) i pomimo to lud walił do kościołów.
W państwach świeckich, w państwach w których każdy obywatel ma zagwarantowaną wolność wyznania, a jednocześnie obowiązuje rozdział państwa od kościoła, wychowanie dzieci młodzieży powinno byś wolne od jakiekolwiek indoktrynacji ideologicznej i to niezależnie od jej kierunku. Zadaniem szkoły jest otworzenie młodym ludziom wszelkich opcji w taki sposób, aby sami mogli dokonać wyboru w wieku na nią pozwalającym. Dlatego jestem stanowczym przeciwnikiem państwowego dofinansowywania szkół religijnych, narodowościowych czy innych temu podobnych. Szkoły tego typu są z zasady zdecydowanie ukierunkowane ideologicznie, a przez to zawężają wolny wybór młodych ludzi.
świeckie państwo powinno umożliwić wszystkim swoim obywatelom wyznawanie wybranej przez nich wiary, samo jednak powinno pozostać obiektywne i neutralne religijnie. Otóż ta obiektywność i neutralność religijna to są bardzo ważne, wręcz nadrzędne wartości.
Dlatego trudno mi zaakceptować pierwszy argument zwolenników krzyża w szkołach, według którego krzyż to potwierdzenie faktu, że w danym państwie żyją wierzący w Chrystusa. Otóż zarówno w Polsce jak i innych państwach Europy żyją oprócz wierzących w Chrystusa, ludzie którzy w niego nie wierzą jak również ludzie innej wiary. Gdyby stosować tu czysty element większościowy (większość Polaków to katolicy) to w niektórych szkołach w Austrii (większość uczniów to Turcy) należałoby w klasach zastąpić krzyż półksiężycem, czy innym symbolem islamskim.
Również nie zgadzam się z tezą jakoby krzyż był symbolem Europy. Może tak było w czasach wojen krzyżowych, ale nie dzisiaj. Nie przeczę, że chrześcijaństwo miało spory wpływ na Europę. Ale Europa to dużo więcej. To przecież wspaniała kultura helleńska z której również kościół katolicki czerpał pełnymi garściami. Europa to też Rzym, ten do dzisiaj niedościgły wzór integracji różnych kultur i uniwersalności. Europa naszych czasów to też twór oświecenia, twór otwartych myślicieli tamtej ery, którzy stworzyli podwaliny dla rozwoju demokracji i wolnej myśli.
niedziela, listopada 01, 2009
Pierwszy austriacki uniwersytet na Itunes U
Uniwersytet Leopold-Franzens w Insbrucku jest pierwszą wyższą uczelnią austriacką która publikuje swoje wykłady na Itunes U - o Itunes U wspomniałem już tutaj. Dostępne są między innymi wykłady z informatyki, fizyki (to w Insbrucku naucza słynny specjalista od teleportacji fotonów Anton Zeilinger). Oprócz tego można tam znaleźć sporo informacji dla studiujących i fragmenty konferencji organizowanych na tamtejszym uniwersytecie. Wykłady są w większości po niemiecku, ale znalazłem też kilka po angielsku. W Itunes U znajdziecie uniwersytet w Insbrucku pod hasłem "Leopold-Franzens-Universität". Poza merytorycznymi walorami tych wykładów dodatkowo można w ten sposób zapoznać się z dosyć specyficzną wymową tyrolską.
wtorek, października 27, 2009
TED również po polsku
Wszystkie prelekcje na konferencjach TED są po angielsku. Bardzo wielu ludzi włada tym językiem. Jednak równie liczni są ci, którzy mają problemy w zrozumieniu trudnych tematów w obcym języku. Dla nich TED uruchomił nowy program - "Otwarty projekt tłumaczenia" - już jakiś czas temu, a ja właśnie to spostrzegłem i uprzejmie informuję. W ramach tego programu woluntariusze - a jest ich aktualnie około 140 - tłumaczą prelekcje na 80 różnych języków w tym również polski.
Uważam, że to wspaniała idea TED, aby w ten sposób jeszcze bardziej rozpowszechnić dobre i ciekawe idee. Zachęcam wszystkich do zapoznania się z TED - http://www.ted.com/translate/languages/pol.
poniedziałek, października 26, 2009
Emerytura na raty
Inne rozwiązanie proponuje Stefan Sagmeister, słynny austriacki grafik i designer. Otóż zamyka on swoje biuro co siedem lat na cały (!) rok i jest przez ten czas absolutnie nieosiągalny. Sagmeister poświęca się cały rok swoim eksperymentom i pasjom. Podróżuje po świecie i próbuje rzeczy na które normalnie, w pozostałych siedmiu latach, nie ma czasu. Sagmeister twierdzi, że ten rok robienia czegoś innego, bez gonienia tylko za pieniędzmi, ładuje jego kreatywne akumulatory. Z tej energii korzysta on w następnych latach realizując zebrane w trakcie tej "częściowej emerytury" idee.
Rozwiązanie Sagmeistera, które zaprezentował on bardzo ciekawie na forum TED, to taki przeplataniec pracowniczo-emerytalny. Również i w modelu Sagmeistera nie ma miejsca na emeryturę w wieku 65 lat. Za te częściowe emerytury w wieku średnim trzeba będzie pracować dłużej.
A może jeszcze bardziej to pomieszać. Nie tylko pracę i emeryturę, ale także naukę. To znaczy trochę nauki w młodości, a potem praca no i też trochę emerytury. A po niej znowu czas wrócić do szkolnej ławy. I tak dalej, i tak dalej. ;)
środa, października 07, 2009
Polarne pływanie
Chyba jednak nie każdy z nas chciałby naśladować Lewisa Pugha i pływać w morzu polarnym. A tak, Lewis pływa w Arktyce, a dokładnie na biegunie północnym. Lewis skoczył z kry lodowej do morza o temperaturze minus 1,7 stopnia (!) i przepłynął jeden kilometr. Prawie 19 minut w lodowatej wodzie! brrrrr, zimno mi na samą myśl o tym.
Po co ten szaleniec to robi? - zapytacie z pewnością. A po drugie tam przecież nie można pływać. Biegun północny zalega przecież bardzo gruba pokrywa lodu. To tam Amudsen, Nansen i inni śmiałkowie na początku 20 wieku wędrowali przecież pieszo. Otóż tak było przed laty. A teraz to lód na biegunie już nie taki gruby i sporo tam otwartego morza. To efekt globalnego ocieplenia w ostatnich latach. Właśnie dlatego Lewis - pływak ekstremalny i jednocześnie działacz na rzecz ochrony środowiska - skocze do tej lodowatej wody. On chce swymi spektakularnymi wyczynami wstrząsnąć światową opinią i pokazać jak wielkie zmiany zachodzą w przyrodzie w skutek globalnego ocieplenia.
Tak pozornie odległe od siebie zjawiska jak zanik pokrywy lodowej na biegunie północnym i upalnie październikowe dni we Wiedniu mają chyba bardzo wiele wspólnego. Oba te zjawiska są prawdopodobnie wynikiem globalnego ocieplenia.
Subskrybuj:
Posty (Atom)