sobota, listopada 05, 2016

Polskie średniowiecze

Masowe egzorcyzmy w 21 wieku. Zbiorowe wypędzanie duchów. Takie imprezy powoli stają się codzienne w Polsce. Ze zgrozą patrzę jak aktualny rząd, wsparty z jednej strony na narodowych faszystach, a z drugiej na całej hierarchii kościoła katolickiego prowadzi Polskę z powrotem w średniowiecze. Na naszych oczach marnowany jest dorobek 300 lat pracy ludzi oświecenia, którzy często z narażeniem życia wprowadzili nas na drogę nauki i obiektywnego poznania świata. I jak sądziłem uwolnili nas od zabobonu i przesądów. Na nic setki lat budowania świeckich państw, gdzie religia jest prywatną sprawą obywateli, a państwo jest wolne od jej wpływu. Zamiast zajmować się dzisiaj tym co ważne w 21 wieku, a problemów jest wiele i wielkie zmiany przed nami, trzeba niestety znowu zająć się pracą u podstaw i jeszcze raz stanąć do walki przeciw dalszemu ogłupianiu ludzi.


Rację ma Fabjański pisząc: "W Polsce odbywa się wielka ofensywa teologii katolickiej na sfery dotąd od niej wolne. Religijne dogmaty wtłaczane są w życie publiczne przez krwiobieg instytucji państwowych i utrwalane przez telewizyjne widowiska, jak to na Jasnej Górze. Ma obowiązywać jedynie słuszna metafizyka. Nieśmiało, jakby jeszcze nie wierząc w swoje szczęście, odzywają się kreacjoniści z żądaniem zakazu nauki teorii ewolucji w szkole jako herezji. Dowiadujemy się, że państwo będzie wspierać rodzenie dzieci, o których wiadomo, że zaraz umrą, tylko po to, by można było je ochrzcić."

sobota, października 29, 2016

Folwarczny sposób myślenia, myślenia ukształtowanego przez feudalnestruktury późnego średniowiecza w Polsce, nadal dominuje w Polsce

W Polsce brak chęci do krytycznej analizy przyczyn upadku pierwszej Rzeczpospolitej, czy ogólnie do krytycznej analizy polskiej historii. Jak pisze profesor Burschta - "Dysponujemy potencjałem krytycznym, który pozwoliłby nam zweryfikować powtarzane przez wielu hasło: „byliśmy potęgą”. Skoro tak było, co się stało, że taka potęga jest katolickim karłem? Ciągle przechowujemy mit tożsamości narodowej, który bezpośrednio nawiązuje jeszcze do szlacheckiej koncepcji narodu i wyobrażeń o narodzie wybranym." Zamiast podjąć rzetelną analizę przyczyn upadku pierwszej Rzeczpospolitej kultywowany jest mit walki o niepodległość i bajka o złych sąsiadach, którzy zabrali nam wolność. A przyczyną upadku była tak naprawdę katastrofalna polityka rządzącej oligarchii arystokratycznej, która realizowała tylko i wyłącznie swoje własne interesy. Przez to zaniechała koniecznych reform, utrzymała 80% społeczeństwa w niewolnictwie, nie rozwijała, a wręcz zakazała, handlu i manufaktur. A co najgorsze polskie elity zamknęły kraj przed zachodnimi trendami i ideami, jakby bojąc się, że mogą one zachwiać w posadach ten zacofany system folwarczny, którego beneficjentami byli bardzo nieliczni. Polska gospodarka karłowaciała w szybkim tempie i równie szybko upadał kraj. Utrata niepodległości, którą Rzeczpospolita utraciła de facto na długo przed rozbiorami, było tylko smutną konsekwencją tych zaniechań i polityczno-gospodarczych błędów.

