poniedziałek, czerwca 10, 2013

Firma Better Place zbankrutowała

Firma Shai Agassiego zbankrutowała. Better Place miał piękną wizję - zastąpić samochody spalinowe elektrycznymi. Aby zwiększyć zasięg samochodów elektrycznych i uniknąć długiego czasu ładowania baterii Better Place chciała wybudować stacje wymiany baterii. Po zmianie baterii w niecałą minutę samochód mógł jechać dalej, a bateria ładuje się kilka godzin na stacji i potem znowu można ją włożyć do jakiegoś innego samochodu. Idea ciekawa ale jak widać na razie niewykonalna. Better Place niestety nie znalazł klientów na ten system stacji wymiany baterii i to nawet w tak małym kraju jak Izrael.

Electric Car Company Better Place Bankrupt, Burns Nearly $1 Billion
http://singularityhub.com/2013/06/09/electric-car-company-better-place-bankrupt-burns-nearly-1-billion/<http://flip.it/vInsg>

Shared from Singularity Hub » Feed<http://flip.it/N5jHd> on Flipboard. Download Flipboard for free here<http://flpbd.it/now>.

sobota, maja 25, 2013

Nowi twórcy życia

From Evernote:

Nowi twórcy życia

Parę dni temu świat obiegła sensacyjna wiadomość o sklonowaniu człowieka. Amerykańskim uczonym udało się stworzyć rozwijający się zarodek z DNA wziętego z komórki skóry i pozbawionej jądra komórki  jajowej. Możliwości zastosowania tego osiągnięcia mogą być przeogromme. Można produkować w ten sposób komórki macierzyste i leczyć nimi potencjalnie wszystkie ludzkie organy. Można też klonować ludzi, czyli reprodukować kopie danych ludzi. Można również troszkę zmanipulować ten pobrany DNA - aby na przykład wyeliminować potencjalne choroby genetyczne, czy patrząc dalej aby uzyskać inne pożądane cechy - i tworzyć ludzi na zamówienie. Inżynieria genetyczna poznała mechanizmy powstawania życia i jest już w stanie praktycznie dowolnie manipulować tym procesem.

A jeszcze nie tak dawno akt poczęcia owiany był absolutną tajemnicą, i to nie tylko tajemnicą alkowy, w której to do tego poczęcia dochodziło. Ludziom jeszcze chyba do połowy dwudziestego wieku brakowało wiedzy jak powstaje życie. Nic dziwnego więc, że akt poczęcia był uznany za coś cudownego, coś co nie da się wyjaśnić wtedy znanymi materialnymi prawami tego świata. Autorzy Starego Testamentu przed około dwu i pół tysiąca lat opisując ważniejsze akty poczęcia zawsze opisywali boski wpływ na sukces tego przedsięwzięcia. Zawarli w Biblii prostą wiadomość - jakby się ludzie nie starali bez boskiej pomocy nic z tego nie będzie. Kościół do dziś w pewnym sensie jest wierny tej teorii.

Okazuje się jednak, że ten boski wpływ jakby zanika. Inżynieria genetyczna oponowała proces poczęcia, do tego stopnia, że powoli staje się to zadaniem czysto inżynieryjnym. Cudowny pierwiastek nie jest już potrzebny, aby wyjaśnić i opanować ten proces.

Inżynieria genetyczna osiąga powoli status nowego twórcy życia. Jest w stanie tworzyć źycie i również kształtować je na miarę naszych wyobrażeń. Oczywiście te nowe możliwości stawiają nas przed nowymi wyzwaniami etycznymi. Zerwaliśmy, niejako teraz już w dosłownym tego słowa znaczeniu, owoc z drzewa poznania. Negatyną konsekwencją tego nie jest jednak wypędzenie z raju - a może w przenośnym sensie nawet jest, jeżeli tu na ziemii stworzymy jakieś straszne twory - a realna grożba stworzenia życia zagrażającego nam samym. 

