niedziela, kwietnia 07, 2013

A.C. Grayling o moralności

From Evernote:

A.C. Grayling o moralności

Polecam ten odczyt angielskiego filozofa na temat jego książki "the Good Book". Grayling nie tylko potrafi ciekawie pisać ale też pięknie opowiadać. Jego odczyt to manifest humanizmu. Grayling rozumie humanizm z pozycji jego kilku tysiącletniej tradycji, tradycji wielkich greckich, chińskich i hinduskich filozofów, których prace kontynuowali wielcy myśliciele oświecenia. Centralnym zagadnieniem humanizmu jest pytanie jakie wartości życiowe mają dla nas, ludzi, znaczenie. Co jest tą wartością, dla której warto żyć? Otóż Grayling odpowiada na to pytanie z pozycji humanizmu mówiąc, że nie ma takiej jednej nadrzędnej wartości która nadaje naszemu życiu sens i która pasuje dla wszytkich. Według Graylinga każdy z nas musi znaleźć taki cel w życiu, który jego zdaniem jest ważny. Grayling w pełni akceptuje różnorodność ludzi, ich potrzeb i wartości. Dlatego jest zdania, że należy respektować wybory innych nawet jak są całkiem odmienne od naszych własnych poglądów, pod warunkiem, że nie wyrządzają one innym krzywdy.

Grayling całkowicie odrzuca wartości i cele narzucane ludziom przez totalitrne systemy. Odrzuca również systemy wartości narzucane przez monoteistyczne religie. W swojej najnowszej książce "The God Argument" Grayling zajmuje się nieco mocniej krytyką religii.

wtorek, marca 19, 2013

W drodze do singularity

From Evernote:

W drodze do singularity

Niestrudzony prapagator sztucznej inteligencji, jeden z założycieli uniwersytetu Singularity - singularity oznacza taki moment w którym roboty osiągną inteligencję przynajmniej równą ludzkiej - Ray Kurzweil współpracuje ostatnio z Google. Dokładnie nie wiadomo w jakim zakresie, ale zapewne chodzi o inteligentną  interpretację naturalnego języka.

Kurzweil miał ostatnio też krótki odczyt w ramach Google Talks. Krótko przedstawił tam swoje idee. W centrum rozważań Kurzweila znajduje się prawo o przyśpieszonym zwrocie - "the Law of Accelerating Returns". Według tego przez niego wymyślonego prawa olbrzymia ilość procesów ewolucyjnych, w tym również rozwój technologii - przebiega wykładniczo. Periodycznie możemy obserwować podwajanie się się wzrostu w danym zakresie. W technologii na dodatek koszta produkcji jednej jednostki danego produktu maleją o połowę. Tak więc co rok czy dwa produkcja podwaja się, a koszta maleją. Kurzweil przytacza mnóstwo przykładów na prawdziwość tego prawa z różnych zakresów technologii. Najbardziej znany jest ten fenomen pod nazwą prawa Moore w zakresie tranzystorów i obwodów scalonych. Przez dziesięciolecia śledziliśmy z zapartym tchem coraz większą szybkość procesorów, która rosła wykładniczo od kiloherców poprzez megaherce aż osiągnęła prawie trzy gigaherce. W tym momencie stanęła osiągając granice fizycznych możliwości. Prawo Moora czy Kurzweila nadal jednak obowiązuje, bo wydajność wzrasta wykładniczo dzięki wykorzystaniu innych technicznych możliwości.

Podobny wykładniczy wzrost można zaobserwować również w wielu innych dziedzinach. Na przykład szalony rozwój metod sekwencji DNA umożliwił kolosalny sukces projektu Human Genom. Całkowite odszyfrowanie ludzkiego genomu w latach 90-tych byłoby bez tego przyśpieszenia absolutnie niemożliwe. 

Jeżeli rozwój praktycznie wszystkiego jest wykładniczy to dlaczego my tego na co dzień nie dostrzegamy? Otóż na początku rozwój wykładniczy jest dosyć wolny. Wzrost linearny w tym okresie jest dobrym przybliżeniem rozwoju wykładniczego. Jednak po pewnym czasie wzrost wykładniczy idzie w górę jak rakieta. 

