poniedziałek, maja 21, 2012

Wystąpienie z kościoła to akt odwagi

Ciekawe, że aby wystąpić z organizacji do której nigdy się świadomie nie wstąpiło - dziecko nie może samo przecież za siebie stanowić - trzeba udać się do tej właśnie organizacji i grzecznie prosić o pozwolenie na wystąpienie. A ta organizacja robi nam łaskę, że w ogóle z nami rozmawia. Moim zdaniem to ewidentne pogwałcenie praw człowieka!

Przynależność religijna musi być potwierdzona w momencie osiągniecia dorosłości. Powinna być to też decyzja o wstąpieniu, a nie wystąpieniu. To znaczy diecko ochrzczone przez rodziców czy to z powodu ich wiary, czy też oportunizmu - co jest ostatnio bardzo częste - jest tymczasowym członkiem danego kościoła aż do czasu uzyskania pełnoletności. W tym momencie młody człowiek jest automatycznie wykluczany z danego kościoła aż do momentu gdy zadeklaruje chęć przystąpienia.

W Austrii ten problem też niestety nie jest rozwiązany w w powyżej opisany sposób. Przynajmniej jednak osoba chcąca wystąpić w kościoła nie musi tam prosić o wypisanie w kościele. Odbywa się to w świeckich urzędach gminnych gdzie można chęć wystąpienia oficjalnie złożyć. Jest ona tam przyjmowana do wiadomości bez żadnej dyskusji z kościołem.

Ks. Sowa o akcie Palikota: Wolność religijna jest jednym z podstawowych praw człowieka

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114884,11765068,Ks__Sowa_o_akcie_Palikota__Ksiadz_nie_moze_sie_schowac.html

sobota, maja 05, 2012

Statek napędzany wyłącznie słońcem okrążył świat


Znowu możemy zanotować mały krok w rozwoju alternatywnych technologii. Tym razem na morzu. Napędzany wyłącznie energią słoneczną statek opłynął świat.

First solar-powered boat to circle the world pulls into home port, contemplates next move
ENGADGET | 5. MAI 2012
http://pulse.me/s/8Uyn5

It's been two years since we last heard of the 98-foot-long solar-powered boat, which at the time was gearing up for its big journey around the world.... mehr lesen

---

http://pulse.me

niedziela, marca 18, 2012

Czy są nam potrzebni milionerzy?

Ronny Pecik jest milionerem. I to wielokrotnym milionerem. Jego majątek jest szacowany na około 170 milionów Euro. Rony Pecik to self-made man. Przybył jako dziecko ze swoimi biednymi rodzicami z Horwacji do Austrii. Nie ukończył żadnej szkoły. Pomimo tych jakże niesprzyjających warunków startowych osiągnął olbrzymi sukces finansowy. Ronny Pecik to geniusz finansowy. Kupuje firmy, ulepsza je i sprzedaje z olbrzymim zyskiem. Właśnie kupił spore udziały w mojej firmie, więc musimy liczyć się z dużymi zmianami, niekoniecznie na lepsze. Jak jest bilans życiowy Ronnyego Pecika? Z indywidualnej perspektywy naturalnie szalenie pozytywny. A co zrobił Pecik społeczeństwa? Czy zmienił chociaż trochę świat na lepszy? Jedynym widocznym efektem działalności Pecika jest zubożenie realnej gospodarki. Pecik wyssał te 170 milionów z realnej gospodarki zubożając ją. Pecik zostawi wprawdzie swym spadkobiercom wielki majątek, ale społeczeństwo nie ma i nie będzie miało nic z tego. Czy można porównywać milionerów ze sfery finansowej, takich jak Pecik czy jeszcze dużo, dużo bogatszy Buffet, z wirtuozami postępu technologicznego jak Gates, Jobs, Page czy Zuckerberg? Niewątpliwie nie. Ci różni bogacze z realnej gospodarki chcieli czegoś więcej niż tylko zarobić masę szmalu. Ich cel to nierzadko potrzeba stworzenia lepszego świata, a my jeszcze długo będziemy korzystać z ich technologicznych osiągnieć.