Musimy więć wyznaczyć nowe normy etyczne i zadecydować co wolno, a co jest zakazane. Zabronienie używania tej technologii z perspektywy jej korzyści dla naszego dobra nie wydaje mi się właściwym rozwiązaniem. Moim zdaniem powinniśmy pozwolić na dalszy rozwój tej technologii, ale kontrolować jej zastosowania.



poniedziałek, maja 20, 2013

Strategiczne wyzwania ludzkości

From Evernote:

Strategiczne wyzwania ludzkości

Bardzo lubię takie dalekowzroczne spojrzenie na rzeczywistość i ukierunkowane naszych działań. Ten szalenie skomplikowany i szybko zmieniający się świat stawia nas, ludzi i również ludzkość, codziennie przed nowymi problemami. Bierzemy się rychło za ich rozwiązywanie zapominając często sprawdzić uprzednio, które z tych wyzwań są naprawdę ważne. 

Takie doświadczenia robimy również osobiście. Codziennie przychodząc do pracy bez planu odpowiadamy na maile, odbieramy telefony i robimy tysiąc różnych rzeczy, większość z których nie ma zbytniego znaczenia. To znaczy rozwiązujemy problemy, które nie są ważne z nieco bardziej długoterminowej perspektywy czasu. Tylko nieliczni, najlepiej zorganizani, na przykład ci którym udało się przez dłuższy czas stosować konsekwentnie metodę Get Things Done (GDT), unikają tego zagubienia się w małych problemach dnia codziennego tracąc z oczu to co naprawdę ważne. 

Dobrze jest czasami siąść na chwilkę i zastanowić się co jest ważne dla mnie, co jest naprawdę ważne dla mojej firmy. Mając taką konkretną - najlepiej spisaną - strategię jest dużo łatwiej uniknąć zajmowania się rzeczami bez znaczenia. 

Również z punktu widzenia ludzkości, dla przetrwania naszego gatunku pewne cele są decydujące o naszej przyszłości. Pytanie tylko jakie są te najważniejsze tematy, które ludzkość musi rozwiązać?

Bardzon ładną, bo krótką i konkretną, strategię dla ludzkości przedstawił w TOKFM Prof. Jagielski. Otóż profesor Jagielski jest zdania, że ludzkość musi znaleźć rozwiązanie na trzy istotne wyzwania:

  1. Jak naprawić człowieka? To znaczy jak chronić go przed chorobami i leczyć w perspektywie coraz dłuższego życia.
  2. Jak przerabiać wykładniczo wzrastającą ilość informacji?
  3. Jak zapewnić nam wystarczającą ilość energii? Konsumpcja energii rośnie nieustannie, a jej aktualne źródła wyczerpują się szybko.
Prof. Jagielski jest fizykiem więc w wywiadzie zajął się problemen energii. Jego zdaniem jedynie energia termojądrowa może nam w przyszłości zapewnić dostatek czystej energii przy minimalnym nakładzie kosztów. Rozwiązań nie należy jednak oczekiwać zbyt szybko, bo technologia jest dopiero w stadium badań naukowych i pierwsze rozwiązania komercyjne ukażą się być może za 30 lat.

http://bi.gazeta.pl/im/1/13885/m13885741.mp3

sobota, maja 11, 2013

Nowe królestwo programistów

From Evernote:

Nowe królestwo programistów

Z programowaniem zetknąłem się dosyć późno. Chyba na trzecim roku studiów mieliśmy taki przedmiot "Elektroniczna technika obliczeniowa". Nauka odbywała się wtedy bardzo klasycznie, a więc najpierw wykłady, a potem ćwiczenia. Na wykładach profesor opowiadał o syntaksie języka Algol i wypisywał kredą na tablicy (!) jakieś tam przykłady programowania, których nikt z nas w tym momencie chyba nie rozumiał. Zapewne większość z nas do momentu rozpoczęcia ćwiczeń - a niektórzy może nawet do dzisiaj - nie miała zielonego pojęcia o co tu chodzi. Jednak byliśmy przyzwyczajeni to tego dalekiego od ideału sposobu nauczania i czekaliśmy spokojnie na rozwianie tajemnicy.