niedziela, sierpnia 07, 2016

Dobra i zła pamięć

Papież Franciszek w swoim niedawnym przemówieniu na Wawelu opowiadał o złej i dobrej pamięci. Wprawdzie nie słyszałem tego przemówienia, ale Ks. Grzegorz Michalczyk w wywiadzie z Dominiką Wielowiejską bardzo ładnie o tych papieskich słowach opowiadał. Otóż Papież mówił, że pamięć zarówno dla ludzi jak i narodów jest bardzo ważna. Równie ważne jest przy tym co i jak pamiętamy. I tu Papież rozróżnił dobrą pamięć od złej. Dobra pamięć to pamięć o wdzięczności, czyli o tym co dobrego zrobili inni dla nas, albo o tym co dobrego zrobiliśmy my sami dla innych. Zła pamięć to pamięć o tym co było złe, a przede wszystkim taka nienaturalna koncentracja na tym złym. Taka zła pamięć właśnie często objawia się tym, że człowiek obsesyjnie koncentruje się na złu, i to szczególnie na tym złu, które zrobili inni. Taka zła pamięć w konsekwencji prowadzi do dalszego zła, tym razem zła, które wyrządzamy my sami. 
To ważne rozróżnienie i dobrze, że Papież o tym wspomniał. Ta zła pamięć to przecież zaprzeczenie podstawowych zasad chrześcijańskich, którymi są współczucie i wybaczenie.
Ciekawe, że niedawno ukazała się książka pod tytułem “Dobra pamięć, zła pamięć”, której autorka też rozróżnia dobrą i złą pamięć i podkreśla negatywny wpływ tej złej na naszą psychikę. Autorka, psycholożka Ewa Woydyłło (wywiad z nią przeprowadził w Tokfm Wiktor Osiatyński) pisze o wpływie tego co pamiętamy na nas. Otóż jej zdaniem, to co zapamiętujemy kształtuje nas w dużym stopniu i ma olbrzymi wpływ na nasze zadowolenie z życia. Można nawet powiedzieć, że jesteśmy tym co pamiętamy. Z reguły nie jest tak, że przydarzają się nam tylko złe lub tylko dobre rzeczy. Jeżeli jednak zapamiętamy tylko to co było złe lub nieprzyjemne, to ma to bardzo negatywny wpływ na nasz sposób myślenia i nasze szczęście. Czujemy się wtedy bardzo nieszczęśliwi i to poczucie wpływa dalej negatywnie na to co zapamiętujemy i jak widzimy nasze życie.
Więc chyba trzeba posłuchać Papieża i lepiej kultywować dobrą pamięć, żyć pogodnie i nie koncentrować się obsesyjnie na złu. 

poniedziałek, maja 16, 2016

Rewolucja przeciwko fałszywemu wrogowi

Timothy Snyder, znany amerykański historyk, przestrzega Europejczyków, a przede wszystkim Polaków, przed niebezpieczeństwem jakie niesie ze sobą iluzja o narodowej niezależności. Odwrócenie się od Europy i szukanie rozwiązań w ramach nacjonalnych granic doprowadzi nas szybko do sytuacji z lat 30-tych. Prędzej czy później dojdzie wtedy do poważnych konfliktów między państwami kierującymi się swoimi krótkowzrocznymi narodowymi interesami  i na pewno żadne z tych europejskich państw na tym nie skorzysta. Snyder podkreśla też, że całkowita suwerenność narodowa to fikcja. Praktycznie zawsze państwa były zależne bardziej lub mniej od potężniejszych od siebie. Wyjście Polski z Europy nie jest więc drogą do pełnej suwerenności tylko do pełnego uzależnienia się od Rosji. Nie przypadkiem Putin robi wszystko aby osłabić spójność Europy popierając wszelkie nurty sceptyczne wobec Europy. Polityka PIS to dla niego wspaniały prezent. Snyder ubolewa, że nasza wiedza historyczna jest słaba i przez to wielu ludzi idealizuje przeszłość nie wiedząc, jak to było naprawdę - "Europejczycy nie mogą dalej myśleć, że można mieć korzyści z Europy i zachować odrębność narodową. Tak się nie da."

