poniedziałek, maja 16, 2016

Rewolucja przeciwko fałszywemu wrogowi

Timothy Snyder, znany amerykański historyk, przestrzega Europejczyków, a przede wszystkim Polaków, przed niebezpieczeństwem jakie niesie ze sobą iluzja o narodowej niezależności. Odwrócenie się od Europy i szukanie rozwiązań w ramach nacjonalnych granic doprowadzi nas szybko do sytuacji z lat 30-tych. Prędzej czy później dojdzie wtedy do poważnych konfliktów między państwami kierującymi się swoimi krótkowzrocznymi narodowymi interesami  i na pewno żadne z tych europejskich państw na tym nie skorzysta. Snyder podreśla też, że całkowita suwerenność narodowa to fikcja. Praktycznie zawsze państwa były zależne bardziej lub mniej od poteżniejszych od siebie. Wyjście Polski z Europy nie jest więc drogą do pełnej suwerenności tylko do pełnego uzależnienia się od Rosji. Nie przypadkiem Putin robi wszystko aby osłabić spójność Europy popierając wszelkie nurty sceptyczne wobec Europy. Polityka PIS to dla niego wspaniały prezent. Snyder ubolewa, że nasza wiedza historyczna jest słaba i przez to wielu ludzi idealizuje przeszłość nie wiedząc, jak to było naprawdę - "Europejczycy nie mogą dalej myśleć, że można mieć korzyści z Europy i zachować odrębność narodową. Tak się nie da."

Również w Ameryce nie wszystko toczy się jego zdaniem tak jak powinno. Liberalna demokracja jest i tam mocno zagrożona - "Ameryka do niedawna była demokracją z elementami oligarchii. Dziś jesteśmy oligarchią z elementami demokracji. To nie retoryka, lecz rzeczywistość. Od dekady komuś, kto staje do wyborów, można dać tyle pieniędzy, ile się chce. Już wcześniej było wiadomo, że tylko ludzie bardzo bogaci mogą kandydować w wyborach, ale teraz nie tylko tak jest, ale ludzie wierzą, że tak jest, a to jest różnica jakościowa."

Jednym z tych bardzo bogatych ludzi jest Donald Trump, miliarder który w kampanii prezydenckiej pociąga za sobę tłumy biedaków. Jak to możliwe, że ten człowiek, który reprezetuje klasę społeczną miliarderów bogacących kosztem reszty społeczeństwa, klasę odpowiedzialną za wszelkie problemy amerykańskiej klasy średniej jest idolem tej biedniejącej i zagrożonej w swej pozycji klasy?

Po gospodarczym kryzysie z roku 2008 pojawiło się wiele głosów pokazujących wyraźnie, w jaki sposób banki i globalne korporacje do niego doprowadziły. Chyba wszyscy laureaci Nobla w dziedzinie ekonomii mówili o tym, że szybko rosnąca różnica w przyroście dochodów najbardziej bogatych i klasy średniej jest niebezpieczna dla dobrego funkcjonowania społeczeństw. Branża finansowa, nie produkując absolutnie nic wartościowego dla społeczeństwa wysysa z niego coraz więcej pieniędzy, globalne korporacje i milionerzy płacą w najlepszym przypadku znikome podatki. Ten proces zapoczątkowany w latch 80-siątych przez Regana i przejęty niestety przez większość krajów europejskich doprowadził do niespotykanej kumulacji bogactwa w rękach bardzo nielicznych. W tym samym czasie dochody klasy średniej nie wzrosły w ogóle, a w wielu przypadkach zmalały. Klasa średnio jest mocno zygrożona w swej ekonomicznej pozycji. 

Po kryzysie z roku 2008 wielu komentatorów politycznych i ekonomicznych było zdania, że w związku z tą sytuacją musi dojść do masowych protestów czy nawet wręcz rewolucji. W Ameryce przez jakiś czas młodzi zbuntowani protestowali w ramach ruchu "Occupy Wallstreet", ale protest ten nie rozprzestrzenił się i szybko zanikł. Wśród komentatorów sporo było zdumienia, że ludzie godzą się z tą sytuacją. Zgody na pogorszanie się warunków ekonomicznych na pewno nie ma. Jednak dotkniętych tym problemen jest bardo trudno przekonać, że winni za ich sytuacje są miliarderzy i sektor finansowy. Wszelkie dyskusje o opodatkowaniu miliarderów (muszę tu przypomnieć, że po wojnie w Ameryce wysokie dochody były opodatkowane aż do 90% ! ) i ukróceniu brutalnych praktyk sektora finansowego i wielkich korporacji nie zyskują aprobaty społecznej. Ludzie chyba, nawet jak sami są biedni, akceptują bezkrytycznie prawo innych do absolutnego bogacenia się.

W tej sytuacji, w której klasa średnia widziała wyraźnie swoją pogarszającą się sytuację społeczną i jednocześnie nie chciała zazakceptować jej rzeczywistych przyczyn, to była tylko kwestia czasu, aż pojawią się populiści, którzy wskażą ludziom wrogów zastępczych. Jak zwykle w historii takim wrogiem są inni, obcy, emigranci, którzy rzekomo zabierają nam miejsca pracy i dobrobyt. O tym, że wielki kapitał bardzo chętnie przyjmuje tych emigrantów, bo dzięki nim może szantażować pracowników i płacić im głodowe płace Trump milczy. O tym że wielki kapitał ze swej natury dąży do osiągnięcia zysku za wszelką cenę, nawet za cenę społecznego dobrobytu i spokoju Trump milczy. 

Jest to więc ironią losu, że Donald Trump prowadzi jednych biedaków przeciw innym biedakom będąc sam (wraz z innymi miliarderami) przyczyną ich biedy. To dramat nie tylko naszych czasów, że nadal ludzie tak łatwo dają się oszukiwać i wmiawiać sobie, że ich wrogiem jest ktoś inny niż ten wróg rzeczywisty. 

http://wyborcza.pl/magazyn/1,152470,20071536,timothy-snyder-sami-nie-rozumiecie-co-tracicie-czlowiek-roku.html