Na początku ćwiczeń każdy z nas dostał prosty techniczny problem do rozwiązania. Naszym zadaniem było sformułowanie sposobu rozwiązania i zaprogramowanie w języku Algol. W tamtych czasach komputer to było coś bardzo wyjątkowego. Było ich bardzo mało, dostęp do nich mieli tylko bardzo nieliczni, wtajemniczeni. Ci kapłani w komputerowej świątyni przyjmowali od nas raz w tygodniu karty perforowane - bo program należało napisać na specjalnie do tego przystosowanych formularzach i bardzo miła pani przepisywała program z formularza na maszynie przypominającej maszynę do pisania i ta maszyna wytwarzała te karty perforowane - i po jakieś chwili oddawali nam absolutnie niezrozumiały wydruk z komputera. Pamiętamdo dzisiaj, że na początku było tam napisane "run by George". Potem była to lista błędów syntaktycznych w programie. Jak ktoś od razu potrafił je poprawić mógł puścić ten program jeszcze raz. A jak nie to następna okazja była dopiero za tydzień. 

Mnie od razu to programowanie spodobało się. Ta atmosfera światyni wiedzy, atmosfera czegoś szczególnego, dostępnego tylko dla wybranych zafascynowała mnie. Bardzo szybko usunąłem błędy z mojego programu i dostałem wyniki obliczeń. Chętnie pomagałem innym poprawić ich błędy. Chyba prawie wszystkie programy mojej grupy wyszły spod mojej ręki.

Od tego czasu zacząłem marzyć o programowaniu. Chciałem w przyszłości pracować przy komputerach. Nie od razu mi się to udało. Krótko po studiach wyjechałem do Austrii i podstawowa walka o byt wypełniła w pełni me życie. Dopiero po kilku latach nabyłem jeden z pierwszych domowych komputerów, które właśnie ukazały się na rynku. Scheider 128 to była moja prywatna szkoła programowania. Nauczyłem się kilku języków programowania i programowałem również w asemblerze. To było moje hobby, ale ja nadal chciałem aby to był również mój zawód.

Po kilkudziesięciu nieudanych próbach uzyskania pracy programisty już prawie zrezygnowałem. Firmy przede wszystkim patrzyły na doświadczenie. A tym nie mogłem się wykazać. Poza tym zawsze szukały trochę innych umiejętności niż te które teoretycznie miałem. Pamiętam, że w sobotę czytałem ogłoszenia w gazetach i patrzyłem jakich programistów szukają. W poniedziałek szedłem do uniwersyteckiej biblioteki i wypożyczałem książki na te tematy, a w środę pisałem podania o pracę.

Jak to często w życiu jest dostałem pracę jako programista całkiem niespodziewanie. Byłem zachwycony. Do późnego wieczora pisałem programy, już teraz w C. Bardzo lubiłem to zajęcie i nieustannie udoskonalałem moje umiejętności. Miałem wtedy duże poczucie spełnienia i może też trochę i wyższości. Potrafiłem coś czego inni nie umieli i nie rozumieli. Tworzyłem coś z niczego.

W tym czasie, pod koniec lat osiemdziesiątych, pojawiły się pierwsze programy, które tworzyły inne programy. Tak zwane programy 4 generacji, które z bazy danych generowały proste programmy, ale również generatory codu, które z dosyć abstrakcyjengo opisu procesu businessowego automatycznie wytwarzały program. Te generatory kodu nie były doskonałe, ale wielu twierdziło, że to tylko kwestia czasu. Za kilka lat te generatory będą tak doskonałe, że nikt już nie będzie potrzebował programistów. Moi zleceniodawcy zaczeli mówić z lekceważeniem o programistach.

Widać przekonali mnie, bo postanowiłem uciec od programowania i spróbować moich sił w administracji systemów. Też fajne zajęcie, ale na pewno nie tak twórcze jak programowanie. Ciągle jeszcze pisywałem małe programiki. To nie była jednak lwia część moich zajęć. Po kilku latach ucichło o generatorach programów, a programiści wrócili do łask. Moja kariera potoczyła się jednak już innymi torami. Do programowania już nigdy nie wrócilem. Czy wybrałem lepiej czy gorzej tego nie wiem. Do dzisiaj mam jednak duży sentyment do programowania, chociaż już nie potrafię programować.