wtorek, stycznia 31, 2012

Własność intelektualna – niewygodna prawda

Na swym blogu Edwin Bendyk słusznie, moim zdaniem, zauważa, że restrykcyjne prawa własności intelektualnej hamują innowację. Bendyk powołując się na wybitnych ekonomistów pisze:

"Niezliczone już w tej chwili prace pokazują, że innowacje powstają w sieci, na skutek interakcji, procesów współpracy i kreatywnej imitacji, a nie dzięki jednostkowemu geniuszowi."



poniedziałek, stycznia 30, 2012

Skazany na śmierć za zamach w Mińsku uznał wyrok za sprawiedliwy - twierdzi reżim

Zaraz, zaraz, to mi coś przypomina. Już kiedyś słyszałem o oskarżonych, co sami się przyznają, proszą o najsurowszy wyrok dla siebie i dziekują potem za wyrok śmierci. To wprawdzie dziwne i wbrew naturze ludzkiej, ale takie cudeńka już się w przeszłości zdarzały, tylko gdzie?

Mam! Tak szalenie surowi wobec siebie byli poddani dobrego ojca narodu Stalina, co sami prosili o wyrok śmierci dla siebie. Takie to były czasy. Myślałem jednak, że to już dawno zapomniana przeszłość, a tu okazuje się, że kierownik sowchozu jednak dobrze pamięta te wypróbowne metody i stosuje je w środku Europy w 21 wieku.

Mówią, że tonący to się nawet brzytwy chwyci!

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114881,11042103,Skazany_na_smierc_za_zamach_w_Minsku_uznal_wyrok_za.html?lokale=warszawa

piątek, grudnia 30, 2011

Dyktatura i kult jednostki

From Evernote:

Dyktatura i kult jednostki

Dyktatury z reguły prowadzą do kultu jednostki. Dyktator jest stylizowany na ojca narodu, osobę nadzwyczajną, po części nadprzyrodzoną, coś w rodzju takiego Boga na ziemi. Wszelka krytyka jest wyłączona, a społeczeństwo jest karmione tylko pozytywnymi wiadomościami. Wielki przywódca  troszczy się o swój naród i podejmuje jedynie słuszne i dla wszystkich korzystne decyzje. Lud dociena oczywiście tego wielkiego syna narodu, szanuje go i jest mu bezgranicznie oddany. I tak jak wielki przywódca rzekomo poświęca swoje życie narodowi tak i naród jest gotów poświęcić tej wielkiej osobie wszystko. Nawet życie.

Ta spirala społecznego zakłamania nakręca się sama, i osiąga w końcu kolosalne rozmiary. Wszystkie media zachłystują się doniesieniami o wielkim przywódcy i konkurują między sobą w przesadzie. Ale też codzienne życie przebiega nieustannie w cieniu tego największego i ukochanego. W pracy, w szkole, na uczelniach i praktycznie wszędzie trzeba go chwalić i wynosić pod niebiosa. Naprawdę nie jest łatwo w tej sytuacji zachować umiar i zdrowy rozsądek. Ta bańka strasznej przesady i zakłamania w końcu pęka. Dosyć szybko narody zapomijają o tych wielkich przywódcach, bo większość ludzi tak naprawdę w głebi serca nienawidziła go, ale ze strachu przed represjami udawała uwielbienie.

Do jakiej przesady prowadzi kult jednostki mogliśmy się przekonać w osatnich dniach obserwując pogrzeb wielkiego wodza Korei Północnej. Ta teratralna inscenizacja pogrzebu, ci nienaturalnie zawądzący, szlochający ludzie na ulicach, płaczący speakerzy telewizyjni mocno różnią się od zwyczajów obowiązujących u nas, tutaj w krajach zachodnich, wolnych od tak nachalnej propagandy. 

Szczególnie porównanie z pogrzebem Vaclava Havla, kóry odbył się w tym samym czasie, uwypukla te diametralne różnice. Pogrzeb Havla, osoby bardzo szanowanej i popularnej, zgromadził tłumy. Ludzie przyszli jednak dobrowolnie i oddali hołd temu wielkiemu człowiekowi bez nadmiernej przesady i teatralności. 