Dzięki temu wykładniczemu rozwojowi współczesne komputery są coraz szybsze i powoli zbliżają się do zdolności człowieka. Za lat dziesięć, no najpóźniej 20 będą miały więcej trazystorów i połączeń niż mózg ludzki ma neuronów. To właśnie ten moment sigularity, w którym, przynajmniej teoretycznie te maszyny, będą zdolne myśleć szybciej niż ludzie.

Jednym z kluczowym elementów w powstaniu sztucznej inteligencji jest wiedza o działaniu mózgu. Gdy będziemy dokładnie rozumieć jak działa mózg, to naturalnie będzie można stworzyć maszynę funkcjonującą na podobnych zasadach. Aktualnie zarówno w Europie jak i USA prowadzone są bardzo intensywne badania w tym zakresie. Podobnie do Projektu Human Genome powołano projekt Human Brain. Aktualnie nasza dokładna wiedza o działaniu mózgu jest na poziomie jednego procenta. Możnaby sądzić, że to bardzo mało i dużo czasu minie zanim dojdziemy do stu procent. Ale tu kłania się prawo przyśpieszonych zwrotów, wedle którego wzrost naszej wiedzy o mózgu będzie się podwajał co parę lat. Jak mówi optymista Kurzweil jesteśmy już bardzo blisko celu.

poniedziałek, marca 11, 2013

Bobrowe drwale

Nad naszą rzeczką zagnieździły się bobry. Sporo ich tutaj nawet jest. Rzadko można je zobaczyć, bo są dosyć płochliwe. Czasami tylko z samego rana o swicie siedzą sobie na drugim brzegu i przyglądają z zainteresowaniem mnie i Ginowi. Niekiedy nawet jedzą sobie przy tym spokojnie gałązki. Jak je zdenerwujemy naszym zbyt dlugim wgapywaniem to wskajują błyskawicznie do rzeki, plaskają ogonem o wodę i tylko drobne fale po nich zostają.

Na brzegu ślady ich działalności są dobrze widoczne. Bobry to są doskonale drwale i w kilka dni ścinają takie spore drzewa jak na tym zdjęciu.

Niektórzy twierdzą chyba dlatego, że bobry to szkodniki, bo tak niszczą drzewostan. Że trzeba je tępić, bo wytną wnet wszystkie drzewa nad rzeczką. Rzeczywiście szkody w drzewostanie wyrządzone przez bobry są znaczne. Nic to jednak w porównaniu z prawdziwym szkodnikiem, jakim jest człowiek. Drwale wpadli w zimie nad naszą rzeczkę i wycieli w kilka dni tyle drzew, że dla bobrów to by chyba na sto lat starczyło. Okolica łysa taka teraz jest. To ja już wolę tych bobrowych drwali.

piątek, marca 08, 2013

Ewolucja a religia

From Evernote:

Ewolucja a religia


 Jerry Coyne z wielką namiętnością broni teorii ewolucji przed religijnymi atakami. Jerry Coyne - profesor biologii, autor książki "Why evolution is true" i bloga Why evolution is true - uważa, że ewolucja to jedyna, naukowo uznana teoria pochodzenia i rozwoju życia na ziemi. Coyne stanowczo zwalcza wszelkie próby stawiania na równi z ewolucją różnych religijnych teorii powstania życia na ziemi takich jak kreacjonizm czy inteligenty projekt. 

Różne kościoły i religijne grupy szczególnie w Stanach twierdzą, że ewolucja jest jedynie tylko jedną z wielu teorii powstania życia, a dowodów eksperymetalnych na jej potwierdzenie brak. Grupy te żądają aby w szkołach uczyć jednocześnie wszystkich tych teorii.

Coyne jest oczywiście absolutnym przeciwnikiem takiej postawy. Jego zdaniem teoria ewolucji jest naukowo wystarczająco udokumentowana i w kręgach naukowych nie ma najmniejszej wątpliwości co do jej słuszności. Na swym bardzo dynamicznym blogu polemizuje gorliwie ze wszystkimi przeciwnikami ewolucji. Coyne idzie jeszcze krok dalej. Jst on zdania, że ewolucja podważa radykalnie podstawy religii pokazując diametralnie inny rozwój życia, który absolutnie nie pasuje do obowiązujących doktryn teologicznych. Według Coyne nie można być jednocześnie zwolennikiem ewolucji i osobą bardzo religijną, bo to się wyklucza. Coyne jako ateista ma bardzo mało zrozumienia dla osób religijnych. Z jego naukowego punktu widzenia, brak mu zrozumienia jak można być człowiekiem religijnym chociaż brak jakichkolwiek dowodów na istnienie Boga - pewne kościoły w Ameryce, jak na przykład Mormoni, wierzą w religijne doktryny stworzone przez w miarę współczesnych proroków, które są całkiem absurdalne. Z drugiej strony jako naukowiec Coyne przyznaje, że brak również dowodów naukowych na zaprzeczenie istnienia Boga. 