Nic więc dziwnego, że takie książki jak "Nowi twórcy królów. Jak programiści podbili świat" Steve O'Brady od razu wpadają mi w ręce. O'Brady podkreśla jak ważni są programiści dla digitalnej gospodarki. Aktualnie zapotrzebowanie na dobrych programistów znacznie przekracza ich dostępną ilość na rynku. Firmy szukają coraz to nowych metod aby zwerbować i utrzymać najlepszych programistów. Ostatnio jedną z takich metod jest wykupywanie mniejszych firm nie po to aby przejąć produkty czy klientów, lecz aby przejąć programistów. O'Brady opisuje również jak dzięki powstaniu ruchu open source - z tak ważnymi produktami jak Linux, Apache czy MYSQL aby wymienić tylko kilka - i oszałamiającym rozwoju servisów dla prywatnych konsumentów wolni programiści zaczęli decydować o i narzucać standarty programowania. To oni decydowali o tym co należy używać - na przyklad PHP - i odrzucali drogie i skomplikowane standarty największych komercyjnych firm. Nagle okazało się, że to rzesze niezliczonych programistów hobbystów, czy z małych firm decydują o tym co dobre, a co należy odrzucić. Wyzwolili się oni spod kurateli takich firm jak Microsoft, które przez lata decydowały o nowych kierunkach w programowaniu poprzez swoje produkty. Wolni programiści stworzyli własne narzędzia do programowania i ignorują kompletnie produkty komercyjnych firm. Wiele firm zorientowało się w sile programistów i stara się ją wykorzystać do swoich celów. Otóż firmy - jak naprzykład Amazon czy Netflix - otwierają swoje serwisy dla programistów publikując interfejsy, które można używać z zewnątrz firmy, z internetu. Każdy może stworzyć wlasną aplikację i połączyć ją z interfejsem danej firmy. Firmy mają nadzieję, że w ten sposób używanie ich serwisu wzrasta, a na dodatek wolni programiści znajdą zupełnie nowe zastosowania dla tego serwisu. Firmy te w ten sposób rozszerzają swoje wydziały rozwoju o tych wolnych programistów, bez konieczności bezpośredniego zatrudniania ich.

Tak, ja niestety już nie jestem programistą i nie mogę skorzystać z tych nowych możliwości. Zazdroszczę więc trochę dzisiejszym programistom, bo dla nich ta sytuacja to chyba raj na ziemi! ;)

sobota, kwietnia 13, 2013

Duchowe rozdarcie Europy

From Evernote:

Duchowe rozdarcie Europy

"Europa w obliczu końca" Marcina Króla to fascynująca wędrówka przez ostatnie trzysta lat europejskiej historii myśli filozoficznej. 

W książce tej Marcin Król koncentruje się na fundametalnych kryzysach leżących u podstaw dzisiejszej sytuacji w Europie. Aktualny kryzys finansowy to jest to co dostrzegamy na co dzień, ale to nie jest prawdziwy problem europy. To co jest naprawdę istotne dla Europy, to co leży u podłoża wszelkich europejskich problemów to walka między religią a ateizmen, między demokracją a liberalizmen, między uniwersalizmen a nacjonalizmen i między utilitaryzmen a niemożliwością zaspokojenia ludzkiego dążenia do przyjemności.

Marcin Król bierze nas na wędrówkę po europejskiej myśli filozoficznej od czasów oświecienia do teraz. Oświecenie zerwało radykalnie z klasycznym, religijnie uwarunkowanym spojrzeniem na dobro i zło, znajdując zupełnie nowe rozwiązanie tego problemu - że zło istnieje dlatego, bo się o nim mówi. Oświecenie to niesamowita rewolucja w spojrzeniu na religię, bo po raz pierwszy w historii Europy - a może nawet świata - uznano religię za przesąd i nonsens. Zanegowanie religii i absolutne przekonanie, że dzięki wiedzy świat stanie się lepszy i zło zostanie zredukowane, to był ten nowy oświeceniowy fundament europejskiej filozofii. To przekonanie o pozytywnej roll postępu technicznego jest do dzisiaj widoczne na ten przykład wśród technologicznych firm z kalifornijskiej Silicon Valley. Równość szans - ojcowie oświecenia jak na przykład Condorcet nie byli tak naiwni aby głosić absolutną równość wszystkich ludzi - to inna podstawa oświeceniowej koncepcji. 