Patrzymy więc na ten pogrzeb w Korei Północnej z pewnym niesmakiem i poczuciem wyższości. Myślimy sobie - "biedni ci ludzie tam, zmuszami do takich sztucznych aktów zbiorowej histerii. U nas coś takiego jest niemożliwe". 

Czy aby na pewno? Czy naprawdę jesteśmy już odporni na takie zakusy propagandowe rządzących? 

Przypominam sobie na przykład dni po katastrofie Smoleskiej. W tamtych dniach obraz w telewizji i radiu publicznym był jednoznaczny. Cały naród - tak, tak absolutnie cały - opłakuje swojego wielkiego, największego prezydenta, którego wychwalano ponad wszelką miarę. Wszyscy ludzie na ulicach płakali, speakerom załamywał się głos. Absolutna żałoba, w której brali udział wszyscy. Taki był obraz oficjalnego przekazu.

Pamiętam, że przez dłuższy czas wtedy przestałem oglądać polską telewizję i słuchać polskie radio. Czułem się wykluczony z narodu, bo nie miałem możliwości konfrontacji mojego zdania z opinią innych, a przekaz oficjalny był jednoznaczny i jakże inny od mojego zdania.

Jak widać łatwo się w takiej sytuacji nieco pogubić i człowiek może nawet zwątpić w słuszność swoich poglądów. Nie dziwmy się więc Koreańczykom. Przecież ta brutalna propaganda ogłupia ich nieustannie od już kilkudziesięciu lat. Łatwo się w tej sytuacji zgubić.

A my obywatele wolnych i dramatyczych krajów musimy być czujni i zwalczać takie propagandowe zabiegi od samego początku. Najlepiej poprzez otwarte i odważne głoszenie naszego zdania.

środa, grudnia 28, 2011

Kiedy Żydowi wolno opluć kobietę

Nie lubię ludzi przekonanych o posiadaniu prawdy absolutnej. Wręcz obawiam się ich, bo w swym jednostronnym spojrzeniu na życie są często sporym zagrożeniem dla innych. Narzucają tę swoją prawdę innym, nie są zdolni do kompromisów, a gdy jest ich nieco więcej często stosują przemoc wobec innaczej myślących.
Nie lubię tych fundamentalistów niezależnie od tego jaką religię wyznają, czy jakiej ideologii oddali swoje serce. Bo zachowania tych fanatyków są bardzo podobne niezależnie od tego czy są to fundametalni życi, muzułmanie czy chrześcianie, czy są to faszyści czy też komuniści. Pomimo różnic ideowych łączy ich ich fanatyzm, wiara w jedno jedyne rozwiązanie wszystkich problemów i tendencja do przemocy.
Gdy jest ich garstka można patrzyć na nich z politowaniem. Należy im jednak zdecydowanie powiedzieć "nie, takiego zachowania nie tolerujemy. To my a nie wy ustalamy normy społecznego zachowania". Zanim będzie za późno.
http://wyborcza.pl/1,75477,10873154,Kiedy_Zydowi_wolno_opluc_kobiete.html

sobota, listopada 12, 2011

Patriotyzm wykluczenia

Na polskich ulicach po raz kolejny patriotyzm wykluczenia pokazał swe prawdziwe oblicze - bardzo wąska definicja polskości, nienawiść do innych, brutalność i absolutny brak tolerancji. Obraz tych rzekomych "polskich prawdziwych patriotów" nie różni się wcale od wykrzywionych nienawiścią twarzy niemieckich nazistów. Tak to te same nienawistne, zacięte twarze. Zdumiewające aby w kraju, który tak strasznie cierpiał przez nazistów, zapraszać ich na obchody polskiej niepodległości. To pokazuje ich prawdziwe oblicze, bo prawdziwy polski patriota nigdy nie stanie w jednym szeregu z niemieckim nazistą!

A przecież można inaczej. Zamiast wykluczać można łączyć i przygarniać i korzystać z tej różnorodności. Czego nam w przyszłości życzę mając przy tym nadzieję, że polscy naziści pod maską patriotyzmu to tylko bardzo marginalny odłam społeczeństwa.