Również w Ameryce nie wszystko toczy się jego zdaniem tak jak powinno. Liberalna demokracja jest i tam mocno zagrożona - "Ameryka do niedawna była demokracją z elementami oligarchii. Dziś jesteśmy oligarchią z elementami demokracji. To nie retoryka, lecz rzeczywistość. Od dekady komuś, kto staje do wyborów, można dać tyle pieniędzy, ile się chce. Już wcześniej było wiadomo, że tylko ludzie bardzo bogaci mogą kandydować w wyborach, ale teraz nie tylko tak jest, ale ludzie wierzą, że tak jest, a to jest różnica jakościowa."

Jednym z tych bardzo bogatych ludzi jest Donald Trump, miliarder który w kampanii prezydenckiej pociąga za sobę tłumy biedaków. Jak to możliwe, że ten człowiek, który reprezentuje klasę społeczną miliarderów bogacących kosztem reszty społeczeństwa, klasę odpowiedzialną za wszelkie problemy amerykańskiej klasy średniej jest idolem tej biedniejącej i zagrożonej w swej pozycji klasy?

Po gospodarczym kryzysie z roku 2008 pojawiło się wiele głosów pokazujących wyraźnie, w jaki sposób banki i globalne korporacje do niego doprowadziły. Chyba wszyscy laureaci Nobla w dziedzinie ekonomii mówili o tym, że szybko rosnąca różnica w przyroście dochodów najbardziej bogatych i klasy średniej jest niebezpieczna dla dobrego funkcjonowania społeczeństw. Branża finansowa, nie produkując absolutnie nic wartościowego dla społeczeństwa wysysa z niego coraz więcej pieniędzy, globalne korporacje i milionerzy płacą w najlepszym przypadku znikome podatki. Ten proces zapoczątkowany w latach 80-tych przez Reagana i przejęty niestety przez większość krajów europejskich doprowadził do niespotykanej kumulacji bogactwa w rękach bardzo nielicznych. W tym samym czasie dochody klasy średniej nie wzrosły w ogóle, a w wielu przypadkach zmalały. Klasa średnio jest mocno zagrożona w swej ekonomicznej pozycji. 

Po kryzysie z roku 2008 wielu komentatorów politycznych i ekonomicznych było zdania, że w związku z tą sytuacją musi dojść do masowych protestów czy nawet wręcz rewolucji. W Ameryce przez jakiś czas młodzi zbuntowani protestowali w ramach ruchu "Occupy Wallstreet", ale protest ten nie rozprzestrzenił się i szybko zanikł. Wśród komentatorów sporo było zdumienia, że ludzie godzą się z tą sytuacją. Zgody na pogarszanie się warunków ekonomicznych na pewno nie ma. Jednak dotkniętych tym problemem jest bardo trudno przekonać, że winni za ich sytuacje są miliarderzy i sektor finansowy. Wszelkie dyskusje o opodatkowaniu miliarderów (muszę tu przypomnieć, że po wojnie w Ameryce wysokie dochody były opodatkowane aż do 90% ! ) i ukróceniu brutalnych praktyk sektora finansowego i wielkich korporacji nie zyskują aprobaty społecznej. Ludzie chyba, nawet jak sami są biedni, akceptują bezkrytycznie prawo innych do absolutnego bogacenia się.

W tej sytuacji, w której klasa średnia widziała wyraźnie swoją pogarszającą się sytuację społeczną i jednocześnie nie chciała zaakceptować jej rzeczywistych przyczyn, to była tylko kwestia czasu, aż pojawią się populiści, którzy wskażą ludziom wrogów zastępczych. Jak zwykle w historii takim wrogiem są inni, obcy, emigranci, którzy rzekomo zabierają nam miejsca pracy i dobrobyt. O tym, że wielki kapitał bardzo chętnie przyjmuje tych emigrantów, bo dzięki nim może szantażować pracowników i płacić im głodowe płace Trump milczy. O tym że wielki kapitał ze swej natury dąży do osiągnięcia zysku za wszelką cenę, nawet za cenę społecznego dobrobytu i spokoju Trump milczy. 