Oświecienie zerwało więc radykalnie z obowiązującymi normami i ostatecznie pogrzebało europejski średniowieczny uniwersalizm. Niestety nie powstał na jej miejsce nowy uniwersalizm oświeceniowy. Za to wyłoniły się najprzeróżniejsze nowe nurty, często nie mające nic wspólnego z oświeceniową ideą. Utilitaryzm, liberalizm, nacjonalizm poróżniły Europę kompletnie i doprowadziły do wielkich konfliktów i tradegii.

Marcin Król szczególnie podkreśla duże sprzeczności pomiędzy demokracją a liberalizmen. Krótko możno to opisać tak. że demokracja to koncepja grupy, wspólnoty, a liberalizm to jak najdalej posunięte somodecydowanie jednostki o sobie. Dla Króla europejski eksperyment z demokracją jest czymś całkowicie wyjątkowym, ale aktualnie jest zagrożony przez narastający egoizm liberalny. 

Ten wielki rozłam duchowy, filozoficzny i ekonomiczny blokuje dzisiaj Europę. Bardzo trudno znaleźć wspólne rozwiązania, a sytuacja dojrzała do zdecydowanych zmian. Zamiast nich jednak panuje w Europie stagnacja, a drobne kroki w jednym czy innym kierunku, same w sobie na pewno nie wystarczające, są natychmiast korygowane po dojściu do władzy przeciwników politycznych.

Zgadzając się z Marcinem Królem w jego generalnej krytyce aktualnej sytuacji sądzę jednak, że należy też dostrzec niezwykłe sukcesy oświeceniowej myśli. Ten szalony postęp wiedzy i technologii umożliwił nam zapewnienie wysokiego poziomu życia masom ludzi. To niewątpilwy sukces, którego nie można negować. A Fakt, że rozwiązania z wczoraj nie są wystarczające dobre dzisiaj i ciągle musimy szukać nowych, to chyba normalne w czasach tak szybkich zmian społecznych, gospodarczych i technologicznych.

Idea oświecenia to też idea ciągłego poszukiwania sensu życia. Bo przecież w momencie w którym oświecienie odrzuciło sens nadany poprzez religię, sens niejako z założenia nadrzędny, bo pochodzi od istoty wyższej i nie podlega ludzkiemu racjonalizmowi, wszystkie inne idee na sens życia podlegąją racjonalnej krytyce. Trudno w tym przypadku znaleźć nadrzędny i uniwersalny sens życia akceptowalny przez wszystkich. Dlatego wszelakie racjonalne systemy wartości nie są w stanie osiągnąć uniwersalnego charakteru.

Marcin Król nie tylko jednak szalenie ciekawie szkicuje na dwustu stronach swojej książki duchowe rozdarcie Europy, ale też przedstawia możliwe drogi wyjścia z tej sytuacji. Po pierwsze konieczne jest szukanie dróg wspólnych pomiędzy religią i wiedzą czy racjonalizmen, uniwersalizmen i nacjonalizmen, liberalizmen i demokracją. 