Na blogu Coyne codziennie pojawiają się nowe posty. oprócz poleminiki z oponentami ewolucji Coyne lubi koty i zamieszcz sporo zabawnych filmików i historyjek. Często też pisze Coyne o mało znanych gatunkach naświetlając ich ewolucyjną historię. Why evolution is true to blog interesujący i bardzo żywy.  Warto tam zajrzeć. Niektóre posty z tego bloga można też znaleźć na polskim blogu racjonalista.pl .


sobota, marca 02, 2013

Milo Dor o nacjonaliźmie

Parę dni temu zmarł w wieku 90 lat Milo Dor, pisarz serbskiego pochodzenia.

Dor często piętnował nacjonalizm. W 90 latach Dor mówił, że Serbowie mają obłęd na punkcie  nationalizmu, są przez to niedostępni na racjonalne argumenty i gotowi przekroczyć wszelkie ciwilizowane normy. co w końcu w Bośni zrobili.

Na zarzut swoich patriotycznych rodaków, że nie powinien tak mówić, bo w jego żyłach płynie serbska krew Dor odpowiadał - "w moich żyłach płynie krew grupy A Rh-".

wtorek, lutego 26, 2013

Komisyjny egzamin

From Evernote:

Komisyjny egzamin

Właśnie miałem wątpliwą przyjemność egzaminować studenta komisyjnie. Po czterech latach wykładów na Fachhochschule, jak tutaj nazywa się wyższa szkola inżynierska, po raz pierwszy dosyć uparty student nie zaliczył żadnego z trzech pisemnych egzaminów i w tej sytuacji egzamin komisyjny był nie do uniknięcia. I to pomimo tego, że przymykam oczy na tych pisemnych egzaminach i naciągam jak mogę ocenę, bo przecież nie mogę dać pały prawie wszystkim studentom z roku. A powinienem, bo ich wiedza, przynajmniej w temacie którym się zajmuję, jest żenująca. Z regóły w pierwszym terminie połowa dostaje pałę, a w drugim, no w najgorszym przypadku trzecim, terminie jednak coś tam wiedzą, więc jak mówię naciągam ocenę i jakoś ich przepycham. 

Ten student był jednak wyjątkowo odporny na wiedzę i przy każdym podejściu jego wyniki były poniżej wiedzy przypadkowego człowieka z ulicy i pomimo najszczerszej mojej chęci przepchnięcia go był on jednak zawsze poniżej mych jakże skromnych minimalnych wymagań.

Na egzaminie komisyjnym zasiedliśmy we trójkę - dziekan, jeszcze inny profesor i ja - na przeciw studenta. Zadałem mu pierwsze pytanie i już było widać, że znowu nic nie wie. Zaczął coś bredzić od rzeczy. Na drugie pytanie odpowiedział jeszcze gorzej. Dziekan poprosił aby mu trochę podpowiedzieć, go trochę poprowadzić. Podpowiadałem jemu ale to niewiele dało. Czekając aż student coś z siebie wyduka zerknąłem na dziekana i widzę, że on czerwienieje na twarzy, tu i uwdzie wyłażą mu czerwone plamy. Niestety nie wiem czy to było ze wstydu za studenta czy ze złości. Po trzeciej równie fatalnej odpowiedzi wysłaliśmy studenta na korytarz i zaczeli naradę. Nawet bez pytania mnie o wynik panowie profesorowie stwierdzili, że on nie ma w ogóle pojęcia o temacie. Ale co z nim zrobić? Złamać mu karierę życiową z powodu tego jednego przedmiotu? Czy puścić?

Mgliście przypomniałem sobie moje komisyjne egzaminy. Dwa na chemii i jeden z nich właśnie z chemii. Profesor Rodziewcz dość szybko odesłał mnie do domu stwierdzając, że się na chemika nie nadaję. Wywalili mnie wtedy z chemii, za co jestem Rodziewiczowi do dzisiaj wdzięczny. Późnie już na innym wydziale uwziął się na mnie matematyk, ale tego nie się bałem, bo z matematyki byłem dobry. Zdałem więc ten komisyjny bez problemu.