Jest to więc ironią losu, że Donald Trump prowadzi jednych biedaków przeciw innym biedakom będąc sam (wraz z innymi miliarderami) przyczyną ich biedy. To dramat nie tylko naszych czasów, że nadal ludzie tak łatwo dają się oszukiwać i wmawiać sobie, że ich wrogiem jest ktoś inny niż ten wróg rzeczywisty. 

http://wyborcza.pl/magazyn/1,152470,20071536,timothy-snyder-sami-nie-rozumiecie-co-tracicie-czlowiek-roku.html

poniedziałek, kwietnia 25, 2016

Wspólnota niewierzących

Wczoraj spędziłem kilka godzin w księgarni Watersones przy Picadilly. To taka moja londyńska tradycja. To jedna z największych księgarni w Londynie. 5 sporych pięter  - a rzadko która inna księgarnia jest większa niż jedno piętro Waterstones - zapełnionych od podłogi aż prawie po sufit książkami to prawdziwy raj dla czytelnika. Pomiędzy regałami z książkami stoją fotele i kanapy, na których można sobie usiąść i przejrzeć wybrane książki. Jak zauważyłem chętnie czytają tutaj ludzie niezbyt zamożni książki, na kupno których ich pewnie nie stać. Ale i ludzie zamożniejsi przeglądają wybrane książki, aby zapewne zdecydować czy one ich naprawdę zainteresują. Sporo tych "kiepsko" ubranych czytało książkę byłego greckiego ministra finansów Yarisa Varoufakisa "And the weak suffer what they must". Czyżby mieli nadzieję, że ten lewicowy profesor zmieni na lepsze ich biedne życie?

Ja interesuję się głównie książkami popularnonaukowymi. To określenie nie jest zawsze odpowiednie do zawartości książek tak określanych, bo zakupione przeze mnie między innymi książki Erica Schmidta (były szef Googla) "the New Digital Age", czy Petera Thiela (założyciel firmy Paypal) "Zero to One" nie mają bezpośrednio nic wspólnego z nauką. Chyba nawet bardzo szerokie angielskie określenie dla tego gatunku książek "non fiction" czy niemieckie "Sachbuch" lepiej opisuje ich charakter. 

Szperając po długich regałach w dziale Chrześcijaństwo zauważyłem tam sporo książek o ateizmie. Część z nich były to książki o istnieniu lub nieistnieniu Boga, ale kilka miało już w tytule odniesienie do ateizmu. Rozejrzałem się dokładnie po opisach regałów. Był tam buddyzm, hinduizm, judaizm, islam i wspomniane chrześcijaństwo. Zacząłem się zastanawiać dlaczego nie ma tutaj odrębnego działu poświęconego ateizmowi. Dlaczego ateiści są tylko takim dodatkiem do chrześcijaństwa, dodatkiem je negującym?

Ten problem, który zauważyłem na półkach tej londyńskiej biblioteki to problem dużo szerszy. Znacząca  grupa ludzi, przede wszystkim w zachodniej Europie, to niewierzący. Niekiedy jest ich więcej niż tych wierzących. Różne grupy wierzących, czy to katolików, czy protestantów, czy muzułmanów mają swoich przedstawicieli, którzy troszczą się o interesy tej grupy społecznej i zabierają głos w debatach publicznych. Ostatnio na przykład przedstawiciele różnych wyznań w Niemczech wystąpili wspólnie w sprawie uchodźców. To był bardzo ładny sygnał humanizmu ponad podziałami religijnymi. Wśród tej grupy zabrakło mi jednak przedstawicieli niewierzących, bo bez nich ta reprezentacja społeczna jest niepełna. 