Na koniec Marcin Król ukazuje się nam jako zwolennik demokracji rozumianej jako demokratyczna wspólnota. Jego zdaniem należy koniecznie zreformować źle funktionującą demokrację reprezyntatywną, która obowiązuje aktualnie w większości państw europejskich. Demokratyczna wspólnota zamiast jedynie tylko państwa demokratycznego. Ta nowa demokracja musi działać w imię dobra wspólnego i integrować w dużo większym stopniu niż obecnie obywateli w życie polityczne. To społeczeństwo musi podejmować rozsądne decyzje polityczne na bazie jak najszerszej informacji o ich możliwych krótko- i długoterminowych skutkach. Pierwszym, absolutnie koniecznym krokiem jest mówienie prawdy o aktualnej sytuacji. Trzeba powiedzieć otwarcie, że państwo opiekuńcze osiągnęło swój limit. Zbyt wysokie oczekiwania obywateli wobec państwa, oczekiwania podsycanie przez polityków dbających jedynie o ich wlasne interesy nie mogą być spełnione. Trzeba powiedzieć otwarcie, że ze względu na słaby rozwój gospodarczy, nie będzie nas stać w przyszłości na doskonałą opiekę medyczną, nie będzie pięniędzy na emerytury i wiele innych rzeczy. Oczywiście konieczne jest zlikwidowanie skandlicznych i wzrastających nierówności społecznych - bogacenie się bogaczy i coraz liczniejsza grupa biednych. To też namacalny dowód niezdolności reprezyntatywnej demokracji do rozwiązywania problemów wspólnoty społecznej w interesie wspólnego dobra.
Wywiad z Marcine Królem w TOKFM - http://bi.gazeta.pl/im/1/12746/m12746441.mp3





niedziela, kwietnia 07, 2013

A.C. Grayling o moralności

From Evernote:

A.C. Grayling o moralności

Polecam ten odczyt angielskiego filozofa na temat jego książki "the Good Book". Grayling nie tylko potrafi ciekawie pisać ale też pięknie opowiadać. Jego odczyt to manifest humanizmu. Grayling rozumie humanizm z pozycji jego kilku tysiącletniej tradycji, tradycji wielkich greckich, chińskich i hinduskich filozofów, których prace kontynuowali wielcy myśliciele oświecenia. Centralnym zagadnieniem humanizmu jest pytanie jakie wartości życiowe mają dla nas, ludzi, znaczenie. Co jest tą wartością, dla której warto żyć? Otóż Grayling odpowiada na to pytanie z pozycji humanizmu mówiąc, że nie ma takiej jednej nadrzędnej wartości która nadaje naszemu życiu sens i która pasuje dla wszytkich. Według Graylinga każdy z nas musi znaleźć taki cel w życiu, który jego zdaniem jest ważny. Grayling w pełni akceptuje różnorodność ludzi, ich potrzeb i wartości. Dlatego jest zdania, że należy respektować wybory innych nawet jak są całkiem odmienne od naszych własnych poglądów, pod warunkiem, że nie wyrządzają one innym krzywdy.

Grayling całkowicie odrzuca wartości i cele narzucane ludziom przez totalitrne systemy. Odrzuca również systemy wartości narzucane przez monoteistyczne religie. W swojej najnowszej książce "The God Argument" Grayling zajmuje się nieco mocniej krytyką religii.

wtorek, marca 19, 2013

W drodze do singularity

From Evernote:

W drodze do singularity

Niestrudzony prapagator sztucznej inteligencji, jeden z założycieli uniwersytetu Singularity - singularity oznacza taki moment w którym roboty osiągną inteligencję przynajmniej równą ludzkiej - Ray Kurzweil współpracuje ostatnio z Google. Dokładnie nie wiadomo w jakim zakresie, ale zapewne chodzi o inteligentną  interpretację naturalnego języka.

Kurzweil miał ostatnio też krótki odczyt w ramach Google Talks. Krótko przedstawił tam swoje idee. W centrum rozważań Kurzweila znajduje się prawo o przyśpieszonym zwrocie - "the Law of Accelerating Returns". Według tego przez niego wymyślonego prawa olbrzymia ilość procesów ewolucyjnych, w tym również rozwój technologii - przebiega wykładniczo. Periodycznie możemy obserwować podwajanie się się wzrostu w danym zakresie. W technologii na dodatek koszta produkcji jednej jednostki danego produktu maleją o połowę. Tak więc co rok czy dwa produkcja podwaja się, a koszta maleją. Kurzweil przytacza mnóstwo przykładów na prawdziwość tego prawa z różnych zakresów technologii. Najbardziej znany jest ten fenomen pod nazwą prawa Moore w zakresie tranzystorów i obwodów scalonych. Przez dziesięciolecia śledziliśmy z zapartym tchem coraz większą szybkość procesorów, która rosła wykładniczo od kiloherców poprzez megaherce aż osiągnęła prawie trzy gigaherce. W tym momencie stanęła osiągając granice fizycznych możliwości. Prawo Moora czy Kurzweila nadal jednak obowiązuje, bo wydajność wzrasta wykładniczo dzięki wykorzystaniu innych technicznych możliwości.