Po tej krótkiej konsultacji z moją osobistą przeszłością zadecydowałem, że studenta puścić nie można. Po pierwsze jak inni studenci się dowiedzą, że komisyjny można zdać bez wysiłku to już absolutnie nikt z nich nie będzie się uczył. Po drugie dla zasady. Nie można przecież trzech profesorów lekceważyć aż tak i podejść do egzaminu zupełnie nieprzygotowanym. 

Moi koledzy byli tego samego zdania. Postanowili jednak dać studentowi jeszcze jedną szansę i wyznaczyli mu drugi termin komisyjny. No niech stracę. 

Za to po egzaminie w trójkę spędziliśmy bardzo miły wieczór w pobliskim pubie. Przynajmniej tyle mam satysfakcji z tego egzaminu komisyjnego.

piątek, lutego 15, 2013

Co będzie po nas?

From Evernote:

Co będzie po nas?

Wielu z nas sądzi, że ten cały świat wokół nas został stworzony wyłącznie po to abyśmy my, ludzie, mogli z niego korzystać. Większość z nas postrzega ten układ jako raczej statyczny. Takiego zdania są na pewno ludzie religijni, bo przecież według bibli Bóg stworzył świat, a na zakończenie, niejako jako uwieńczenie tego dzieła, człowieka. Takiego zdania są na pewno też wyznawcy inteligentnego projektu, którzy akceptują mechanizmy teorii ewolucji. Jednak odrzucają oni zdecydowanie założenie, że motorem napędowym ewolucji jest przypadkowe dostosowanie się gatunków do zmieniających się warunków otoczenia. Ich zdaniem ewolucyjne mechanizmy nie są przypadkowe. Ewolucja realizuje z góry założony boski plan.

Jednak nawet zwolennicy klasycznej teorii ewolucji patrzą najczęściej w przeszłość. Analizują jak powstawały gatunki, jak postępowała specjalizacja organów, jak powstawał człowiek. Człowiek i tutaj jest postrzegany jako największe osiągnięcie ewolucji, jako spełnienie jej celu w sensie najwyższej jak dotychczas inteligencji, chociaż oczywiście tego nikt głośno nie mówi. Rzadko jednak ktoś pyta co dalej?  Jak będzie rozwijał się człowiek, czy może innne gatunki - mrówki? - strącą go z piedestału?

Jedno jest pewne. Nieustannie następuje dalsza specjalizacja gatunków i ich doskonalenie. Bardzo trudno przewidzieć kierunek zmiany, ale zmiana jako taka jest nieunikniona.

Biologiczna ewolucja jest trudna do przewidzenia. Jej procesy są dosyć wolne, być może już zbyt wolne. A może ewolucja biologiczna przejdzie w ewolucję cyfrową? Biologiczną inteligencję zastąpi cyfrowa sztuczna inteligencja, która będzie się doskonalić w tempie nieporównywalnie szybszym. Zamiast tysięcy lat zmiany będą następować w lat kilkadziesiąt, a może nawet kilkanaście. 

Najbardziej fascunujące jest przy tym, że to my ludzie sami stworzymy inteligencję wyższą niż nasza. Jeszcze wydaje się nam, że ten moment jest daleko. Nasza zależność od komputerów rośnie nieustannie. Całe mnóstwo zadań komputery rozwiązują dużo szybciej od nas. Bardzo wiele z nich ludzie nie potrafią już rozwiązać sami. Komputery są coraz bardziej inteligentne i szybkie. Jak na razie potrafią rozwiązywać tylko zadania, na które je zaprogamowaliśmy. Jak na razie brakuje im naszej uniwersalności. Ale to tylko kwestia czasu. 

A co stanie się z nami? Nie wiadomo. Możliwe są różne scenaria. Może sztuczna inteligencja - komputery, roboty - wyeliminuje nas. Może zaczniemy się sami zmieniać w cyborgów, wyposażając się w dodatkowe możliwości - ekstra pamięć i moc procesowa, cała masa dodatkowych czujników. Wszystko to zostanie oczywiście wkomponowane bezpośrednio w nasz mózg. Można fantazjować dalej i połączyć nasze mózgi ze sobą tworząc jeden wielki centralny mózg. Być może stracimy wtedy naszą autonomię stając się częścią wielkiego światowego mózgu. 