Problem leży zapewne w tym, że niewierzący odchodzą od wiary w samotność. To nie jest przejście od jednej wspólnoty do innej. To jest wyjście ze wspólnoty ludzi wyznających daną religię w indywidualizm. Wspólnot ateistycznych brak albo są bardzo słabe. Wielu niewierzących też nie idzie tak daleko, aby się określić jako ateiści. Oni po prostu przestają praktykować, a ateizm to określenie dla nich zbyt radykalne. I tak oto spora grupa społeczna jest w wielu sprawach pozbawiona swojego społecznego przedstawicielstwa, a ich zdanie nie jest bezpośrednio widoczne w dyskusji publicznej.

czwartek, kwietnia 14, 2016

Zakony Chrystusowe


Proszę spojrzeć na to zdjęcie. Przyznam, że te zakony Chrystusowe na ulicach polskich miast przerażają mnie nie mniej niż pełni nienawiści do obcych narodowcy. To widomy znak, że poważna część społeczeństwa stała się wyznawcami takiego ludowego i zfanatyzowanego kościoła. Z tymi ludźmi się raczej na pewno nie dogadamy. Oni są zafiksowani na swoją ideę, a ekonomiczny aspekt jest dla nich drugorzędny. Oni mają, jak mówi socjolog Majcherek o którym pisałem niedawno tutaj 
http://przemyslenia.blogspot.co.at/2016/04/walka-o-mity.html ,swój polityczny mit i żadna narracja o korzyściach wynikających na przykład z przynależności do Unii Europejskiej, choćby była najbardziej racjonalna, ludzi tych nie przekona. Oni mają swojego wodza, który ich prowadzi do upragnionego celu, cleu który im wmówił ich prorok, dbając jednocześnie o pełną immunizację zakonów Chrystusa wobec jakielkolwiek innych poglądów. Oni wiedzą co jest złe, a co dobre swoją wirarą i nie potrzebują do tego faktów, dyskusji czy wyjaśnien. Dla nich jedynym spełnieniem jest państwo w pełni podległe kościołowi. 

Jestem przerażony, bo nie widzę tutaj żadnej szansy na jakąkolwiek płaszczyznę porozumienia, wspólnych wartości, czy rozmowy. Wyrwać tych ludzi ze szponów tego katolickiego fanatyzmu może tylko jakaś poważna katastrofa, czy jakieś inne bardzo emocjonalne wydarzenie.

Jestem przerażony, bo wśród tych ludzi jest dużo kobiet, które wychowując dzieci indoktrynują je tymi narodowo-katolickimi mitami. Nadzieja na poprawę jest więc nader nikła. 

Jak do tego doszło, że w centrum Europy w miarę duży europejski naród w 21 wieku, w momencie jednego z najlepszych okresów w swej historii, odwrócił się od przyszłości i ruszył ku średniowieczu? Z pewnością zawdzięczamy to przede wszystkim kościołowi katolickiemu, który dzięki swej propagandowej tubie (Radio Maryja) otumanił spore rzesze katolików. Zawdzięczamy to też państwu, które zamiast wzmacniać w szkole wartości laickie  oddało dzieci w ręce katechetów. No i oczywiście prawica nie próżnowała przez cały ten czas krzewiąc miedzywojenne endeckie poglądy i uprzedzenia. 

Ale też obóz liberalny nie jest bez winy. Oni zamiast postawić jednoznacznie na modernizację i zmianę obyczajów lawirowali między lewą a prawą stroną przymilając się do kościoła. Jak piszą Kazimierz Bem i Jarosław Makowski w tym artykule http://wyborcza.pl/1,75968,19897656,jak-karmilismy-demona.html:

"PO za każdym razem obiecywała program centrowy i umiarkowany: regulację in vitro, ratyfikację Karty Praw Podstawowych, związki partnerskie, likwidację Funduszu Kościelnego. Ale ta sama partia po każdej wygranej dawała sobie wmówić, że Polacy są konserwatywni, więc postępowe obietnice, które dawały jej zwycięstwo, odkładała na półkę. Stosowany przez PiS i Kościół szantaż bycia za mało tradycjonalistyczną formacją popychał ją w ramiona narodowego populizmu, w co wyborcy prawicy i tak nie wierzyli, a co z kolei zniechęcało jej własny elektorat - umiarkowany i liberalny."