Podobny wykładniczy wzrost można zaobserwować również w wielu innych dziedzinach. Na przykład szalony rozwój metod sekwencji DNA umożliwił kolosalny sukces projektu Human Genom. Całkowite odszyfrowanie ludzkiego genomu w latach 90-tych byłoby bez tego przyśpieszenia absolutnie niemożliwe. 

Jeżeli rozwój praktycznie wszystkiego jest wykładniczy to dlaczego my tego na co dzień nie dostrzegamy? Otóż na początku rozwój wykładniczy jest dosyć wolny. Wzrost linearny w tym okresie jest dobrym przybliżeniem rozwoju wykładniczego. Jednak po pewnym czasie wzrost wykładniczy idzie w górę jak rakieta. 

Dzięki temu wykładniczemu rozwojowi współczesne komputery są coraz szybsze i powoli zbliżają się do zdolności człowieka. Za lat dziesięć, no najpóźniej 20 będą miały więcej trazystorów i połączeń niż mózg ludzki ma neuronów. To właśnie ten moment sigularity, w którym, przynajmniej teoretycznie te maszyny, będą zdolne myśleć szybciej niż ludzie.

Jednym z kluczowym elementów w powstaniu sztucznej inteligencji jest wiedza o działaniu mózgu. Gdy będziemy dokładnie rozumieć jak działa mózg, to naturalnie będzie można stworzyć maszynę funkcjonującą na podobnych zasadach. Aktualnie zarówno w Europie jak i USA prowadzone są bardzo intensywne badania w tym zakresie. Podobnie do Projektu Human Genome powołano projekt Human Brain. Aktualnie nasza dokładna wiedza o działaniu mózgu jest na poziomie jednego procenta. Możnaby sądzić, że to bardzo mało i dużo czasu minie zanim dojdziemy do stu procent. Ale tu kłania się prawo przyśpieszonych zwrotów, wedle którego wzrost naszej wiedzy o mózgu będzie się podwajał co parę lat. Jak mówi optymista Kurzweil jesteśmy już bardzo blisko celu.

poniedziałek, marca 11, 2013

Bobrowe drwale

Nad naszą rzeczką zagnieździły się bobry. Sporo ich tutaj nawet jest. Rzadko można je zobaczyć, bo są dosyć płochliwe. Czasami tylko z samego rana o swicie siedzą sobie na drugim brzegu i przyglądają z zainteresowaniem mnie i Ginowi. Niekiedy nawet jedzą sobie przy tym spokojnie gałązki. Jak je zdenerwujemy naszym zbyt dlugim wgapywaniem to wskajują błyskawicznie do rzeki, plaskają ogonem o wodę i tylko drobne fale po nich zostają.

Na brzegu ślady ich działalności są dobrze widoczne. Bobry to są doskonale drwale i w kilka dni ścinają takie spore drzewa jak na tym zdjęciu.

Niektórzy twierdzą chyba dlatego, że bobry to szkodniki, bo tak niszczą drzewostan. Że trzeba je tępić, bo wytną wnet wszystkie drzewa nad rzeczką. Rzeczywiście szkody w drzewostanie wyrządzone przez bobry są znaczne. Nic to jednak w porównaniu z prawdziwym szkodnikiem, jakim jest człowiek. Drwale wpadli w zimie nad naszą rzeczkę i wycieli w kilka dni tyle drzew, że dla bobrów to by chyba na sto lat starczyło. Okolica łysa taka teraz jest. To ja już wolę tych bobrowych drwali.