Który z tych scenariurzy stanie się rzeczywistością? A no pożyjemy, zobaczymy.

czwartek, stycznia 03, 2013

10 lat biegania

Tak to już 10 lat minęło od kiedy zacząłem intensywnie biegać. A rozpocząłem dosyć późno, bo krótko przed pięćdziesiątką. Przedtem uprawiałem wprawdzie różne sporty i kilka razy próbowałem też biegać ale nie były to próby zbyt konsekwentne.

Zdopingował mnie do tego zapewne ten niemiecki doradca, który wtedy asystował mi przy dużym projekcie. Spędzaliśmy sporo czasu razem więc również gadaliśmy o sprawach prywatnych, Ten sześćdziesięciolatek opowiadał mi często a swojej świetnej kondycji i różnych sportowych sukcesach. Martin biegał dużo i zaliczył nawet kilka maratonów. Wszedł mi chyba trochę na ambicję, bo postanowłem też spróbować. 

Początki były trudne. Próbowałem biegać koło domu taką 6 kilometrową pętlę. W trakcie pierwszych biegów nie mogłem się doczekać końca. Brakowało mi tchu i czułem mocną potrzebę zatrzymania się. Tuż przed końcem pętli droga mocno zakręcała, ale kilometr wcześniej też był podobny zakręt. Pamiętam, że widząc ten zakret cieszyłem się, że to już koniec tego wysiłku. Często jednak myliłem te zakręty i ta przedwczesna radość oznaczała  rozczarowanie i zaciskanie zębów jeszcze przez kilometr. 

 W ten sposób biegałem przez kilka tygodni dwa razy w tygodniu a więc w sumie 12 kilometrów w tygodniu. Jakiś przypadkowo spotkany doświadczony biegacz powiedział mi, że ważne jest, aby biegać przynajmniej 20 kilometrów tygodniowo. A ja wymęczam z trudem te 12 kilometrów bez widoku na wiele więcej. Jednak już kilka tygodni później pokonywałem te moje 6 kilometrów bez większych kłopotów. Nauczyłem się też biegać bardzo powoli - wbrew pozorom nie jest łatwo biegać powoli. Większość początkujących biegaczy biega zbyt szybko, tak jakby chcieli jak najszybciej dobiec do swego celu - i mogłem przebiec bardzo długie dystansy. Szybko zwiększyłem też częstotliwość i wydłużyłem trasę. 20 kilometrów na tydzień pokonywałem wnet bez problemu. 


Krótko potem zacząłem biegać półmaratony i bieganie stało się moją główną pasją. Biegałem rano i wieczorem, biegałem prawie codziennie od 6 do 16 kilometrów. Tydzień w tydzień biegałem 30 do 40 kilometrów, a niekiedy nawet dochodziłem do 70! W tamtych latach przebiegałem rocznie prawie 2 tysiące kilometrów. Biegalem wokół mojej wsi, we Wiedniu i okolicy, a na każdy wyjazd zabierałem ze sobą buty do biegania. Jeździłem biegać w góry, biegalem nad morzem, biegałem w miastach które odwiedzałem, biegałem praktycznie wszędzie. Biegałem w lecie w największe upały i w zimie przy solidnym mrozie i w śniegu. Brałem udział w kilku imprezach biegowych rocznie. Prowadziłem dokładne statystyki i notowałem każdy bieg i jego parametry.


Przez kilka lat byłem chyba mocno uzależniony od biegania. Dzień bez biegania był dla mnie dniem straconym.

Chyba dopiero cztery lata później powoli mój zapał do biegania zmalał. Biegałem nadal ale już nie tak intensywnie jak przedtem i bez aż takiego zapału. Nie zaprzestałem jednak biegać, ale w ciągu roku biegałem już tylko 1000, a potem 750 kilometrów. 

I tak biegam do dzisiaj. Man intensywne fazy i okresy słabsze, ale w skali roku nadal osiągam pewną regularność. Nie prowadzę już statystyk więc tylko szacuję moją roczną dawkę biegania na około 500 kilometrów. Po każdym biegu odczuwam nadal dużą satysfakcję i mam takie poczucie spełnienia i również siły. Po prostu lubię biegać!