Rządy liberalne spełniały wszystkie życzenia hierarchów katolickich, a i tak nic im to nie dało. Kościół nigdy ich nie poparł. Jeszcze raz zacytuję Bema i Makowskiego:

"Nawet gdy obywatele domagali się zaprzestania dotowania z budżetu budowy Świątyni Opatrzności Bożej (pismo "Liberte" zebrało tysiące podpisów pod petycją w tej sprawie), minister Bogdan Zdrojewski zapowiedział, że na świątynię pieniądze muszą się znaleźć. Nawet nie próbował udawać, że chodzi o "Muzeum Myśli Wszelakiej"! Funduszu Kościelnego nie tylko nie zlikwidowano, ale wręcz w roku wyborczym podwojono - ten haracz okazał się za mały, bo Kościół i tak poparł PiS zarówno w wyborach prezydenckich, jak i parlamentarnych."

sobota, kwietnia 09, 2016

Walka o mity

Dlaczego tak dużo ludzi skłania się ostatnio ku narodowo-katolickiej ideologii? Niedawno komentowałem artykuł Grzegorza Sroczyńskiego na ten temat, który jest zdania, że to osobista zła sytuacja ekonomiczna ludzi jest przyczyną tego niezadowolenia z dotychczasowych osiągnięć polskiego państwa w ostatnich 26 latach. Odmiennego zdania jest socjolog Janusz Majcherek. Majcherek twierdzi, że pewne niezadowolonie społeczne i odwrót od liberalnych pozycji można też zauważyć w dużo bogatszych krajach zachodniej europy. Nawet w krajach najbogatszych obserwujemy właśnie pewną tendencję w kierunku nationalistyczno-konserwatywnym i tego trendu nie można tam wytłumaczyć tylko ekonomiczną sytuacją społeczeństwa. 

Moim zdaniem Majcherek nie uwzględnia tutaj dwóch ważnych faktów. Po pierwsze nawet w najbardziej bogatych społeczeństwach zachodnich są ludzie biedni, nawet jeżeli ta bieda jest na relatywnie wysokim poziomie. Bieda nie jest przez ludzi postrzegana w sensie absolutnym, a jedynie relatywnie w stosunku do możliwości które mają inni, a osoba biedna jest ich pozbawiona. Biednym jest ten, kto nie może sobie pozwolić na wiele rzeczy, które dla innych w jego społeczeństwie są dostępne. Biedny Szwajcar jest więc nieporównalnie bogatszy od biednego Bułgara, a pomimo to czuje się biedny. Po drugie niezadowolenie społeczne jest często dużo bardziej związane z brakiem nadziei na realizację poprawy ekonomicznej. Ktoś, komu nie wiedzie się najlepiej ale ma nadzieję, że poprzez ciężką pracę poprawi swoją sytuację materialną i stworzy lepsze możliwości dla swoich dzieci, widzi świat pozytywnie. Jeżeli jednak tej nadziei mu brak jest podatny na wszelakie demagogie. Niepodważalnym faktem jest, że na zachodzie wzrost zarobków i poziomu życia, który przez długi czas po wojnie powiększał rokrocznie klasę średnią, zatrzymał się. Średnie zarobki nie rosną już od długiego czasu, natomiast górne 10% jest coraz bogatsze. Ta sytuacja oczywiście coraz mocniej napędza niezadowolenie społeczne. 

Majcherek jest zdania, że dominującą rolę w budowaniu nastrojów społecznych odgrywają mity polityczne a nie sytuacja ekonomiczna ludzi. Pisze on tak:

“Jest to ewidentnie konfrontacja w sferze mityczno–symbolicznej i dzięki narzuceniu własnej mitologii politycznej PiS tę bitwę na razie wygrywa. Przechwycił władzę w warunkach najniższego od dawna bezrobocia, braku inflacji (a w istocie deflacji) i spadających wskaźników dochodowego rozwarstwienia. ”Desperackie wysiłki celem polepszenia sytuacji ekonomicznej mas“ nie są w stanie odebrać PiS inicjatywy strategicznej, przewagi politycznej i władzy. Skoro jest ona ugruntowana na dominacji w sferze mityczno-symbolicznej, to tylko działania w tej sferze podejmowane mogą tę dominację i przewagę zniwelować.”

Lewica czy liberałowie oddali bez walki historię i na jej gruncie tworzące się mity prawicy. Prawica zagarnęła wszystkie ważne polskie historyczne wydarzenia i kult wybitnych Polaków. Nawet Piłsudzkiego zagarnęli, Pułsudzkiego który był zdeklarowanym wrogiem obozu narodowego. Liberałowie oddali bez walki konstytucję 3 Maja, wyzwolenie Polski przez Legionistów i Solidarność. Liberałowie nie pielegnowali osiągnięć okrągłego stołu, który był sukcesem szeroko uznanym na świecie. Jak pisze Majcherek:

“U podstaw III Rzeczypospolitej leżał jeden z najpiękniejszych i najpotężniejszych mitów, jakie zna europejska kultur: mit Okrągłego Stołu, nawiązujący do legend arturiańskich. Dzięki tym konotacjom jest szeroko w całej Europie znany i dlatego odwołująca się do niego polska transformacja była tak powszechnie szanowana. Pozwolenie na zniszczenie tego mitu przez populistycznych demagogów jest wielką porażką polskich demokratów (którzy niekoniecznie mieli młodą lewicę po swojej stronie). Albo trzeba ten mit ożywić, albo wykreować inny o równie wzniosłej i szlachetnej symbolice.”

PIS wykorzystał tę wolną przestrzeń, zaczął na jej bazie tworzyć zakłamaną historię i pseudo bohaterów, a liberałowie przyglądali się temu biernie. Zabrakło odkłamania historii i dobrej historycznej narracji liberalnej.  Aby zastopować prawicę liberałowie muszą stworzyć liberalny mit polityczny, mit który porwie masy i stworzy opozycję dla prawicowej wersji. Majcherek radzi:

“Zakłamanej i opartej na przekłamaniach mitologicznej narracji o zamachu smoleńskim, ”żołnierzach wyklętych“ czy Polsce wstającej z kolan trzeba przeciwstawić porywający mit odwołujący się do symboliki wolności, tak ponoć przez Polaków umiłowanej, a tak bardzo obecnie zagrożonej. Nawet jeśli młoda polska lewica tego umiłowania wolności nie podziela, a jej zagrożenia nie dostrzega lub je bagatelizuje, nawołując do ”wysiłków celem polepszenia sytuacji ekonomicznej mas".

Ja myślę, że zarówno Sroczyński jak i Majcherek mają na swój sposób rację. Nadzieja na poprawę sytuacji ekonomicznej jest dla ludzi ważna, ale poczucie, że jest się częścią czegoś większego, że jest się potomkami wielkich ludzi z przeszłości, że wspólnie próbujemy zrobić coś wielkiego jest równie ważne. Ludzie tego potrzebują, a z braku laku kupują idee populistów i demagogów. 

Trudno będzie walczyć z tym pokręconym mitem narodowo-katolickim, który wbijają ludziom nieustannie prawicowe media, a przede wszystkim Radio Maryja. Mit ten bazuje na niewiedzy historycznej, zakłamaniu historii (szczytem bezczelności była w tym sensie wypowiedź biskupa Michalika), pseudo-bohaterach i ukrytej nostalgii za PRL i podziwem dla metod tamtego ustroju. Na to wszystko nałożono mit Polaka katolika, rzekomą zdradę okrągłego stołu (przy którym wbrew temu co teraz twierdzą konserwatyści majstrował przede wszystkim kościół i spora grupa dzisiejszych elit narodowo-katolickich) i rzekomej kontroli nad 3 RP przez post-komunistów i SB. Odkęcanie tego fałszywego mitu to zadanie dla herosów.

Liberałowie nie są dobrzy w tworzeniu wspólnoty i mitów. Dobrze wyjaśnia ten problem Jonathan Haidt w książce “Prawy umysł”. Haidt zdefiniował 6 głównych wartości moralnych: troska,  sprawiedliwość, wolność, lojalność, autorytet i świętość. Dla róznych ludzi i różnych grup społecznych pewne wartości są ważniejsze niż inne. I tak dla ludzi o poglądach lewicowo-liberalnych najważniejsze są wolność i sprawiedliwość. Dla liberałów dobro jednostki jest najważniejsze, a grupa powinna stworzyć możliwie najlepsze otoczenie dla jednostek. Dla konserwatystów lojalność, autorytet i świętość są co najmniej tak samo ważne jak te wartości bardziej liberalne. Dla konserwatystów dobro grupy jest ważniejsze od dobra jednostki. Co za tym idzie skupiają się oni dużo bardziej na budowaniu wspólnoty, a cóż spaja lepiej niż wspólny mit. 

W walce o rząd dusz liberałowie muszą więc stworzyć własne wspólnotowe mity. W obliczu śmiertelnego zagrożenie dla świętej dla liberałów demokracji potrafią jednak tworzyć wspólnotę i znaleźć wspólną narrację jak to widać na przykładzie KODu. Trzeba odebrać narodowym-katolikom Konstytucję 3 Maja (przecież oni zawsze byli i są przeciw demokracji i postępowi), wyzwolenie Polski przez lewicowe legiony Piłsudckiego i stworzyć rzetelny obraz okrągłego stołu, który był jednym z największych polskich osiągnięć w historii.

sobota, kwietnia 02, 2016

Fatalny sygnał z Polski do Europy

Wczorajsza decyzja sejmu o nieprzyjęciu tego minimalnego kontyngentu 7000 uchodźców, do którego przyjęcia premier Szydło na ostatnim szczycie europejskiej unii zobowiązała się, to fatalny sygnał. To fatalny sygnał, który też tak zostanie z pewnością debrany w Europie. Ta sejmowa decyzja na życzenie rządu to dwa sygnały wysłane do Europy. Po pierwsze informacja, że Polska reprezentowana przez premier Szydło nie jest wiarygodnym partnerem na którego słowie można polegać. Po drugie to informacja, że Polska nie solidaryzuje się z innymi państwami europejskimi, które borykają się od dłuższego czasu z problemen uchodźców. Polska kieruje się jedynie partykularnymi interesami partii rządzącej i nie chce nawet symbolicznie, bo cóż to znaczy 7 tysięcy wobec milionow uchodźców w Europie, pokazać, że wspomaga inne kraje i bierze udział we wspólnym rozwiązywaniu europejskich problemów. 

Te dwa sygnały będą z pewnością miały dalekosiężne konsekwencje. Polska spadła z pozycji jednego z głównych graczy europejskich na jej dalekie krańce. Ot takie 5 koło u wozu. Nikt w Europie nie będzie traktował premier Szydło poważnie nauczony doświadczeniem, że jej słowo nic nie znaczy. Inną konsekwencją będzie naturalnie brak zainteresowania unii polskimi problemami. Trudno będzie liczyć na pomoc w krytycznych momentach, kiedy wszyscy widzą, że Polska chce tylko z unii brać, ale nic nie daje. Nie może nas więc dziwić, że już pojawiają się w europejskiej prasie artykuły takie jak ten pod tytułem “koniec solidarności”, w którym autorzy podkreślają, że żadne inne państwo nie skorzystało tyle co Polska na Unii, a teraz kraj ten odmawia nawet minimalnej solidarności z innymi. 

Decyzja jest to więc z punktu widzenia polityki europejskiej fatalna. Nie można jej też wytłumaczyć pseudo argumentami, które padły w trakcie sejmowej debaty, że te 7000 uchodżców to poważne zagrożenie terorystyczne dla Polski i również dla polskich wartości katolickich. Tych kilka tysięcy ludzi nie mogą poważnie stanowić zagrożenia dla 40 milionowego kraju. Prawdziwe zagrożenie dla Polski to coraz bezczelniej wychodzący na ulice faszystowscy narodowcy i radykalizujący się obóz narodowo-katolicki, który przekształca Polskę w państwo wyznaniowe i izoluje kraj od zachodu.